grosik dla Cześka Sojki
podaj dłoń ale ona taka maleńka i maleje za każdym dotknięciem
jesteś już tylko cieniem pochylony nad samym sobą
milczysz ostatnie chwile takie dziwne drżenie dłoni głowa
przechodzi przez zasłonę niebios wołasz jezusa w sam czas kiedy
pękają zasłony świątyni płacze niebo deszczem łez aniołów
tyle słów jakby cisza nie była pełniejsza proszę ciebie o
wybaczenie i mówię kocham bezradnego bo nie było czasu miłości
syna i ojca gniewu i pokory wiek dojrzały dał nam tylko lata
obok siebie w chłodnej samotności aż do nienawiści
ale chcę powiedzieć jak poznać w tym jezusa
niebo się chmurzy chociaż jeszcze krańce lśnią słońcem
zachodzącym nad wzgórzami twej młodości nad ostrą górką wschodzi
księżyc jak w ogrodzie getsemani kwiaty ślą zapachy ostrzeżenia
nieuchronnie nadchodzi noc pełna wiosennego chłodu stygnie krew
mijają lata w jednej chwili to przyjść musi...
24-25.04.1994


Komentarze
Pokaż komentarze (10)