Przedwczoraj Miłosz Kłeczek wyrzucił posła Kamila Wnuka ze swojego programu. Wiem, jak to jest, bo co prawda mnie ze studia nie wyrzucił, ale kiedy byłem połączony zdalnie, po kolejnej awanturze wydał polecenie: „Proszę odłączyć pana senatora”. No i mnie odłączył.
Ludzie często pytali, dlaczego chodziłem do Miłosza Kłeczka. Odpowiadałem, że przyjmuję wszystkie zaproszenia. Że mogę dyskutować w najtrudniejszych warunkach, ze skrajnie stronniczym dziennikarzem – jeśli w ogóle można to nazwać dziennikarstwem – w sytuacji, w której jest kilku na jednego itd. Mogę więc brać udział w dyskusjach pozbawionych reguł, tak jak mogę okładać się w różny sposób na ringu.
Jeśli jednak ktoś kogoś odłącza albo wyprasza ze studia, to po prostu zabiera ring. I od tego momentu do Miłosza Kłeczka przestałem chodzić.
Oczywiście rodzi się pytanie, dlaczego Kłeczek to robi. Odpowiedź jest prosta: widzowie – zwolennicy PiS – nie oczekują dziennikarstwa. Oczekują medialnych zapasów w kisielu, a Miłosz Kłeczek taką rozrywkę im dostarcza. Z całą pewnością ma dzięki temu wysoką oglądalność.
Skoro jednak goni za oglądalnością, to pozwolę sobie na drobną podpowiedź. Otóż jeśli Miłosz Kłeczek postanowi prowadzić program, biegając nago po studiu, to oglądalność będzie jeszcze wyższa. Jeśli o to chodzi, to szczerze zachęcam go do takiego eksperymentu…


Komentarze
Pokaż komentarze (26)