Wczoraj w programie „Bliżej” u Jana Pospieszalskiego (który notabene na dzień dzisiejszy nie znajduje się już w majowej ramówce TVP), dziennikarz „Rzeczpospolitej” Andrzej Stankiewicz, przyniósł ze sobą do studia Raport Smoleński – dokument pokazujący stan badań Zespołu Parlamentarnego pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza, który został opublikowany w III rocznicę katastrofy smoleńskiej. Stankiewicz już na początku rozmowy powiedział: „mam ze sobą raport i jestem chyba jedyną osobą, która go czyta”. Otóż, chciałbym uspokoić pana redaktora, gdyż nie jest on osamotniony w walce z tą lekturą. Jest w Polsce grono osób, których bardzo interesujące ta publikacja – z autorem tej notki włącznie.
Raport Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej to już III odsłona badań, jakie w ramach zespołu prowadzą parlamentarzyści i eksperci. W podrozdziale 1.4 „Rola prof. Adama Rotfelda i ambasadora Tomasza Turowskiego w polityce wschodniej rządu D. Tuska i organizacji wizyty Prezydenta RP w Katyniu” czytamy:
„Koalicja rządowa PO-PSL zmieniła kierunek polityki zagranicznej, doszło do nowego otwarcia w stosunkach z Moskwą. Ważną rolę w tej polityce „resetu” z Moską odegrała Polsko-Rosyjska Grupa do Spraw Trudnych oraz jej polski współprzewodniczący, profesor Adam Daniel Rotfeld. Moskwa wykorzystała prace Grupy do propagowania własnej wizji historii, kultury i polityki. Grupa do Spraw Trudnych odegrała również ważną rolę przed uroczystościami w kwietniu 2010 r., podobnie jak ambasador Tomasz Turowski, który zajmował się przygotowaniem oficjalnych wizyt polskich w Katyniu. (…) W lutym Turowski powrócił do MSZ. Jednym z ostatnich jego zadań było przygotowanie wizyt w Katyniu. Turowski osobiście brał udział m.in. w spotkaniach grupy przygotowawczej obu wizyt i był oskarżany o niewłaściwe wywiązywanie się z zadania zorganizowania wizyty Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Po 10 kwietnia Turowski upowszechniał tezę, że z krwi ofiar zrodzą się dobre stosunki polsko-rosyjskie. Tomasz Turowski i Grupa ds. Trudnych dążyli do polityki „resetu” pomiędzy Polską i Rosją. Temu celowi podporządkowane były ich działania, a uroczystości w Katyniu miały stać się miejscem porozumienia premierów obu państw na grobach polskich oficerów. Dlatego próbowano wyeliminować Prezydenta RP z udziału w tych uroczystościach, nawet kosztem elementarnych wymogów bezpieczeństwa.”
Ten fragment z którym oczywiście nie zgodzą się zapewne ludzie, których on bezpośrednio dotyczy – pokazuję jedną bardzo ważną rzecz. Prezydent Lech Kaczyński z zupełnie odmienną oceną moralno-polityczną zbrodni katyńskiej oraz inną wizją geopolityczną i polityką historyczną nie wpisywał się w tą politykę „resetu” z Kremlem, lansowaną przez rząd i Grupę ds. Trudnych. Na chłopski rozum to właściwie wystarczy, żeby móc zrozumieć dlaczego od samego początku, wszelkimi możliwymi metodami, tak mocno starano się zniechęcić Prezydenta do udziału w tych uroczystościach. Do całej tej układanki nie pasował tylko on. Osoby zaangażowane w ocieplanie stosunków polsko-rosyjskich musiały mieć tego świadomość. Już wszystko mieli dopięte. 7 kwietnia Putin złożył kwiaty, wprawdzie nie przeprosił, ale był-sprawa załatwiona. sukces, tylko cholera ten prezydent ciągle jeszcze czegoś chce…
W życiu czasem jest tak, że jak człowiek chorobliwe do czegoś dąży i o coś się stara, to w konsekwencji następuje przerost ambicji nad treścią, cel nie zostaję osiągnięty, a skutki są niepożądane. Za chorobliwe dążenie Grupy ds. Trudnych uznać można działania mające za wszelką cenę poprawić stosunki Polski z Moskwą – na zasadzie my wam wszystko, wy nam nic.
