No więc wybiera się tych kilkuset posłów by w naszym imieniu sprawowali władze – no bo przecież nie da się, by władzę sprawowali wszyscy. Przynajmniej dotychczas było to niemożliwe.
Teraz mamy Internet – miejsce błyskawicznej wymiany informacji, gdzie każdy może zapoznać się z projektami ustaw, każdy może wziąć udział w dyskusji i każdy może oddać głos. Czyżby więc przedstawiciele nie byli już nam potrzebni ? Ups...
Tak, tak „ludzie są ciemni, ktoś to musi ogarniać, co z wdrażaniem ustaw, kontrolą, polityką zagraniczną”. Ano nie wszystko na raz.
Teoria jest taka – przeciętna zbiorowość ludzka dobrze poinformowana podejmuje słuszne decyzje. Problem był dotychczas z poinformowaniem ludzi – komunikacja odbywała się jednostronnie (media) lub nie działa się w ogóle. W Internecie komunikacja wielostronna jest banalna.
Co się stanie, jak damy Kowalskiemu możliwość ustanawiania prawa ? Będzie chciał je stanowić, bo będzie chciał mieć wpływ. Zaangażuje się – tym samym wchodząc w dyskusje. Poszerzy swój horyzont, zdobędzie wiedzę... no dobrze, niech będzie gorzej, będzie to dyskusja na poziomie Onet’u – one się nigdy nie kończą – nie trzeba brać za nią odpowiedzialności, nic nie zmieniają, nie wnoszą. Stanowienie prawa nie jest jednak tym samym. Fakt, że odpowiedzialność rozmywa się pośród milionów internetowych głosów – ale czy dziś się ona nie rozmywa wśród tylu posłów ? Poza tym Ci sami ludzie pokazali, że potrafią z Samoobrony i LPR’u uczynić znaczące partie. Więc i tak możemy się sami udupić. Fakt że raz na cztery lata. Z frustracji. A jeżeli będą sami stanowili prawo ? Będzie ono lepsze (o tym za chwilę) i będą mogli obwiniać... siebie samych.
Jak zapanować nad taką dyskusją ? Sami ludzie stworzą prawne ograniczenia przed wandalizmem (typu wikipedia) i trolowaniem.
Czemu prawo lepsze ? Bo nie będzie szans na przemycenie „lub czasopisma” (ilość czytających ustawy wzrośnie, osoby dotychczas nie angażujące się, wejdą w to), bo nie będzie sensu otwierania furtek dla konkretnych wykonawców, skoro ilość osób, które miałaby z tego czerpać zyski będzie zawsze niewystarczająca, by przegłosować takie rozwiązanie, bo władza nie będzie sobie przyznawać przywilejów.
Nie wszyscy mogą na raz debatować nad wszystkim, nie każdy może zasiadać w Radzie Polityki Pieniężnej. Ale wszyscy mogą wybrać odpowiednie osoby w oparciu o ich doświadczenie – czy to na ministrów, będących wykonawcami woli narodu, czy jakiejkolwiek innej instytucji, potrzebującej tego typu nominacji.
Ile osób ma zagłosować, by dana regulacja była ważna ? Wszystko jedno – to tylko zmotywuje ludzi do głosowania.
A co jeżeli zechcą przegłosować karę śmierci, zakazać aborcji, ustanowić teokrację ?
Na tym polega demokracja chyba – większość decyduje. Wiem, powinna szanować mniejszość. I jestem tu optymistą, bo wierzę w zdrowy rozsądek ludzi. W prostą kalkulację – że każdy z nas należy do jakiejś mniejszości – przyzwalając na szkodzenie jednej, przyzwalam na szkodzenie mojej. Zresztą dziś też mniejszości nie są szanowane, a politycy zadają nam gwałt, każąc oddawać połowę naszych zarobków poprzez chory system podatków, opłat, składek – może być gorzej, gdy władzę przejmą wszyscy ?
Więc po kolei – wpierw na szczeblu lokalnym – żeby ludzie poznali stopień skomplikowania problemów, zastanowili się nad konsekwencjami swoich decyzji i (jako społeczność lokalna) odczuli ich skutki. A później – dalej, aż do szczebla Państwowego, Aż po samą Unię Europejską. Pięknie, co ?
Jak każdy twór, Internetowy Parlament może dotknąć choroba, która z fajnego miejsca uczyni piekło. Ale dziś też tak potrafi się dziać w „demokracji”. Organizm stworzony z tak wielu ludzi ma o wiele większą szansę się temu oprzeć, niż garstka powiązanych politycznie posłów. Łatwiej przekupić 10 niż 10 tysięcy.
Gdy dziś myślimy nad tym, jawi się milion problemów i zastrzeżeń. Tyle, że to My byśmy je już rozwiązywali, a nie Oni.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)