kelkeszos kelkeszos
513
BLOG

Niech ryczy z bólu ranny łoś. Czego nie wie Piotr Semka cz. III

kelkeszos kelkeszos Polityka Obserwuj notkę 35

Wprawdzie wielce interesująca dyskusja na łamach "Do Rzeczy" o pryncypiach naszej polityki wschodniej zdaje się dobiegać końca, ale stanowiska w niej przedstawione długo pewnie jeszcze będą przedmiotem namysłu ludzi rzeczywiście zainteresowanych polską racją stanu. Ostatnim akordem tej arcyciekawej polemiki była wymiana zdań między profesorem Adamem Wielomskim, a najbardziej nieprzejednanym zwolennikiem Ukrainy pośród prawicowych publicystów - Piotrem Semką.

Użyte w sporze środki, szczęśliwie nie wychodzące poza granice tego, co uznajemy za formy cywilizowane, jednoznacznie wskazały kto w dyskusji okazał się zwycięzcą. Rzeczowości naszego czołowego politologa Piotr Semka był w stanie przeciwstawić tylko ryk zranionego łosia, będący podobnie jak w dramacie Szekspira konsekwencją wielkiej demaskacji. Wszystko bowiem co dotyczy naszych relacji z Ukrainą i to nie tylko tych z ostatnich lat, ale też dziesięcioleci - okazało się fikcją z jednej, a ułudą z drugiej strony. Ukraińcy stworzyli zupełnie nieprawdziwy obraz swojej kultury i państwowości, na potrzeby transakcji z nami, polskie zaś elity, wbrew intuicji narodu, dały się omamić ( czy świadomie, czy nie to inna kwestia ), pozwalając na to, żebyśmy jako kraj zostali ..... no tu trzeba użyć wyjątkowo adekwatnego i sugestywnego słowa - wycyckani. Otrzeźwienie przyszło w momencie, gdy kijowskie oligarchie przestały udawać jakikolwiek szacunek dla Polski, ostentacyjnie zrzucając maski, które i tak nikogo - poza ludźmi skrajnie zaślepionymi, albo skrajnie sprzedajnymi - nie były w stanie zmylić.

I tu musimy zacząć rozliczać polskich historyków z ich odpowiedzialności za słowo, za brak kompetencji w zakresie rozumienia naszych stosunków z "wielkim stepem" na przestrzeni wieków i za niemożność takiego opisu dziejów, aby stanowił podstawę do stworzenia pryncypiów prawdziwie polskiej racji stanu.

Piotr Semka, zdaje się, że celnie trafiony w miękkie podbrzusze, podobnie jak wielu ludzi wyznających podobne idee - broni się poprzez podkreślanie swojej rzekomej otwartości. W tym wypadku objawiającej się podobno w zdolności reagowania i przewartościowywania poglądów, w zależności od zmieniających się okoliczności. Oponentom zarzuca "talmudyzm" czyli twarde trzymanie się wskazówek proponowanych przez jego zdaniem przedawnionych polskich myślicieli, wypowiadających się na temat wschodu. Łatwo przy tym demaskuje swoją nieznajomość twórczości wybitnych polskich publicystów, którzy istotę Rosji opisali precyzyjnie i bezbłędnie, ale ich myśl się nie przebiła, bo byli Polakami. A tych nawet nasi najwybitniejsi historycy nie lubią cytować, bo to niemodne, trudne i źle brzmi. Dlatego absolutnie fenomenalna praca Henryka Michała Kamieńskiego, która powinna być lekturą obowiązkową dla wszystkich chcących zabierać głos w kwestii wschodniej - pozostaje u nas zupełnie nieznana. Kamieńskiemu nie da się ze względu na życiorys zarzucić "onucyzmu" - przeciwnie, trzeba w tym wielkim polskim myślicielu cenić to, że w kwestiach fundamentalnych dla polskiej racji stanu, potrafił wzbić się ponad uprzedzenia i osobiste urazy.

