kelkeszos kelkeszos
540
BLOG

Czego nie wie Piotr Semka, czyli imperium polskie cz. I

kelkeszos kelkeszos Kultura Obserwuj notkę 51

Gdy w marcu 2022r. pisałem na Salonie, żeby wbrew "szałom uniesień" starać się podchodzić do wschodniego konfliktu i obydwu jego stron z największą rezerwą, bo wszelkie nasze oczekiwania co do Ukrainy to "dom z piasku i mgły", mój głos był podówczas odosobniony. Obecnie, w obliczu spełnienia się dość oczywistych wtedy przewidywań, że w każdej perspektywie Ukraina w najlepszym razie będzie dla nas krajem nieprzyjaznym, a w najgorszym wariancie  - wręcz wrogim, trudny proces trzeźwienia dotknął wiele aktywnych publicznie osób, najczynniej zaangażowanych we wspieranie Kijowa i jego polityki. Najciekawszym tego przykładem jest dyskusja tocząca się na łamach "Do Rzeczy", zainicjowana artykułem Marcina Skalskiego o potrzebie nawiązania jakichkolwiek stosunków z Rosją. Tygodnik Pawła Lisickiego to jedyne chyba w Polsce forum, gdzie taka wymiana poglądów jest możliwa, choć i w jego zespole redakcyjnym nie brakuje osób bezkrytycznie wyznających ten rozległy nurt polskiej myśli politycznej, którego najlepszą definicją są słowa Tomasza Wróblewskiego wypowiedziane niedawno w Polsacie, że najważniejszym zadaniem Polski jest utrzymywanie Rosji jak najdalej na wschodzie. W "Do Rzeczy" głównym przedstawicielem tej doktryny jest Piotr Semka i nieprzypadkowo to jego pióro najostrzej zaatakowało Marcina Skalskiego.

Jako człowiek głęboko przekonany, że najważniejszym zadaniem Polski jest jednak zachowanie niepodległości, siłą rzeczy muszę być w daleko idącej opozycji wobec przekonań Piotra Semki, Tomasza Wróblewskiego, Łukasza Jankowskiego i całej rzeszy prawicowych publicystów głoszących, że niezawisłości Polski najbardziej w tej chwili zagraża Rosja, a nie ostentacyjnie depcząca naszą suwerenność niemiecka organizacja, dla niepoznaki zwana Unią Europejską.

Dyskusja z zajadłymi wrogami Rosji jest o tyle trudna, że przy całym swoim przekonaniu o znajomości naszej historii, zwłaszcza w zakresie relacji ze wschodnią potęgą, mają jednak w tym zakresie dość wybiórczą wiedzę. Niestety wbrew własnym mniemaniom, ludzie ci wykazują się w tym względzie ogromnymi deficytami. Taki stan rzeczy najlepiej obrazuje jak przykre konsekwencje dla współczesności potrafi nieść nieznajomość własnych dziejów. Jak wielokrotnie pisałem, nasza nauka historii opiera się na wołaczach i wykrzyknikach, starannie unikając mianowników. Na dodatek polscy historycy jak ognia boja się omawiania kwestii prawnych i ekonomicznych stając się bezradnymi wtedy, gdy cichnie szum husarskich skrzydeł, a trzeba się wsłuchiwać w dźwięk liczydeł, albo oddać żmudnemu studiowaniu zapisów norm traktatów międzynarodowych, organizujących życie polityczne w Europie. W efekcie 9,5 na 10 znawców naszych dziejów, z nie dającym się przełamać uporem będzie twierdzić, że Powstanie Listopadowe wybuchło w obronie łamanej konstytucji Królestwa Polskiego, której artykuł 1 brzmiał tak:

"Królestwo Polskie iest na zawsze połączone z Cesarstwem Rossyiskiem", 

a artykuł 3 następująco:

"Korona Królestwa Polskiego iest dziedziczną w Osobie Naszey i Naszych Potomków, Dziedziców i Następców według porządku następstwa ustanowionego dla Tronu Cesarsko - Rossyiskiego".

Takich utrwalonych i kuriozalnych mitów mamy w naszej debacie publicznej całe mnóstwo, choć wiele namacalnych śladów w całości im zaprzecza. Żeby zacząć z tą patologią walczyć, trzeba się odwoływać do pojęć podstawowych, zagrzebanych w pokładach frazesów, jakimi jesteśmy karmieni.

