„Czasem nazbiera się tyle brudu, że wydaje się po prostu marnotrawstwem go wyrzucić” napisał kiedyś Stanisław Jarzy Lec. Gorzej jednak gdy tego brudu nazbiera się tyle, że wyrzucić go już nie sposób. Wbrew pozorom to nie będzie wpis o naszych politykach.
Na wiosnę byłem w Górach Świętokrzyskich. Warstwa śmieci w dolinach przekracza miejscami półtora metra. Odpadki i martwe zwierzęta wrzucane są także do jaskiń i rozpadlin krasowych oraz starych kopalni miedzi. Okoliczni mieszkańcy mają oczywiście umowy z firmami wywożącymi odpady, ale zakres tych umów jest zbyt mały dla jakiegokolwiek gospodarstwa. Wieczorami nad wsiami widać czarne dymy z palonych w piecach plastików, gros śmieci ląduje za wsią.
W chwili obecnej uprawianie turystyki w tym, zdawałoby się stworzonym do tego celu regionie, uważam za nieracjonalne i nieprzyjemne. A przecież taki stan rzeczy jest w naszym kraju raczej powszechny. Ci, którzy mieszkają na obrzeżach miast, przy jakimkolwiek lasku, wiedzą jak one wyglądają; porozrywane worki ze śmieciami i wraki samochodów.
Nie jestem miłośnikiem nowych podatków, a te które nas dotykają uważam za zbyt dotkliwe. Jednak podatek śmieciowy i powszechnie dostępne kontenery ustawiane w centralnych punktach wsi i osiedli to chyba jedyne rozwiązanie.
„Moralista jest jak kominiarz, czyści kominy, a sam brudny” zauważył inny aforysta – hrabia Aleksander Fredro. Miał rację, kończę więc wpis i idę sprzątać.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)