Tytuł jest jak najbardziej qool, qoolturalny. Bo temat jest bardzo na czasie. Przyszło lato, miejska dżungla stała się jeszcze bardziej miejska i jeszcze bardziej dżunglowata. A to prowokuje do ciekawych obserwacji – człowiek, dzięki upałom funkcjonujący na zwolnionych obrotach zaczyna się rozglądać i zastanawiać nad zmianami zachodzącymi w naszej kulturze życia codziennego. Ja też się rozejrzałem i chciałbym w związku z tym napisać o zaobserwowanych przeze mnie trzech modach, które może nie pojawiły się z nastaniem lata 2008, ale jakoś dopiero teraz zacząłem je postrzegać nie jako wybryki i dewiacje, a jako zjawiska zahaczające o normę.
Moda 1. Przenośny tranzystor
Kiedyś pokolenia jeszcze przedwojenne utyskiwały w latach już powojennych na osobników zakłócających wypoczynek na plażach mazurskich włączonym radiem tranzystorowym. Dzisiaj zauważa się w wielkomiejskiej dżungli coraz więcej osobników w wieku gimnazjalnym, posiadających przy sobie telefon komórkowy wyposażony w możliwość głośnego odtwarzania plików mp3.
Ponieważ takie zaszłości z dawnych lat, jak wzgląd na spokój innych ludzi, prawo drugiego człowieka do przebywania (podróżowania, wypoczywania w parku) w ciszy, w świecie, w którym instancją do orzekania w dziedzinie norm współżycia międzyludzkiego stali się osobnicy w rodzaju J. Wojewódzkiego dawno odeszły w niepamięć, młodzież w wieku gimnazjalnym nawet nie próbuje widzieć niestosowności poruszania się po ulicach, placach i podróżowania środkami komunikacji miejskiej w towarzystwie uruchomionych szczekaczek.
Tak jak kiedyś moda była modą, ale normy współżycia społecznego nakazywały skrywanie swoich gustów muzycznych (zazwyczaj w tym wieku marnych) za woalem gąbek pokrywających słuchawki podłączone do odtwarzacza kasetowego przenośnego, tak obecnie modne jest epatowanie (a raczej katowanie) otoczenia dźwiękami z komórkowego odtwarzacza mp3.
Moda 2. Marketing śmieciowy
Od pewnego czasu funkcjonuje w obiegu „kulturalnym” naszych miast instytucja tzw. vlepki. Zazwyczaj jest to wygenerowany własnym sumptem obrazek opatrzony tekstem. Tekst, jak i obrazek, w zamierzeniach autorów mają charakteryzować się głębią – bądź to filozoficzną, bądź to socjologiczną (zazwyczaj opartą na empirii), bądź to poetycką, bądź to komiczną, bądź też wszystkimi tymi głębiami naraz lub ich różnorodnymi kombinacjami. Zamierzenia powyższe najczęściej pozostają tylko zamierzeniami, natomiast nie zniechęca to autorów tego typu twórczości do uznawania się za autentycznych artystów. Inną odmianą tzw. vlepki jest szablon – czyli bazgranie po ścianach sprayem przez wycinankę zawierającą treści z grubsza podobne do vlepki – nie wiedzieć czemu nie uznawane w opiniotwórczych gazetach („miejskich”) za najzwyklejszy w świecie wandalizm.
Moda powyższa, jak wszystkie inne mody (czy też ich większość) w których do głosu dochodzi tzw. pełen spontan, w dodatku żywiony „młodzieżową” żywiołowością, luzem i łamaniem konwencji, została dosyć szybko skolonizowana przez firmy zajmujące się marketingiem – zwłaszcza różnego rodzaju agencje reklamowe. Nie będę w tym miejscu uzasadniał, dlaczego uważam środowiska babrające się w tym procederze (szeroko pojętym reklamiarstwie) za szkodzące Polsce i Polakom po stokroć bardziej niż stu Rywinów i pięćdziesiąt „grup trzymających władzę”. Dość powiedzieć, że, jak można było się spodziewać, tzw. „vlepki” oraz szablony już od jakiegoś czasu stały się elementem profesjonalnych (tj. zlecanych i opłacanych przez całkiem konkretne – i kierujące się zgoła innymi celami, niż „luz” i „pełen spontan” organizacje biznesowe) kampanii marketingowych.
O ile jeszcze można było „przełknąć” „vlepki” taśmowe, acz pochodzące z „manufaktury” – czyli produkowane przez różne kluby kibica czy partyjne młodzieżówki – o tyle już wejście przez Polkomtela z kampanią swojego najnowszego produktu – czyli zaśmiecenie tysięcy latarń, słupów itp. pseudodymkami z komiksu należy uznać za chamstwo wyższego sortu. Pocieszające jednak (a przyznam, że lekko dla mnie zaskakujące) jest to, że adresaci tej kampanii (czyli młodzież mająca lat –naście) okazali się o wiele mądrzejsi, niż jej autorzy (czyli towarzystwo w sile wieku o poziomie umysłowym nastolatka – acz, jak widać, nie każdego). I efekt kampanii jest nie taki, jak zakładali jej autorzy (że młodzież będzie na luzie i w pełnym spontanie wypełniać te dymki treścią wyrażającą głos wolności), a raczej taki, że „wlepki” produkowane masowo w drukarni wielkonakładowej puste zaśmiecają przestrzeń miejską, świadcząc o tym, że trzydziestolatki o umysłowości czternastolatka są zdecydowanie głupsze od czternastolatka, którego sami za niespełna rozumu uważają
Moda 3. Wyginam nagie ciało śmiało
Kiedyś były dawne czasy, a w dawnych czasach były takie rzeczy, których robić nie wypadało. Rzucać papierków na ulicę, deptać zieleni, jeść lodów w autobusie. Wszystkie te zachowania, pod wpływem ideologii „bądź sobą”, „róbta co chceta”, „łam konwencje”, ”burz porządek”, „wychowanie bezstresowe”, „poznaj swoje prawa” itp. – czyli kampanii, które, podobnie jak w przykładzie wyżej, lecz ze skutkiem niestety większym, trzydziestolatki o umyśle trzynastolatka aplikowały trzynastolatkom, z grona zachowań nieakceptowalnych społecznie przeniosły się do grona zachowań uznawanych za normalne – a coraz mniej akceptowalne społecznie (a przynajmniej budzące politowanie lub ostentacyjny brak zainteresowania) stało się zachowań takich publiczne krytykowanie, przygany adresowane do tak zachowujących się.
