Spektaklu ciąg dalszy. Tomasz Lis w swoim wstępniaku do nowego tygodnika „Newsweek”, po raz kolejny zadziwia niesamowitymi refleksjami związanymi z katastrofą smoleńską i formułuje tezy kompletnie oderwane od rzeczywistości.
„A gdyby katastrofy nie było? Jak wtedy wyglądałaby Polska? Bardzo podobnie. Bo katastrofa nie zmieniła Polski. Wyeksponowała tylko to, co w niej najbrzydsze” – twierdzi redaktor Lis. Można się z autorem zgodzić w jednym – katastrofa wyeksponowała w Polsce to co w niej najbrzydsze – tyle, że Lis, słowo "najbrzydsze" tłumaczy inaczej.
Katastrofa smoleńska obnażyła najgorsze patologie III RP. Wielu środowiskom i grupom społecznym była niestety potrzebna, aby pojąć i zrozumieć jakim państwem jest Polska. Po 10 kwietnia powstało setki oddolnych inicjatyw, klubów i ruchów społecznych, które poruszone tragedią w Smoleńsku podjęły własną próbę upamiętnienia Prezydenta Kaczyńskiego i całej delegacji, która zginęła razem z nim. Wbrew narracji głównego nurty, ci ludzie nie lecieli na wycieczkę – oni reprezentowali tam Rzeczpospolitą Polską – duże państwo europejskie, państwo podobno wspaniałe, silne, z sukcesami gospodarczymi, liczące się na arenie międzynarodowej. Jest w Polsce duża grupa osób która uważa, że ofiary smoleńskiego lotu zasługują na elementarny szacunek i godne upamiętnienie.
W tym kontekście, zachowanie mainstreamowych dziennikarzy – takich jak Tomasz Lis – nie może dziwić. Obóz patriotyczny, powstały po Smoleńsku, zakłóca „lisowym” środowiskom jedyną, słuszną narrację, którą prowadzili od lat. Monopol poglądów antypolskich został zakwestionowany. Jedyne co można było zrobić – bo oczywiście żadnych racjonalnych argumentów nie podano – to wyśmiać, wyszydzić i nazwać tych ludzi „sektą smoleńską”. Zakwalifikować ich co najwyżej na badania psychiatryczne, moherowych beretów, zaściankowców i rusofobów. A niby dlaczego mamy wierzyć Rosjanom? Historia Polski i Rosji niesie tyle nie rozwiązanych zaszłości polityczno-historycznych, że tak naprawdę ludziom, którzy nie ufają Rosji Putina – nie należy się dziwić. Mają do tego takie same prawo jak mainstream, który Rosji ufa bez granicznie. Może warto się zastanowić, kto w całej tej historii powinien być nazwany „sektą”?
Tak – zgadzam się z Tomaszem Lisem – katastrofa TU-154M wyeksponowała to co w Polsce najbrzydsze – kłamstwo, matactwo i niekompetencje rozmaitych urzędników, którzy piastują stanowiska na które tak naprawdę nigdy nie powinni trafić. Tragedia ta pokazała, że w Polsce nie ma politycznej odpowiedzialności za rażące błędy. Że zaniechania są nagradzane, kłamstwa rozpowszechniane, obłuda pożądana, a prawda - ukrywana. Skala tych zjawisk, która nasila się od 10 kwietnia 2010 r., rzeczywiście jest obrzydliwa. Tyle jawnego łgarstwa, matactwa, bałaganu i głupoty na najwyższych szczeblach państwowych, nie było chyba nigdy. Można oczywiście porównywać i wykłócać się, które rządy były gorsze, ale pech chciał, że Smoleńsk, obnażył akurat kłamstwa rządu Donalda Tuska i dlatego to do tej ekipy, duża część Polaków rości pretensję.
Kłamstwo trwa w najlepsze. Niestety samym obrażaniem i wyśmiewaniem – nie da się wiele zdziałać na dłuższą metę. Im dłużej to będzie trwało tym gorzej. Maski opadną, dokumenty wypłyną, a mur kłamstwa - kamyczek po kamyczku - zostanie skruszony.


Komentarze
Pokaż komentarze