„Spięte przypadkowo ze sobą próbki pobrane z ciał ofiar smoleńskiej tragedii, nieopisane fiolki i nieczytelne oznaczenia - krótko mówiąc, jeden wielki bałagan. W takim stanie Rosjanie przesłali do Polski ważne dla śledztwa dowody ze Smoleńska. Dotarliśmy do szokującego dokumentu polskiej prokuratury, który szczegółowo opisuje stan materiałów przysłanych z Rosji" – pisze dzisiejszy „Fakt”.
Dalej czytamy: "Przekazane przez Moskwę próbki pobrane od ofiar znajdują się w tak fatalnym stanie, że nie wiadomo, czy biegli z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Sehna będą w stanie na ich podstawie przeprowadzić zlecone przez prokuraturę badania toksykologiczne!”
Ta dzisiejsza informacja nie powinna chyba nikogo dziwić. Od początku śledztwa smoleńskiego, działania Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej kojarzą się ze wszystkim – lecz nie z rzetelnym wyjaśnianiem katastrofy. Niszczenie wraku, profanacja i brak sekcji zwłok, wybetonowanie drogi w miejscu tragedii, zmiana zeznań rosyjskich kontrolerów lotu, oskarżanie załogi o pijaństwo – to tylko niektóre „postępy” w badaniach rosyjskich śledczych.
Pomimo tego, nie ma żadnych powodów do obaw. Współpraca z Rosjanami układa się wzorowo, bo Marszałek Ewa Kopacz sama przesiewała miejsce katastrofy na głębokość jednego metra. Premier Donald Tusk, odrzucił pomoc organizacji ICAO, a wcześniej także ofertę NATO. Sami świetnie sobie radzimy – a Rosjanie są zwyczajnie trudnym partnerem. Tylko zaściankowcy, mohery i chorzy psychicznie w osobie Antoniego Macierewicza i Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej próbują działać w tej sprawie, a przy tym wszystkim, domagają się rzetelnego śledztwa, patrzą prokuratorom na ręce – i nie dają im spokojnie spać. Starają się również wyjaśniać zjawisko, które jeden ze znanych publicystów określił mianem „Szelągiki” – mianowicie wypowiedzi prokuratora Szeląga dotyczącej trotylu, po której Polacy dowiedzieli się o tym, że określenie „TNT” tak naprawdę oznacza jedynie – to nie trotyl.
Mainstreamowe media nieustannie nawołują do zostawienia tej sprawy. Takie osoby jak Waldemar Kuczyński, który napisał na Twitterze, że oskarżanie polskich władz o zamach to „czyste kurestwo”, utwierdzają nas w przekonaniu, że każda krytyka skierowana pod adresem rządu polskiego – jest bezpodstawnym szaleństwem, a myślenie o katastrofie w kontekście potencjalnego zamachu – skreśla takich „barbarzyńców” z grona „prawdziwych Polaków”. Po stronie barykady Waldemara Kuczyńskiego wszystko jest w jak najlepszym porządku i żadnego bałaganu tam nie widać. Rosjanie są jacy są i należy to natychmiast zaakceptować. Właściwie określiła to szefowa MAK – gen. Tatiana Anodina mówiąc do płk Klicha: „Rosja jest wielka, Polska to mały kraj”. Zrozumieć należy, że my – mali, nie możemy drażnić „wielkiego niedźwiedzia”. "Lepiej jest znać prawdę i nie mieć wojny, niż nie znać prawdy i mieć wojnę" – powiedział kiedyś Donald Tusk. Trudno o bardziej ścisłe wytyczne.
Jak napisał w swoim artykule pt. „Życie z dziurą w potylicy” Rafał A. Ziemkiewicz – „Staramy się żyć normalnie. Jednym to wychodzi lepiej, innym gorzej, ale, generalnie, okazuje się, że można”. Nasuwa się pytanie co musi się stać żeby to się zmieniło. Czy podział Narodu już zawsze pozostanie taki sam ? Czy premier Donald Tusk za „postępy w wyjaśnianiu katastrofy” dalej zachowa swoje stanowisko ? Tego nikt nie wie. Wiadomo jednak na pewno, że kłamstwem, krętactwem i tanią propagandą – nie da się na zawsze wypełnić tej dziury w potylicy, a ci, którzy próbują to robić, sami – świadomie lub nie - skazują się na potępienie.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)