w piątkowe południe leonard cohen
przywłókł się z suzanne była zmoknięta
płakał rzewnymi łzami jańcio wodnik
i litował się nad nią julian apostata
moje myśli niespokojne łasiły się
kornie pochylając swoje siwe łby
które pierwsze które lepsze wybierz
w pierwszym odruchu głaskałem Kota
wspominałem jego zielone oczy
i znikający uśmiech w kawiarni telimena
cohen coraz wolniej mamrotał
a Kot odszedł swoją drogą był piękny
myśli powoli uspokajały się
obietnica nowych intelektualnych wrażeń
zmysłowych przemyśleń nakazywała
spokój i rozsądek myśli to potrafią
suzanne tymczasem uśmiechnęła się
cohen od jezusa poszedł do buddy
sidharta mówił ciszej i wolniej
jańcio wodnik spotkał lindę i pili
powoli zmierzchało trzeba kończyć ten
nienazwany potok myśli zawłaszczonych
kradzionych latami z tego nie ma języka
tylko cichy bełkot tego nie wolno czytać
a jednak spróbuj sam napisać to i tak
zobacz uśmiechniętą zuzannę
którą podgląda starzec cohen
a pociesza jezus w zgodzie z buddą
dzisiaj w piątkowe południe piję kawę
gorzką i czarną w tej kolejności
siedzę przed rzędem liter i płaczę
nad rzekami babilonu kazali nam…
20.07.2012


Komentarze
Pokaż komentarze (6)