Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
1213
BLOG

Syria: wariant pesymistyczny

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Polityka Obserwuj notkę 21

 

Odwołanie się prezydenta Obamy do opinii do Senatu w sprawie interwencji w Syrii oddala nieco jej ewentualny termin. Administracja dała sobie trochę czasu. Z jutrzejszych gazet Amerykanie dowiedzą sięzapewne, nieoficjalnie, jakie są notowania, czego należy się spodziewać. Ale jeszcze wczoraj wieczorem słyszeliśmy, że od wystrzelenia pierwszych rakiet dzielą nas zaledwie godziny. A zatem… początek działań planowany był na pierwszego września, ta zbieżność dat, niczym fatum działające poza racjonalną zasadą przyczynowości, pobudza do niewesołych refleksji. Przed dwoma dniami wraz z kilkoma komentatorami rozważaliśmy na tych łamach realistyczny wariant wojny syryjskiej po tej ewentualnej interwencji. Dziś, chcę zaproponować naszkicowanie jej pesymistycznego wariantu, w którym sytuacja wymyka się spod kontroli. Interesujące wydają mi się potencjalne kierunki tego „wymknięcia”. Prognoza taka wymaga uruchomienia wyobraźni, a czy w wyniku jej użycia powstała bajka z garścią złych wróżb i przepowiedni, czy analityczna ekstrapolacja, tego nie wiem. Czymkolwiek by jednak ta notka nie była, jeśli Senat podejmie decyzję o ataku, będziemy mieli przymusową okazję do oceny jej trafności. A zatem jak mógłby wyglądać świat gdyby trzecia wojna światowa także wybuchła na początku września? Co może pójść nie tak?

Na początku jest sukces. Tomahawki uderzają precyzyjnie w cele, których mapę od kilku dni można oglądać w internetowym serwisie al-Jazeery. Jednak większość z tych obiektów została już opróżniona ze sprzętu i armia Assada zachowuje elementarną zdolność do odpowiedzi. Biorąc pod uwagę niezły sprzęt, jaki posiada, powinno im się udać strącić kilka samolotów kontrolujących przebieg ostrzału i, być może, uszkodzić któryś z amerykańskich okrętów. Straty w ludziach powodują, że ulice amerykańskich miast zapełniają się demonstrantami, wściekłymi, że administracja wdała się w konflikt wojenny wbrew woli narodu, jasno wyrażonej w sondażach, a w dodatku zrobiła to nieudolnie. W tym okresie amerykańskie media zaczynają przygotowywać swych odbiorców na dłuższą obecność  wojskową w rejonie konfliktu oraz na możliwość dalszych strat.

Tymczasem ostrzał rakietowy, poza wojskami Assada, wspieranymi niejawnie przez rosyjskich specjalistów, prowadzi Hezbollah, oddziały sunnickie, kurdyjskie, druzyjskie oraz ugrupowania o niejasnej przynależności. Zdumienie obserwatorów budzi ultranowoczesne uzbrojenie sunnitów, których stanowiska znalazły się nieoczekiwanie blisko północno-zachodnich granic Izraela. Już w pierwszym tygodniu wojny rozpoczyna się ostrzał tego kraju. Izraelska kopuła antyrakietowa sprawuje się w tym okresie bez zarzutu, jednak co pewien czas jakiś pocisk dociera do celu. Jednocześnie ze strefy Gazy na Aszkelon, Ashdod i Beer Shevę  lecą rakiety o mniej fabrycznej konstrukcji. Ważnym zadaniem staje się obrona centrum atomowego w Dimonie. Cahal wkracza do strefy Gazy, wzbudzając tym kolejną erupcję nienawiści europejskiej lewicy, nieświadomej, że niedługo będzie miała identyczne problemy na własnych podwórkach. Tymczasem ktoś znów używa broni chemicznej, tym razem wobec Izraela. Rakiety zostają co prawda zestrzelone, lecz środki chemiczne rozpylają się w powietrzu. Zachodzi obawa o możliwość użytkowania wody pitnej z Jeziora Galilejskiego. Większość skażonego terenu paradoksalnie to obszar autonomii palestyńskiej.

Po uderzeniu chemicznym Izrael wypowiada wojnę „bandytom i terrorystom” przy pomocy wszelkich dostępnych środków. Zapowiada też zbombardowanie Iranu, jeśli ten nie wycofa się z poparcia dla Hezbollahu. Każdy transport przekraczający południową granicę Iranu – głosi oświadczenie – będzie stanowił powód do ataku na Teheran, z zastrzeżeniem prawa do użycia broi nuklearnej. Do akcji militarnych zostają włączone  amerykańskie samoloty  z lotniskowców w Zatoce Perskiej. Obama ogłasza strefy wolne od działań wojennych: „każde miejsce na obszarze tych stref, z którego odpalony zostanie dowolny pocisk zostanie – jak zapowiada – całkowicie zniszczone”. Niestety pociski rakietowe odpalane są głównie z gęsto zasiedlonych obszarów Syrii, a także Libanu i Jordanii. Władze tych ostatnich krajów rozpaczliwie chcą uniknąć ich przemiany w terytorium wojenne, lecz wojna praktycznie trwa już tam od dawna. Armie jordańska i saudyjska rozpoczynają polowania na  „terrorystów”. W odwecie liczne akty terroru niszczą centra Ammanu i Akaby. Zniszczone zostają najpiękniejsze zabytki Perty. „Skoro nie były budowane na chwałę Allaha, to nie są nic warte – ogłasza jakaś radykalna frakcja, o której nikt dotąd nie słyszał. Płoną saudyjskie wieże i rafinerie w zatoce, przy okazji zapala się też kilka innych, należących do Kataru i Emiratów. Nikt nie przyznaje się do sprawstwa. Ceny ropy paraliżują gospodarkę w Europie.

