Z artykułu dowiesz się:
- Ilu widzów śledziło na żywo transmisję meczu na Kanale Sportowym
- Dlaczego legalnie nadawana relacja została zablokowana na platformie YouTube przez firmę Mediastalker
- Na jakie kraje redakcja zakupiła oficjalne prawa do pokazywania spotkania
- Dlaczego Mateusz Borek zapowiedział, że autorzy blokady „pójdą z torbami”
Ważny bój w Częstochowie i nagła blokada sygnału
Sportowe emocje podczas czwartkowego rewanżu sięgnęły zenitu. Raków Częstochowa po zaciętym spotkaniu i dogrywce przegrał z Hajdukiem Split 2:3. Porażka oznaczała pożegnanie polskiego zespołu z eliminacjami europejskich pucharów.
Spotkanie nie było transmitowane w tradycyjnej telewizji. Relacja pojawiła się bezpłatnie na kanale YouTube Kanału Sportowego, który jako jedyny nadawca w Polsce pokazywał oba mecze tej rywalizacji. W szczytowym momencie relację oglądało równocześnie 187 365 osób. Wynik ten sprawił, że Kanał Sportowy pobił swój dotychczasowy rekord oglądalności na żywo. Łączna liczba wyświetleń materiału jeszcze przed jego usunięciem przekroczyła milion.
Wielki sukces frekwencyjny gwałtownie przerwała decyzja platformy. Transmisja nagle wygasła zaraz po końcowym sygnale. Doszło do tego dokładnie w trakcie przejścia kamer na murawę przed planowanym studiem pomeczowym.
Zamiast analiz tysiącom widzów wyświetlił się komunikat informujący, że film jest niedostępny i zniknął z platformy w wyniku żądania przesłanego przez firmę Mediastalker.
Borek zapowiada kroki prawne. Walka o odszkodowanie i przyszłość transmisji
Sytuacja wywołała ogromne oburzenie w redakcji, która poniosła wysokie koszty organizacji całego przedsięwzięcia. Kanał Sportowy wykupił kontrakt na prawa do transmisji meczu na cały świat z wyjątkiem Chorwacji oraz Bośni i Hercegowiny. Firma Mateusza Borka osobiście wyprodukowała zresztą sygnał ze spotkania.
Komentator natychmiast odniósł się do sprawy w studiu awaryjnie zorganizowanym na Instagramie. - Słuchaj Mediastalker, leszczu. Pójdziesz z torbami. Naprawdę, bo właśnie dowiedzieliśmy się, że to jest jakaś firma AI zajmująca się nielegalnymi transmisjami - mówił wzburzony.
Borek punktował też bezpodstawność nałożonej blokady, wskazując na pełną legalność przekazu. - My jako Kanał Sportowy prowadziliśmy transmisję legalnie, z zastrzeżeniem Chorwacji, a także Bośni i Hercegowiny. Bo tak stanowił kontrakt. Zapłaciliśmy pieniądze za tę transmisję i ty tę transmisję zablokowałeś, zniszczyłeś, zdjąłeś. Uznałeś, że ona była nielegalna - grzmiał współwłaściciel projektu.
Napisał też bezpośrednio do osoby zgłaszającej transmisję. - Słuchaj, człowieku, popełniłeś wielki błąd. Moja firma wyprodukowała sygnał, a zgodnie z umową, którą mieliśmy, mieliśmy prawa telewizyjne na cały świat z wyjątkiem Chorwacji i Bośni. Zapłaciliśmy ogromne pieniądze za prawa telewizyjne. Wielki, wielki błąd - zwrócił się do internauty Dimitrisa Drandakisa.
Algorytmy sztucznej inteligencji i uderzenie w biznes
Firma Mediastalker specjalizuje się w ochronie licencji sportowych i materiałów VOD oraz zwalczaniu piractwa w sieci. Przedsiębiorstwo wykorzystuje sztuczną inteligencję, uczenie maszynowe oraz technologię cyfrowego rozpoznawania treści. W tym przypadku automatyczne systemy uderzyły jednak w legalnego nadawcę posiadającego pełne prawa transmisyjne.
Studio na Instagramie dokończono na profilu obserwowanym przez 308 tysięcy użytkowników. Po kilku godzinach odzyskany zapis transmisji powrócił na YouTube na Kanał Sportowy.
Mimo przywrócenia wideo, przerwanie transmisji w najważniejszej chwili uniemożliwiło przeprowadzenie zaplanowanego studia przed rekordową publicznością. Szkody wizerunkowe i biznesowe pozostały. W piątkowy poranek Borek wrócił do sprawy z chłodniejszą głową. - Najważniejsze i najsmutniejsze, że Raków odpadł. A z naszego punktu widzenia, to co się wydarzyło, daje mi mocno do myślenia na temat stabilności a raczej kruchości tego biznesu. (...) entuzjazm tej nocy został u mnie zalany przez ocean wątpliwości - przyznał.
Fot. Mateusz Borek/screen YouTube Kanał Sportowy
Red.






Komentarze
Pokaż komentarze (4)