Pisząc swój ostatni teks w "Do Rzeczy", odwołując się przy tym do Romana Dmowskiego, Piotr Semka nie miał pojęcia, że założyciel Narodowej Demokracji pełnymi garściami czerpał z pracy Henryka Michała Kamieńskiego "Rosja i Europa. Polska. Wstęp do badań nad Rosją i Moskalami" wydanej anonimowo w Paryżu w 1857r. Nie mógł zatem wiedzieć o podstawowej i po dziś dzień nieprzedawnionej tezie tego zapomnianego przez samych rodaków Polaka. Rosja nigdy nie była i nie będzie państwem w rozumieniu teorii państwa i prawa. Rosja to żywioł, podobnie jak Ukraina. W rozumieniu politycznym nie reprezentuje żadnej samoistnej siły, nie ma żadnej autonomii w zakresie swojej aktywności międzynarodowej. Zawsze poddaje się tym, którzy potrafią panować nad żywiołem przy pomocy odpowiednio użytych technik, a nie posiadając dającej się świadomie kierować siły - jest groźna tylko wobec organizmów słabych, poddanych przemożnym siłom rozkładu. Dlatego wzrosła, bo akurat w tym samym mniej więcej czasie, trzy blokujące ją potęgi - Rzeczpospolita, Szwecja i Turcja znalazły się w sytuacji kolosalnego kryzysu własnej państwowości. To tworzyło przestrzeń dla wzrostu państwa carów, ale tylko dlatego, że jego bogactwa wykorzystywali inni, dla swoich własnych celów. Rosja samodzielnie nie jest w stanie nikomu zagrozić, co do zasady przegrywa wszystkie wojny, a jej zjawienie się w Europie zawsze było konsekwencją tego, że ktoś bardzo szeroko otwierał żywiołowi drzwi. To jest niesłychana wręcz powtarzalność historii. Wyjście z dzikich pól, czy puszcz i bagien północy było jest i będzie dla Moskali możliwe tylko wtedy, gdy jakaś potężna siła na zachodzie poda im rękę. Do rozbioru Polski znaleźli partnerów w Niemcach, do zaboru Finlandii w Napoleonie, ale gdy wyciągnęli rękę po Turcję - tęgo dostali po łapach. Na dalekim wschodzie byli w stanie pokonać Japonię, ale tylko złamaną wcześniej przez Amerykanów.

To czego obecnie jesteśmy świadkami też ma swoje przyczyny w wydarzeniach ostatnich dziesięcioleci, na które czym prędzej zrzucana jest nieprzenikniona zasłona niepamięci. Rosja Putina przecież nie rosła sama z siebie, tylko na wielkim niemieckim wsparciu. Bo akurat nasi zachodni sąsiedzi umieją w swoich wschodnich grach odrzucać wszelkie uprzedzenia. Nawet pamięć o operacji "Hannibal". 

My natomiast nie posiadamy żadnych umiejętności w zakresie polityki wschodniej i zamiast mianowników używamy w grze wołaczy i wykrzykników, nie chcąc przyjąć do wiadomości podstawowych reguł jakie rządzą relacjami mocarstw i ich klientów. W efekcie dzień po dniu tracąc niepodległość w wyniku agresji z zachodu, cieszymy się, że "walcząca za nas" Ukraina, zatrzymała tę ze wschodu. Bo jak wiadomo Putin był już o krok od napaści na Polskę, ale uniemożliwił ją twardy opór Kijowa. Konsekwencja trwania w tych urojeniach jest oczywista i proszę wszystkich, aby w końcu zdali sobie z tego sprawę. Ukraina nas obroniła. Gdyby nie jej poświęcenie, pewnie dziś w Warszawie stacjonowaliby bojcy Putina. A skoro tak, to nie mamy prawa od Kijowa czegokolwiek wymagać. Ktoś kto nas uchronił przed masakrą, nie może być ograniczany w żadnych wobec nas roszczeniach. A zatem na nic ryki zranionych prawicowych łosi, zdradzonych przez "roksolanki". Sami się o to prosiliście. A to nie koniec.

To co nas czeka, najlepiej może oddaje pewien pomnik z 2013r., wystawiony przez Litwinów, Rosjan i Niemców dla upamiętnienia ich braterstwa broni, w rocznicę przejścia korpusu Yorcka von Wartenburga na stronę Rosji. Wszystko przed nami. Niech ryczy z bólu ranny łoś, bo nic innego nam nie pozostało...Przy takich elitach.

Przypominam o możliwości nabycia książki "Znici. Niechciane Królestwo" na stronie www.orlen.vip lub na allegro


kelkeszos
O mnie kelkeszos

Z urodzenia Polak, z serca Warszawiak, z zainteresowań świata obywatel

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Polityka