Teheran nieoczekiwanie ogłasza neutralność. „Z uwagi tysiące cierpiących braci-muzułmanów, zniszczone meczety i szpitale nie udzielamy poparcia żadnej z walczących stron i wzywamy do natychmiastowego podjęcia rozmów” –  głosi prezydent Rouhani w „Orędziu do narodów świata”. Za późno, wojska irańskie nie kontrolują bowiem swej południowo-zachodniej granicy na terenie Kurdystanu, przez którą przenika wsparcie, tak dla Hezbollahu, jak Kurdów syryjskich. Izrael nie waha się i uderza w dawno wybrane cele; irańskie lotniska, baterie artylerii, rurociągi i, rzecz jasna, potencjalne miejsca produkcji broni jądrowej. Skażenia i lokalne trzęsienia ziemi wywołane przez nowoczesne bomby lotnicze wywołują u Persów żądzę zemsty. Irańska armia przekracza granice Syrii, niszczy napotkane oddziały kurdyjskie, i stara się przesuwać na południe w stronę mocno ostrzeliwanego ze wszystkich stron Izraela. Ze względu na amerykańskie rakiety Irańczycy przekradają się nie przez równiny Syrii lecz górami Libanu, co w przypadku broni pancernej jest utrudnione. Ponadto wdają się Persowie w walki z oddziałami sannickimi. Mają ten sam cel – zawiesić flagę Proroka nad Knesetem i właśnie dlatego stanowią dla siebie wzajemną konkurencję. Wiedzą, że kto zajmie Jerozolimę będzie przewodził całemu światu islamy, niezależnie od odmian i odcieni tej religii. Z tego też powodu do ostatecznego ataku na Izrael nie może dopuścić Turcja, która nie zniosłaby Irańczyka w charakterze sułtana, nawet uznawanego nieformalnie. Turcja ogłasza, że wypełni zobowiązania natowskie. Jej lotnictwo atakuje wojska Irańskie w Libanie i Syrii.

Ze względu na nadreprezentację Jemenitów w wojskach sunnickich rebeliantów na południu Syrii oraz w strukturach al Kaidy, Amerykanie decydują się na rozszerzenie interwencji o Jemen. Ludność i władze sąsiedniego Omanu przyjmują tę decyzję entuzjastycznie. Sułtan Quabus oddaje nawet na potrzeby Amerykanów port i lotnisko w Salalah, na południowym-zachodzie kraju. Jemeńskie plemiona wyznające islam w wersji zajadyckiej ogłaszają secesję, kraj rozpada się. Wojna domowa, wybucha także w Arabii Saudyjskiej. Ze względu na zdecydowaną odpowiedź wojsk monarchii i skalę wdrożonych represji nie trwa ona jednak długo. Ponadto kilku wpływowych mufti ogłasza fatwę dla wszystkich wrogów dynastii strażników świątyń, co także ogranicza napływ żołnierzy do oddziałów rebelianckich.  

Tymczasem w Izraelu po półrocznych walkach straty są już poważne, pomimo nadzwyczajnych środków ostrożności, palestyńscy „męczennicy” oraz unikające obrony przeciwrakietowej pojedyncze pociski czynią życie w tym kraju trudne do zniesienia. Rozpoczyna się exodus Izraelczyków, jednak armia tego kraju pozostaje na polu walki. Amerykanie czynią to, co potrafią najlepiej, bombardują już teraz kilka armii naraz, sunnitów wciąż walczących z resztkami wojsk Assada, ale przede wszystkim próbujących przedostać się przez wzgórza Golan i Liban na teren Izraela, prących na południe Irańczyków, wzmocnione przez nich ugrupowania Hezbollahu, no i wreszcie, swój pierwotny cel – assadystów, którzy okopali się teraz w ruinach Damaszku.

Wojna partyzancka przenosi się do Europy. Płoną przedmieścia francuskich, brytyjskich i skandynawskich miast. Mnożą się ataki terrorystyczne. W większości krajów UE ogłoszony zostaje stan wyjątkowy. Centra Paryża i Londynu są już poważnie zniszczone. Francuskie wojsko (złożone główne z ciemnoskórych żołnierzy) masakruje islamskie dzielnice, m. in. część Marsylii,  paryskie St. Denis i XVII dzielnicę. Giną setki tysięcy osób. Wydarzenia te zostaną później nazwane „francuskim holocaustem muzułmanów”, a lewica ogłosi je „ostatnim aktem kolonializmu”. Niezależnie od tych ocen, idee islamskiej autonomii we Francji i wprowadzenie szariatu w dzielnicach arabskich nie będą już brane na serio. Pewną osobliwość na mapie konfliktu stanowią Niemcy, gdzie na ulicach walczą ze sobą Turcy i Kurdowie, choć zasadniczo nie atakują nikogo innego, to ich zmagania są tak zaciekłe, że nawet użycie Bundeswehry staje się ryzykowne.

