Koruptiologiajest nauką stosowaną, i to jeszcze jak! Z niejasnych przyczyn nie wykłada się jej na Uniwersytetach. Niektórzy, twierdzą, że nie ma potrzeby, gdyż wiedza ta przenosi się drogą płciową. Ja jednak z sumy spostrzeżeń praktycznych chcę koniecznie zbudować jakieś teorie. Cykl będzie powstawał w miarę możliwości, tj. jak tylko czas i odporność na obrzydzenie pozwolą. Tytułu cyklu nie zastrzegam. Jeśli ktoś chce go użyć i przedstawić swoje spostrzeżenia – tym lepiej dla rozwoju dyscypliny, proszę tylko o linka.
* * *
Zacznijmy lekko, od wina. Pewien znajomy Hiszpan biadolił, że ma go za dużo. Co mogłem to odpiłem, ale tu chodziło o hektolitry, dziesiątki tysięcy butelek, zbyt wiele jak na moją wątrobę.
– Twoje wino jest pyszne i niedrogie, ja za butelkę takiego trunku muszę płacić w Warszawie ponad dziesięć euro, sprzedaj zatem swoje wino w Polsce – zażartowałem.
–Świetny pomysł – zażartował Hiszpan.
Okazało się, że szczwany Iberyjczyk, wiedział więcej ode mnie:
– W twoim kraju wstawienie kontenera wina do dowolnego supermarketu kosztuje dziesięć tysięcy euro. To jest prowizja, płacona po cichu i bez faktury sklepowemu menedżerowi. Podobno, o tym co właśnie usłyszałem, wie każdy poważny europejski winiarz. Ponieważ nie handluję winem, tylko książkami a i to kiepsko, sprawa ta nie była mi znana, przyjąłem ją wręcz z niedowierzaniem. Jednak od czego są znajomi, popytałem tu i ówdzie i okazało się, że Hiszpan, znał polskie realia handlowe w tej dziedzinie co do grosza. Poczułem się jak ów mąż, który znów się dowiedział ostatni.
Pomyślmy, skoro każda sprzedana w polskich super czy hipermarketach butelka wina (o innych artykułach, póki co, nic nie wiem, ale podejrzewam…) ma w swojej cenie łapówkę, to znaczy, że mogłaby kosztować znacznie mniej, tyle co w prawdziwej Europie – kto był ten wie. Droższe wino, oznacza mniejszą sprzedaż, czyli działanie na szkodę spółki. Spółki są zagraniczne. Ich szefowie nie są idiotami, umieją porównywać ceny i liczyć, muszą zatem wiedzieć, że zatrudniają łapówkarzy. Jak to jest, wiedzą a nie wyrzucają? Dlaczego? Czyżby musieli ich zatrudniać, tak samo jak winiarze muszą im płacić? Ktoś ustawił takie warunki, zapewne na poziomie implementacji zagranicznych firm do Polski. Zauważmy, że ten system, w ogólnym bałaganie, działa sprawnie i najzupełniej jawnie. Obowiązującą wysokość łapówki mogłem, człek spoza branży, potwierdzić bez trudu. Można przyjąć, że ci menedżerowie przekazują większość tych pieniędzy gdzieś dalej, komuś, kto wydaje zgodę. Gdzie trafiają te wszystkie skumulowane prowizje od sprzedaży i na co „im” aż tyle pieniędzy? To arcyciekawe pytania. Chyba jednak lepiej nie znać szczegółowej odpowiedzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)