Po katastrofie smoleńskiej prof. Rotfeld wygłosił Na Uniwersytecie Warszawskim wykład na temat: „Polska – Rosja: nowe otwarcie?” Tam współprzewodniczący Grupy powiedział: „Był to najlepszy okres w historii stosunków polsko-rosyjskich w ogóle. Otóż chcę powiedzieć, że nigdy nie były lepsze niż właśnie teraz. (…) To nie jest tak, że ta Rosja jest innym wydaniem Związku Radzieckiego. Nie jest inną edycją carskiej Rosji. Są jedynie elementy ciągłości, jak w przypadku każdego innego państwa”.
Rzeczywiście Rosja nie jest innym wydaniem ZSRR, są jedynie elementy ciągłości. Nie sposób zgodzić się z prof. Rotfeldem. Osoby sprawujące najwyższe urzędy w Rosji, to byli współpracownicy wywodzący się z poprzedniego ustroju – włącznie z Prezydentem Putinem – pułkownikiem KGB. Metody sprawowania władzy, postępowanie na arenie międzynarodowej, posługiwanie się szantażem surowcowym w stosunkach z sąsiadami – to tylko niektóre przykłady, pokazujące, że Rosja jest sukcesorką Związku Radzieckiego.
W sprawie zbrodni w Katyniu, nasi rosyjscy przyjaciele rzeczywiście chcą prawdziwego pojednania. Najpierw wyemitowano w telewizji rosyjskiej film Andrzeja Wajdy „Katyń”. Później w czasie rocznicy katastrofy smoleńskiej, Rosjanie w geście nowych, ciepłych stosunków, usuwają z miejsca tragedii tablicę umieszczoną przez rodziny ofiar na której wyryto, że delegacja z Prezydentem Kaczyńskim leciała uczcić zbrodnię ludobójstwa w Katyniu. Powszechnie wiadomo, że to właśnie słowo „ludobójstwo” – było tym, co najbardziej rozwścieczyło Rosjan. Kolejnym etapem pojednania było ukazanie się książki pt. „Niemcy w Katyniu. Dokumenty o rozstrzelaniu polskich jeńców wojennych jesienią 1941 roku" - negującej odpowiedzialność Józefa Stalina i NKWD za mord na polskich oficerach wiosną 1940 roku. Notabene książką ukazała się w 2010 roku, a w zespole współautorów znajdziemy m.in. filozofa Riczarda Kosołapowa, profesora Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego.
Najwyższą formą odmienionych na nowo stosunków z Rosją, jest sama wypowiedź Prezydenta Władimira Putina z 7 kwietnia 2010 r. Władimir Władimirowicz na cmentarzu katyńskim powiedział: „Przed tymi grobami, przed ludźmi, którzy przyszli tutaj uczcić pamięć swoich bliskich można byłoby powiedzieć: zapomnijmy o wszystkim, ale to byłoby dwulicowe. Jesteśmy zobowiązani, żeby zachować pamięć o przeszłości i będziemy to robić, niezależnie jak gorzka jest prawda. Polscy i rosyjscy historycy pracują w tej chwili, aby tę prawdę odkryć i ułatwić otwarcie pomiędzy naszymi krajami. To pomoże nam uciec od ślepego zaułka niezrozumienia i ciągłego rozliczania się nawzajem, jak również ciągłego dzielenia krajów na te, które mają racje i te które są winne”.
Z Putinem można się zgodzić w jednym. Zachowamy pamięć o przeszłości – niezależnie od tego jak straszliwa okaże się prawda. My Polacy, mamy swoją oryginalną cechę – jesteśmy pamiętliwi. Jednak fałszywa pamięć, zatajanie zbrodni i nagradzanie oprawców nigdy nie pozwoli na prawdziwe otwarcie tych dwóch narodów, a potrzeba wzajemnego rozliczenia jest w tym przypadku niezbędna do odbudowania wzajemnego zaufania.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)