Na tutejszym forum wielokrotnie przywoływałem pojęcie "imperium". Być może jest to słowo najlepiej obrazujące rozdźwięk między znaczeniem potocznym, a  ściśle prawnym, pozwalającym zrozumieć istotę rzeczy. Jak zwykle w takich wypadkach trzeba się odwołać do etymologii. Pero w łacinie oznaczało mowę długą i rozwlekłą. Jej zaprzeczeniem było im - pero, czyli komunikat prosty i zdecydowany, a zatem po naszemu - rozkaz. Stąd tryb rozkazujący, w języku Rzymian określany mianem imperativusa. W konsekwencji,  w sensie prawnym "imperium" to moc wydawania rozkazów i ich egzekwowania. A zatem ten kto posiada taką moc na określonym terytorium jest jego hegemonem. Cała zatem gra o Polskę toczy się o to, w czyich rękach znajdzie się owo "imperium" na naszym terytorium - narodu jako suwerena, podporządkowanych obcym rodzimych oligarchii, czy wprost zewnętrznym potencjom.

Każdy człowiek orientujący się w realiach naszego systemu prawnego, organizującego życie społeczne i ekonomiczne w Rzeczpospolitej, musi sobie zdawać sprawę, że w zakresie pryncypiów leżących u podstaw naszego ustawodawstwa - "imperium" wymknęło się z rąk narodu, przechodząc w całości we władanie czynników zewnętrznych. Bynajmniej nie wschodnich.

Nie jest to w dziejach Polski żadna nowość, ponieważ dążenie do anihilacji naszej państwowości ze strony zachodnich sąsiadów jest najtrwalszym czynnikiem narodowych dziejów, niezmiennym od przeszło tysiąclecia. Dziwić może tylko zupełne zaślepienie współczesnych Polaków na tę okoliczność, zrośniętą z historią Polski w zasadzie nierozerwalnie. Zbierając materiały do wydanej przed chwilą książki, z coraz większym zdziwieniem odkrywaliśmy różne wątki i pokłady tego teutońskiego nieprzejednania, chodzącego cały czas tymi samymi drogami. Bo przecież rozbiory nie były niczym innym jak odnowieniem dawnego sojuszu Luksemburgów z Krzyżakami, przed którego śmiercionośnością obroniła się monarchia ostatnich Piastów tylko jakimś cudem. A rozerwanie tego uścisku możliwe było tylko przy zręcznym wykorzystaniu żywiołów wschodu. I tylko dlatego, że to ostatecznie nie one wtedy pociągnęły całość naszych sił nad Worsklę, ale dlatego, że to naszym elitom rycerskim udało się je przywołać pod Grunwald.

Ciekawym w tym kontekście eksperymentem statystycznym jest zapytanie ludzi nawet dobrze orientujących się w narodowych dziejach, jaki procent obecnego terytorium Polski znalazło się po trzecim rozbiorze we władaniu Rosji. Prawidłowej odpowiedzi, że w zasadzie 0% ( poza niewielkim kawałkiem w okolicach Białowieży ) udziela 0% respondentów. I tego też nie wie Piotr Semka - całość tego co jest współczesną Polską, po ostatecznym upadku Rzeczpospolitej, stała się częścią państw Niemieckich, z granicą między Austrią i Prusami, którą na przykład wytyczał nurt Pilicy. To przestroga, której nie chcemy słyszeć i widzieć, a szkoda. Ja mam impresyjne podejście do historii i owe impresje a zatem "wyciśnięcia" bardzo do mnie przemawiają. Na przykład taki obraz, że w 1811r. na Litwie, o czym się dowiadujemy z "Pana Tadeusza" obowiązuje stare polskie prawo ziemskie, a spory graniczne po polsku rozsądza Podkomorzy. W zaborach pruskim, a zwłaszcza austriackim to nie było możliwe. Dlaczego? Jakiej gry był to element - o tym w następnych częściach.

Przypominam, że książkę "Znici. Niechciane Królestwo" można kupić na www.orlen.vip albo na Allegro. Przy okazji dziękuję nieocenionemu Bazylemu za jedyną jak na razie jej recenzję.

kelkeszos
O mnie kelkeszos

Z urodzenia Polak, z serca Warszawiak, z zainteresowań świata obywatel

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (51)

Inne tematy w dziale Kultura