Rozgorzał spór na linii miasto Warszawa – koncern ITI o to kto powinien czerpać pożytki ze zmiany nazwy stadionu piłkarskiego Legii.
Przypomnijmy w telegraficznym skrócie; miasto wynajmuje Klubowi Piłkarskiemu Legia, stanowiącemu własność Grupy ITI, stadion z przyległościami za około 4 mln zł. rocznie. Miasto włożyło wcześniej na remont/odbudowę stadionu około 400 mln zł (licząc bez VATu, ciut mniej, z VATem, nieco więcej). Zgadzam się z komentatorami upatrującymi w umowie dzierżawy, dzięki zapisom której sam zwrot wyłożonych przez miasto pieniędzy (nie biorąc pod uwagę wartości gruntu) liczony jest w stuleciach, zwyczajnej afery gospodarczej, powstałej na styku świata polityki i wpływowych mediów. Nie zgadzam się natomiast z opinią pani Prezydent Warszawy, że miasto musi mieć stadion piłkarski. Zapewne nie musi. Dziś jednak nie o tym.
Spółka dzierżawiąca stadion sprzedała jego nazwę. Cena tej transakcji szacowana jest nieoficjalnie na 6 mln zł. za rok – około 150% ceny dzierżawy całego obiektu za ten okres. Już to, samo w sobie, ukazuje bezmiar kretyństwa, lub złej woli osób, które reprezentowały Warszawę podczas negocjacji z ITI. Teraz jednak Ratusz chce się procesować z ITI (Legią) o wpływy płynące z tej transakcji. Obawiam się nb., że jest to spór pozorny, a władze miejskie nie pragną w nim zwycięstwa. Na mojego nosa, po wyborach dojdzie do ugody, na której miasto zyska tyle co nic. Jeszcze bardziej prawdopodobne jest to, że zostanie błędnie sformułowany wniosek procesowy a przyczyny formalne nie pozwolą sądowi go rozpatrzeć, lub przyjąć korzystnego dla Warszawy rozstrzygnięcia. Grupa ITI pokaże zapis głoszący, że wszelkie pożytki z prowadzenia działalności gospodarczej, w tym reklamowej, umowa dzierżawy pozostawia po jej stronie, a władze miasta zrobią zafrasowaną minę i powiedzą: „no, taaa, widocznie kiedyś przeoczono tak bezprecedensową kwestię jak zmiana nazwy”. Przyczyny tego, co zostało nazywane korupcją polityczną zapewne przecież nie ustały.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)