kelkeszos kelkeszos
492
BLOG

Czego nie wie Piotr Semka cz. II. Jak grać Ukraińcami

kelkeszos kelkeszos Ukraina Obserwuj temat Obserwuj notkę 37

Nie ma chyba bardziej wyrazistej ilustracji do starego powiedzenia "cudze chwalicie, swego nie znacie" niż dzieje dzieła Henryka Michała Kamieńskiego "Rosja i Europa. Polska. Wstęp do badań nad Rosją i Moskalami".  Autor tej genialnej rozprawy, najlepszego moim zdaniem studium imperium carów, sam przewidział losy swojej pracy, która jak mniemał skazana jest na zapomnienie. Nie pomylił się i o ile  w braku zachodniej percepcji książki nie ma  niczego dziwnego, o tyle jej kompletne zagrzebanie w niepamięci przez rodaków autora, niczym wytłumaczyć się nie da. Pisałem o Kamieńskim wielokrotnie i nie będę powtarzał jego wspaniale udowodnionych tez, ale przypominanie tej głównej, że Rosja nie jest państwem, a jedynie żywiołem, powinno być obowiązkiem każdego zabierającego publicznie głos w kwestii wschodniej. Niestety Kamieńskiego nikt nie czyta, bo przecież rzesze naszych znawców muszą się powoływać na wypowiedzi cudze - Popowów, Pietrowów, Iwanowów, albo jakichś innych Pawłowów z jednej, albo Goldsteinów, Rosenbergów, czy innych Singerów z tej słusznej, zachodniej strony. W konsekwencji chodzimy po omacku, a nasi eksperci jak słynny profesor od historii bez żenady opowiadają o Mikołaju I jako przyrodnim bracie Aleksandra I, a inni, jak pewien znakomity historyk - publicysta na G., też znawca Rosji, zastanawiają się dlaczego Napoleon opuścił Moskwę w styczniu. 

Kamieński nie wychował żadnych uczniów, może poza jednym, jeszcze mniej znanym Władysławem Siemieńskim, który pozostawił po sobie skromne, ale sugestywne dziełko "Zabiegi Moskwy nad Dunajem i Bosforem od 1711 do 1866". Ten zwięzły i treściwy wykład jasno oddaje istotę polityki Rosji od czasów "wielkiej smuty", z jej naczelnym zadaniem zdobycia Carogrodu ( Konstantynopola ). Od momentu gdy Dymitr Kantemir namówił Piotra I na utworzenie Rosyjskiej Akademii Nauk, którą car zdążył powołać tuż przed śmiercią, jej członkowie zajmowali się głównie tworzeniem uzasadnień moskiewskiej ekspansji na południe, szukając też odpowiednich ku jej wspieraniu metod. Bo ten kierunek budowy imperium obracał przeciw carom największe potęgi, z Anglią na czele.

Elementem tej rosyjsko - angielskiej gry o Konstantynopol było właśnie powołanie Królestwa Polskiego na kongresie wiedeńskim. Tworzona błyskawicznie armia, która w krótkim czasie stała się najlepsza na świecie ( tak, na świecie, tu nie ma żadnej pomyłki ), świetnie przy tym wkomponowana w społeczno - gospodarczą strukturę kraju, miała być użyta przeciw Austrii, będąc elementem planu stworzonego przez kanclerza Mikołaja Rumiancewa. Jego istotą było wywołanie antyaustriackiego powstania ludów słowiańskich, mającego sparaliżować monarchię Habsburgów, jedyną w ówczesnych realiach lądową siłę, zdolną zatrzymać Rosję na Bałkanach. 

Ślady tej koncepcji mamy bardzo widoczne w konstytucji Królestwa Polskiego, która udzielała bardzo daleko idących gwarancji dla grekokatolików, których biskup miał nawet zagwarantowane senatorskie krzesło w parlamencie Królestwa Polskiego. Poza tym, mimo, że Kraków pozostawał poza granicami kraju, tworząc silnie z nim powiązany, ale jednak odrębny byt, to w skład Królestwa Polskiego wchodziło województwo nazwane krakowskim, z tymczasową zapewne stolicą w Miechowie. To był wyraźny znak jakim szlakiem pójdzie armia polska. Tym samym co legioniści Piłsudskiego w sierpniu 1914r., tylko w odwrotnym kierunku.

Tak więc Rosja, licząc na wywołanie antyaustriackiego ducha wśród rusińskiej ludności Galicji, dawała bardzo daleko idące gwarancje dla duchowieństwa grekokatolickiego, nie cofnięte nawet przez Mikołaja I po zniesieniu konstytucji Królestwa Polskiego. A zatem Ukraiński nacjonalizm zrodzony w Galicji, był produktem rosyjskim, obliczonym na wywołanie antyaustriackiego powstania, w przypadku planowanej przez Romanowów wielkiej wojny bałkańskiej, ze zdobyciem Konstantynopola jako jej głównym celem.

Niemcom udało się odwrócić grę. To, że prędzej czy później dojdzie do wielkiej konfrontacji z Rosją, wobec słabości Turcji i konieczności "uczciwego" podzielenia się schedą po upadłym imperium osmańskim - było dla Wiednia i Berlina oczywiste co najmniej od 1844r., gdy wizytujący Londyn car Mikołaj I wprost oznajmił, że Turcja jako państwo nie istnieje i należy dokonać jej rozbioru.

Mając świadomość nieuchronności starcia, Prusy i Austria zaczęły grać w tę samą grę, jaką wobec nich stosowała Moskwa - wzbudzanie nastrojów insurekcyjnych pośród poddanych rosyjskich, głównie oczywiście Polaków, ale też ówczesnych Ukraińców, stąd też wspieranie ich kiełkującego nacjonalizmu. Mamy ślady tej polityki austriackiej w naszej literaturze, wystarczy wspomnieć Jana Lama i jego "Wielki świat Capowic" oraz historiografii, bo przecież nie kto inny jak sam Szymon Askenazy wprost twierdził, że cały ten ukraiński ruch narodowy jest "na niemiecki benefis". 

Nic się w tym względzie nie zmieniło, to  wciąż chodzenie po tych samych historycznych ścieżkach. Niestety nasi historycy, czyli ludzie powołani do tego, aby taką wiedzę konserwować i przekazywać, w najmniejszym stopniu z tego zadania się nie wywiązują. Inni prowadzą zatem grę, a my podajemy piłki. Niestety, wielotygodniowa dyskusja w "Do Rzeczy", z Piotrem Semką w roli głównej - pokazała dlaczego tak jest.

CDN

Zainteresowanym przypominam, że książkę mojego współautorstwa "Znici. Niechciane Królestwo" można kupić na www.orlen.vip albo na Allegro. Z dedykacją dla chętnych.

kelkeszos
O mnie kelkeszos

Z urodzenia Polak, z serca Warszawiak, z zainteresowań świata obywatel

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (37)

Inne tematy w dziale Polityka