Dopadła mnie dziś ta wiadomość o poranku - i była zupełnym szokiem. Myślę, że większości osób ceniących dobrą, naprawdę dobrą muzykę, nazwisko to nie było obce - może nie znali w detalach twórczości grupy Esbjörn Svensson Trio (znanej jako e.s.t.) - ale z pewnością o takowej słyszeli.
Szczęściarze zaś słyszeli ich na żywo - ja dwukrotnie, za każdym razem było to przeżycie absolutnie wyjątkowe, nadzwyczajne. "Przekraczali granice jazzu" - to prawda, ale to za mało - w zasadzie oni byli jednymi z nielicznych w dzisiejszych czasach muzyków, o których można śmiało powiedzeć, że muzykę jako sztukę "popychali do przodu" - dziś, kiedy większość nawet tzw. awangardowych czy niszowych twórców karierę robi na zjadaniu ogona bądź własnego, bądź dwóch już pokoleń poprzedników - oni szukali czegoś nowego i - ci, którzy ich słyszeli na pewno potwierdzą - udawało im się to znaleźć.
Na spotkaniach z fanami, po koncertach, zespół rozdawał autografy. Po ostatnim występie w Fabyrce Trzciny, w zeszłym roku, Esbjörn poprosił organizatorów o przeniesienie spotkania do innej sali - bo w tej, w której byliśmy było zdecydowanie za dużo dymu papierosowego, a on miał jakieś kłopoty z gardłem. Z całej trójki brakowało mi tylko jego autografu - gdy juz zapadła decyzja o przenosinach (na górę zapewne bym nie poszedł) - i zespół zaczął się zbierać - poprosiłem o jeszcze ten jeden autograf - podsuwając okładkę płyty do podpisu. Nie odmówił, podpisał, po czym razem z grupą fanów przenieśli się na górę.
Z pierwszego ich koncertu na którym byłem, wychodziłem z mocnym postanowieniem wysłuchania i obejrzenia kolejnego koncertu - organizatorzy zapowiedzeli, że taki w 2007 roku się odbędzie. I rzeczywiście - w 2007 przyjechali, zagrali, powalili na kolana. W 2007 - organizatorzy nie powiedzieli, kiedy po raz kolejny można się spodziewać e.s.t. w Polsce - ale przecież wiadomo było, że na pewno przyjadą, tylko termin i repertuar był niewiadomą.
I teraz wiadomo już na pewno: nie przyjadą, Esbjörn Svensson nie zapowie kolejnych kawałków (zawsze z subtelnym poczuciem humoru), już nie podpisze mi biletu, książeczki z płyty, nie będzie okazji podziękować za występ i spytać, kiedy znów ich usłyszymy.
Śpij dobrze, Esbjörn, na pewno jeszcze Cię posłucham na żywo. Jak tylko będziesz grał Tam koncert z chłopakami, od razu pobiegnę po bilet.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)