Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
1111
BLOG

Przypadek stadionu Legii, czyli co wolno dzierżawcy

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Gospodarka Obserwuj notkę 7

Rozgorzał spór na linii miasto Warszawa – koncern ITI o to kto powinien czerpać pożytki ze zmiany nazwy stadionu piłkarskiego Legii.

Przypomnijmy w telegraficznym skrócie; miasto wynajmuje Klubowi Piłkarskiemu Legia, stanowiącemu własność Grupy ITI, stadion z przyległościami za około 4 mln zł. rocznie. Miasto włożyło wcześniej na remont/odbudowę stadionu około 400 mln zł (licząc bez VATu, ciut mniej, z VATem, nieco więcej). Zgadzam się z komentatorami upatrującymi w umowie dzierżawy, dzięki zapisom której sam zwrot wyłożonych przez miasto pieniędzy (nie biorąc pod uwagę wartości gruntu) liczony jest w stuleciach, zwyczajnej afery gospodarczej, powstałej na styku świata polityki i wpływowych mediów. Nie zgadzam się natomiast z opinią pani Prezydent Warszawy, że miasto musi mieć stadion piłkarski. Zapewne nie musi. Dziś jednak nie o tym.

Spółka dzierżawiąca stadion sprzedała jego nazwę. Cena tej transakcji szacowana jest nieoficjalnie na 6 mln zł. za rok – około 150% ceny dzierżawy całego obiektu za ten okres. Już to, samo w sobie, ukazuje bezmiar kretyństwa, lub złej woli osób, które reprezentowały Warszawę podczas negocjacji z ITI. Teraz jednak Ratusz chce się procesować z ITI (Legią) o wpływy płynące z tej transakcji. Obawiam się nb., że jest to spór pozorny, a władze miejskie nie pragną w nim zwycięstwa. Na mojego nosa, po wyborach dojdzie do ugody, na której miasto zyska tyle co nic. Jeszcze bardziej prawdopodobne jest to, że zostanie błędnie sformułowany wniosek procesowy a przyczyny formalne nie pozwolą sądowi go rozpatrzeć, lub przyjąć korzystnego dla Warszawy rozstrzygnięcia. Grupa ITI pokaże zapis głoszący, że wszelkie pożytki z prowadzenia działalności gospodarczej, w tym reklamowej, umowa dzierżawy pozostawia po jej stronie, a władze miasta zrobią zafrasowaną minę i powiedzą: „no, taaa, widocznie kiedyś przeoczono tak bezprecedensową kwestię jak zmiana nazwy”. Przyczyny tego, co zostało nazywane korupcją polityczną zapewne przecież nie ustały.

Na okoliczność tego sporu, podpowiem władzom mojego miasta linię argumentacji. Mam nadzieję, że zarobione, dzięki temu, pieniądze zostaną przeznaczone na jakiś parking w centrum, a nie na nagrody roczne dla urzędników.
Otóż dyskusja, kto powinien czerpać korzyści z wymienionego kontraktu jest bezprzedmiotowa. Do zmiany nazwy stadionu po prostu dojść nie mogło. Nazwa jest bowiem cechą formalną obiektu, której nie może zmieniać nikt poza prawnym właścicielem. Dzierżawca, jako użytkownik czasowy, nie posiada takich uprawnień. Musi posiłkować się zgodą właściciela. Podobnie, nie może, bez zgody właściciela, wyburzyć jego obiektu, ani w sposób istotny zmienić jego charakteru. Jeśli nie nastąpiła cesja uprawnień właścicielskich, ze strony miasta, dotycząca konkretnie zmiany desygnatu (wiemy, że nie nastąpiła), to umowa pomiędzy ITI(Legią) a Pepsico jest nieskuteczna, a być może nawet nieważna, czyli że ktoś tu sprzedał Inflanty. Grupa ITI powołuje się na zapis umowy, która pozwala na czerpanie wszelkich pożytków z gospodarowania na stadionie. Zapewne tak jest, ale nie na stadionie „Pepsi Arena”. Przykładowo, biorąc w dzierżawę kopalnię w Wieliczce nie mogę zmienić jej nazwy na „Solniczka”, choćbym sądził, że lepiej oddałaby ona charakter obiektu. Jeśli natomiast Minister Kultury Madagaskaru przekazałby mi w arendę Muzeum Narodowe w Antananarywie, wierząc, że lepiej od niego zaprezentuję światu wspaniałość sztuki malgaskiej, to z pewnością nie mógłbym powieść na tym zacnym obiekcie tabliczki głoszącej, że to Muzeum Karykatury, filialne wobec naszego, warszawskiego z ul. Koziej.

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Gospodarka