Z podobnego pnia wyrasta chyba hydra, która jeszcze nieśmiało – ale konsekwentnie opanowuje duże miasta. Na szczęście obserwowana bywa tylko w dniach, kiedy panują wysokie temperatury. Moda miejska nr 3 polega na tym, że mężczyźni w wieku różnym poruszają się po miastach (centrach i osiedlach obrzeżnych) w stroju topless. Nie muszę dodawać, że zazwyczaj nie są to „ciacha” o wyrzeźbionym niczym posągi autorstwa Michała Anioła torsie i tamikż umięśnieniu. Zazwyczaj są to panowie z lekką nadwagą, włochatymi plecami świecącymi od potu oraz często „wydziergani”. Niekoniecznie jednak są to kryminaliści – często jest to bowiem młodzież pracująca, bądź nawet – z wyglądu – ucząca się.
Mody te są niby zupełnie różne – a chyba coś je łączy. Tak sobie myślę, że nie byłóby tego wszystkiego, gdyby w naszym społeczeństwie (a nie tylko media bym tu oskarżał – warto też np. przyjrzeć się, co młodzież przez ostatnie kilkanaście lat wynosiła ze szkoły – czego jej tam uczono – i dlaczego wyglądało to inaczej, niż lat temu np. trzydzieści) nie zapanował swego czasu kult młodości, która domagała się stwierdzenia (albo której to wmawiano i wmówiono), że samo bycie młodym uzasadnia i usprawiedliwia łamanie norm, brutalne kontestowanie ładu społecznego. Pewnym symbolem stała się tu reklama zajzajera pt. Frugo – gdzie osobnik w wieku dzisiejszego gimnazjalisty sprejem zamalowywał starszego faceta, który coś tam gadał o zdrowym żywieniu (oczywiście kłamstwo, bo żadne butelkowane zajzajery z koncentratów i cukru nie mają nic wspólnego ze zdrowym żywieniem – i produkt pt. Frugo też nic wspólnego ze zdrowym żywieniem nie miał). Ale na pewno Państwo pamiętacie jakież to zachwyty, ochy i achy towarzyszyły tej kampanii reklamowej. Jak to młodzież dowartościowuje, jak to wczuwa się w potrzeby młodego pokolenia, jak do niego trafia, jak przemawia.
Oczywiście nie twierdzę, że głupkowata kampania reklamowa przyczyniła się do tego, że byle obszczymurek może dziś świecić spoconą klatą w autobusie – ale czy setki takich kampanii – nie tylko reklamowych, i nie tylko tworzonych z rozmysłem – nie spowodowały gdzieś, na marginesie kultu młodości także zaniku norm współżycia społecznego? Czy nie włącza się Państwu w takich przypadkach pewna lampka ostrzegawcza: w pierwszym odruchu uważamy, że należy zwrócić uwagę – czy to łapserdakowi klejącemu na zlecenie śmieci na mieniu publicznym, czy to panienkom i kawalerom hałasującym komórką w autobusie – bez pytania kogokolwiek o akceptację, czy wreszcie lumpowi, który zmusza nas do oglądania obrośniętych czarną szczeciną pleców i brzucha? Ale zaraz powstrzymujemy się – i zadajemy sobie pytanie: a może to my jesteśmy nienormalni, skoro nam to przeszkadza? Cóż nas obchodzi, że ktoś bez koszulki jedzie autobusem? Może taki ma styl? Może jest sobą? Może tak się realizuje, może ma prawo do szczęścia? Czy nie jesteśmy niemal pewni, że nikt z postronnych obserwatorów nie poprze nas, gdyby było trzeba? Że prawie każdy uważa, że mamy rację, ale pomyśli sobie: „co będę się wychylał? W końcu każdy ma prawo do samorealizacji”?
I tak, drodzy Państwo – my, większość społeczeństwa, która ma wpojone pewne normy, która wie doskonale, że są rzeczy, których się nie robi, której takie zachowania przeszkadzają, daliśmy sobie wejść na głowę. Wystarczyło paru błaznów z telewizora, paru redaktorów o zwichniętym poczuciu odpowiedzialności społecznej, paru eksperymentatorów oświatowych, które w szkołach publicznych i prywatnych na naszych dzieciach przeprowadzają doświadczenia pedagogiczne oraz naturalna w młodym pokoleniu potrzeba przeciwstawienia się zasadom pokolenia starszego, która spotkała się z osłabioną (lub usuniętą) przez to wszystko, co powyżej wolą wpojenia w pokolenie młodsze norm, które regulowały i powinny regulować zasady życia społecznego. Zrezygnowaliśmy z wychowania – i teraz cierpimy.
I oby nie było gorzej – bo za chwilę ci niewychowani przez nas będą wychowywać własne dzieci urodzone w obecnym wyżu demograficznym.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)