w roku 1958 ?:) mieszkałem na wsi u Dziadków, od początku grudnia były rozmowy Dziadków o św. Mikołaju. że lubi grzeczne dzieci i takie tam inne jeszcze:) że może przynieść rózgę niegrzecznym, a podarunek grzecznemu. byłem grzeczny?:) byłem, ale wątpliwość była dręcząca. bo to przecież święty. a jakie sprawy są dla świętych grzeszne, to tylko Hanka Ordonówna śpiewająco wiedziała. wieczorem zawieszało się na zatyłku łóżka duże skarpety, właściwie bawełniane pończochy. do nich Mikołaj wrzuci rózgę albo podarek. usypiałem w takiej niecierpliwej gorączce. jak tylko pojawiło się szare rano w zimnawej izbie, wstałem, i z bratem rzuciliśmy się w do tylnego oparcia łóżka. obie pończochy były mocno wypchane. ach czego w nich nie było... Dziadek i babcia udawali, że śpią. ja z bratem krzyczeliśmy z radości. był św. Mikołaj, nie było rózgi:))
ps.
dla wdzięcznej pamięci chciałbym tutaj namówić kogokolwiek do poczytania wywiadu rzeki Adama Hanuszkiewicza, polecam:)
http://adam-hanuszkiewicz-o-teatrze.blog.onet.pl/
[i]niech odpoczywa w spokoju, a może Tam coś wyreżyseruje?[i]


Komentarze
Pokaż komentarze (7)