Na salonowym „podium” stanął dziś, trochę bałamutny w mojej opinii, wpis pana Jana Hartmana na temat podniesienia stawki VAT na książki i czasopisma specjalistyczne. Wpis ten jest zapewne wynikiem publikacji przez Ministerstwo Finansów „Projektu nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług” (Dz.U. z 2004 r. nr 54, poz. 535), który przewiduje podniesienie stawki VAT na te produkty z 0 do 5%.
Hartman każe nam „opamiętać się” w obronie zerowej stawki i pyta: „Jaki jest związek między czytelnictwem a ceną książek i czasopism, które dziś cieszą się zerową stawką VAT?” Na to pytanie pozwolę sobie nie odpowiadać szanując domyślność czytelników. Dalej pisze Hartman: „Nie lubię podatków, ale lubię równość. Z jakiegoż to powodu taka sobie książka, plik zaczernionych papierów, miałby się cieszyć przywilejem podatkowym jak jakiś kielich mszalny?” Notka Hartmana jak , choćby z tego cytatu, widaćjest bardzo zabawna. Generalną jej tezą jest aprobata planowanej nowelizacji, jako uproszczenia prawa poprzez zlikwidowanie wyjątku. Autorowi podoba się też zrównanie wobec prawa wydawców z innymi producentami.
Otóż Szanowny Panie (Profesorze?), czytelnictwo w Polsce jest wspierane dlatego, iż jest w zaniku. Zamiast wpisać czytelnika na czerwoną listę zagrożonych gatunków, ułatwia mu się dostęp do żerowiska. Treści intelektualne są wspierane przez różne kraje w rozmaity sposób, np. Polska wspiera także dostęp do internetu, może Pan go sobie przecież odliczyć od podatku. Oczywiście my, wydawcy(Tuwim dzielił nas na „wydławców” i „nakradców”), chętnie korzystaliśmy z tego „vatowego” przywileju, czasem nawet bezczelnie nie bankrutując. Choć wspomniany przez Pana, jak rozumiem jako reprezentant środowiska [sic.], „król Palikot I” akurat zbankrutować w tej dziedzinie raczył (patrz „Ozon”).
Może to Pana zdziwi, ale generalnie zgadzam się z Panem. Zlikwidujmy przywileje, ale wszystkie, jak równość to równość. Nawiasem mówiąc dlaczego wyłączać z tej sprawiedliwej rzeczywistości kielich mszalny? Przywilej książkowy był pewnie w miarę sympatyczny dla czytelników, ale tak jak wszystkie inne, niesłuszny z liberalnego punktu widzenia. Niestety pozostałe przywileje, jak te „Chińczyki” – trzymają się mocno. KRUS – jest, 50% koszt uzyskania przychodu dla twórców (w tym dziennikarzy) – jest, nauczyciele i policjanci mają swoje wcześniejsze emerytury, europosłowie nie płacą podatków, a górnicy dostają 14-nastki. Proszę mnie zwolnić z dalszej wyliczanki. Polska jest krajem przywilejów. Nasz ustrój na nich się opiera. Takie są fundamenty organizacji naszego państwa, bo nie wyrośliśmy jeszcze z feudalizmu. Likwidacja jednego z nich to jak wyciskanie pryszcza trędowatemu. Nie pomaga, a homeostazę zaburza.
Dlaczego „inni majo a ja ni mom”, zapyta w przyszłym roku sfrustrowany wydawca, niczym ta samotna dzieweczka. A dlatego – odpowiadam – że podstawowy modus vivendi naszych władców to nie wchodzenie w konflikty z silnymi grupami interesu. Sędziowie, biurokraci i rolnicy mogą spać spokojnie. Wydawcy nie są żadną grupą, a i o interesie trudno zazwyczaj mówić. W tym sporze siłę reprezentuje Bruksela. O utrzymanie przywileju trzeba by poprosić Komisję Europejską, a to jest przecież męczące. Polak jest zresztą człek dumny i prosić nie lubi.
I tak oto w przyszłym roku sprzedamy trochę mniej książek, trochę wyżej opodatkowanych. Czy budżet na tym zyska, szczerze wątpię. Czy to „trochę”, przy naszej kilkuprocentowej rentowności, nie pogrąży nas w niebycie. Niektórych (poradniki, książki kucharskie, podręczniki i Harry Potter) pewnie jeszcze nie, najwyżej zwolnią kilku pracowników. A ponieważ o czytelnictwo każe Pan się nie martwić, zostawmy czytelników w spokoju. Może sami chyłkiem wymrą, albo jak Pan im doradza „pójdą na piwo”.
No to na zdrowie.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)