Pytanie dotyczy Unii Europejskiej i jej dorobku prawnego. Jej wielkiego dorobku prawnego. Otóż zawsze za mojej pamięci było tak, że do skrzynek na listy, które wisiały na klatce schodowej kluczyk miał listonosz i to on wrzucał do nich listy i inną korespondencję. Kiedy czasy stały się trudne i nadeszła pora tzw. marketingu bezpośredniego, listonosz oprócz listów, pocztówek i wezwań wszelakich roznosił również makulaturę, za której dostarczenie do mojej skrzynki ktoś zapłacił. Sposób na to był prosty - skrzynki były własnością Poczty Polskiej, ale Poczta Polska pozwalała napisać do siebie pismo, w którym dawała się uprosić o niewrzucanie tego typu śmieci do konkretnej skrzynki.
I tak cały ten system, jawnie i bezczelnie sprzeczny z normami UE funkcjonował przez lata. Aż przyszedł sierpień 2008 (wiem, nie przyszedł jeszcze, ale przyjdzie szybciej, niż się spodziewacie) - i Unia Europejska kazała zabrać skrzynki takie, do których kluczyk miał listonosz, i zamontować (na czyj koszt, zgadnijcie?) takie, do których kluczyk ma tylko lokator, za to wrzucić do nich może swoje listy nie tylko listonosz Poczty Polskiej, ale i listonosz Deutsche Post czy La Poste oraz całe stado łazików-roznosicieli ulotek, gazetek reklamowych, ogłoszeń o wynajmie mieszkań itp.
Tak kazała Unia Europejska, a ponieważ poza Unią nie ma zbawienia, to jest najzupełniej oczywiste, że mamy obowiązek cieszyć się, że nie tylko Poczta Polska, ale i Deutsche Post oraz La Poste i rodzimi roznosiciele ulotek mogą konkurować o prawo do lądowania w naszych skrzynkach pocztowych.
Ciesząc się więc z tego, że mogę teraz bez skrępowania otrzymywać wszelkiego rodzaju śmieci od każdego, kto tylko dostanie się na klatkę schodową, z czego tylko niewielką część stanowią listy (czyli to, do czego skrzynka na listy lata całe służyła), zapytuję:
Czy może ktoś ze znawców orientujących się w meandrach biurokracji brukselskiej może mnie poinformować w jaki sposób mogę zrezygnować z otrzymywania niewątpliwie ważnej dla jedności europejskiej korespondencji typu: "wynajmę mieszkanie", "pizzeria Taka", "restauracja Owaka" czy "kosmetyczka Sraka" pod rządami nowego, bardziej zintegrowanego i bardziej europejskiego prawa pocztowego? Czy istnieje jakaś magiczna sztuczka, zapisana w jakiejś dyrektywie czy rozporządzeniu odpowiedniego euroorganu, która sprawi, że do mojej skrzynki trafiać będą tylko przesyłki zaadresowane do mnie? Tak jak byłó tdo tej pory? Czy mógłbym prosić o wskazanie tej dyrektywy?
Czy też może jest tak, a jest to tak nieprawdopodobne, że aż się boję o tym głośno myśleć, a co dopiero pisać, że nie ma skutecznego sposobu na pozbycie się niechcianej korespondencji reklamowej od każdego, kto sobie tego zażyczy? Ze polegać można teraz wyłącznie na dobrowolnych naklejkach i tzw. etyce zawodowej zleceniodawców i roznosicieli (którym przecież płaci się za dotarcie do skrzynki, a nie za niedotarcie, więc zalecenie zleceniodawcy jest takie, że etyka etyką, a zysk musi być)? I może jest to najzwyczajniej w świecie koszt, jaki płacimy za to, że zarabiać na naszych listach będzie mogła już nie tylko Poczta Polska, ale także Deutsche Post, La Poste itp?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)