A ściślej mówiąc - ekstraordynaryjnie komiczna. Czego to nie było - od haseł dęto-patetycznych (o "wolności", "indywidualności"), dziecięco-baśniowych ("Giertych do wora, wór do jeziora") przez medyczno-etyczne (szkoły specjalne, dzieci autystyczne), dydaktyczne (przymierzanie mundurków miało zabierać dzieciom godziny lekcyjne) aż po estetyczne ("będziemy mieć w szkole PGR".
Tym razem postanowiono "pojechać" hasłami alterglobalistyczno - fairtrade'owskim - tak bym to określił. Stołeczna wkładka do organu przynosi, w zamierzeniu pewnie poruszającą, a w efekcie megakomiczną argumentację, jaką rzekomo posługują się dzieciaki i rodzice w szkole jakiejś tam. Oddajmy głos zszokowanej pani Katarzynie:
-Poszłam do szkoły zobaczyć wzory jednolitych strojów. Spojrzałam na metkę i zauważyłam, że koszulki wyprodukowano w Bangladeszu.To był dla mnie szok (...) Mam nawyk sprawdzania metek, ponieważ od dawna staram się nie kupować niczego, co jest wyprodukowane w Azji. W głowie mi się nie mieści, że szkoła, która wcześniej organizowała wśród dzieci akcję zbierania pieniędzy na szczepionki dla ich rówieśników w Sierra Leone, teraz ubierze je w koszulki z Bangladeszu!
Prawidłową czujność internacjonalistyczną zachowują także uczennice:
-W Bangladeszu w nielegalnych fabrykach pracują dzieci w moim wieku - dodaje jedna z uczennic. - W zamian za ciężką pracę dostają miskę ryżu. Dzieci w szkole to wiedzą, bo uczono nas o tym na lekcjach historii. Nie chcemy chodzić w mundurkach, które tam wyprodukowano!
Oczywiście nie piszę tego po to, żeby sobie dworować z dzieci w Bangladeszu ani nawet z Chin (tak, tak, tam też takie brzydkie rzeczy się robi, chociaz stamtad pochodzi tow. Mao). Ale czyż nie jest jeszcze gorsze posługiwanie się tymiż bengalskimi dziećmi w wojence Czerskiej z Giertychem (nie wiem czy jeszcze jest ta wojna w związku z przeobrażeniem się Giertycha w męza stanu, ale na forncie mundurków chyba pozostało bez zmian)? Czy redaktorzy mający udział w powstaniu tego tekstu są pewni, a chociażby świadomi tego, że nie kupują żadnych produktów wyprodukowanych "nieetycznie"? Co wreszcie powie Gazeta Wyborcza na to, w jakich warunkach pracują sprzedawcy uliczni Gazety Wyborczej w Warszawie? A pracują oni przez całe dnie na ruchliwych skrzyżowaniach, w miejscach, gdzie jest to niebezpieczne i niedozwolone (na wyspach między jezdniami, czy też lkawirując między stojącymi na światłach samochodami), całymi dniami wdychajac to, co wylatuje z rur wydechowych wszystkich samochodów, ciężarówek i tirów przejeżdżającymi przez te skrzyżowania.
Może gdyby i oni musieli nosić mundurki Giertycha, a nie czerwone mundurki z logo Gazety Wyborczej, ich los stałby się redaktorom z Czerskiej nieco blizszy.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)