Mija pierwszy rok konfliktu,  tym czasie w Syrii zostają ostrzelane bazy rosyjskie. Te do niedawna jedyne bezpieczne skrawki tego kraju stanęły w ogniu. Poważnie uszkodzonych zostaje kilka okrętów, naturalnie są spore straty w ludziach.  Putin oświadcza, że jedynie Amerykanie byli technicznie zdolni do przeprowadzenia takiego ataku. Obama kategorycznie zaprzecza i  obiecuje uruchomienie wszelkich środków w celu wyjaśnienia sprawy. Są jednak i tacy, którzy twierdzą, że to sabotaż FSB, umożliwiający ogłoszenie przez Moskwę stanu wojennego. Putin, faktycznie, ogłasza go niezwłocznie, po czym wydaje oświadczenie do krajów byłego ZSRR, które można streścić zdaniem: „kto nie z nami, ten przeciw nam”. W ciągu następnych kilku dni przewrót wewnętrzny obala Łukaszenkę i Białoruś łączy się z Rosją w jeden organizm. Pewien białoruski, wcześniej praktycznie nieznany, pułkownik zostaje wiceprezydentem Federacji. Na Łotwie i w Estonii dochodzi do prób rewolty aktów terroru. Los tych krajów zawisa na włosku, jako że Armia Czerwona ogłasza, że jest gotowa wkroczyć dla ochrony mniejszości rosyjskiej. Rosyjskie oddziały pancerne podchodzą pod granice Estonii. Szwedzki dowódca przytomnie podnosi natowską eskadrę (za co zostanie ukarany), Rosjanie robią krok do tyłu. Wojna nerwów potrwa jeszcze przez wiele miesięcy.

Wojna domowa wybucha na Ukrainie, Rosja już dawno wstrzymała tam dostawy gazu i ropy. Donbas i Krym oddzielają się, przez klika miesięcy tworząc marionetkowe państwo by w efekcie zostać inkorporowane do Rosji. Reszta Ukrainy przyjmuje kurs prozachodni, zdecydowanie antyrosyjski. Zaatakowana zostaje Gruzja, lecz po kilku dniach Rosjanie wycofują się na skutek stanowczej prośby Chin.

Wybucha wojna między Indiami a Pakistanem, gdzie do władzy doszli talibowie. Straty w ludziach na tym froncie liczy się w setkach milionów. Nie pozwoli to Indiom zająć miejsca wśród mocarstw powojennego świata.

Po dwóch latach walk USA wycofują się z udziału w wojnie z powodu kryzysu wewnętrznego. Przerwane linie komunikacyjne nie pozwalają na import niezbędnej ilości towarów, a silny czynnik inflacyjny powoduje kryzys walutowy, uniemożliwiający odbudowę tej części przemysłu, który została przeniesiona do Azji. W wyniku inflacji ludzie tracą oszczędności, a rząd nie jest w stanie pomóc już nawet najbardziej wpływowym bankom. Jednak kraj ten wciąż ma duże zapasy surowcowe i pomimo kilku poważnych aktów terroru, w tym z użyciem brudnej broni atomowej, w swojej zasadniczej części pozostaje mało zniszczony. Produkuje też mnóstwo żywności.

Europa umęczona jest brakiem surowców, otrzymuje stale zbyt małe dostawy ropy z Rosji i Ameryki. Sytuacje nieco ratują ostatnie odwierty na Morzu Północnym i nowe, wydajne złoża na szelfie Brazylijskim. Wenezuela i Nigeria wstrząsane problemami wewnętrznymi wysyłają ropę nieregularnie. Natomiast gaz do Europy dostarczają i Rosja i Stany Zjednoczone. Tego surowca wystarcza. Nawet Polska ma z nim jedynie przejściowe trudności. Większość europejskich samochodów przerabiana jest na gaz. Wydaje się, że największe kłopoty dla ludności Zachodu przedstawiają nie akty terroru, lecz życie w obszarze gospodarki deficytu. Jest to dla nich nowe doświadczenie. Wiele osób popełnia samobójstwa nie mogąc spłacić swych zobowiązań. Ludzie pozostający bez stałej pracy nie mogą przestawić się na handel wymienny i usługi wzajemne. Polacy, Rumuni i Bułgarzy, którzy nie mają z tym trudności, stają się arystokracją stolic Europy.

Największym problemem w Polsce są akty sabotażu. Nasze odwierty gazu tradycyjnego i łupkowego są stale niszczone. Przyznają się do tego radykalni ekolodzy. Polskie władze twierdzą, że mają całkowita pewność, że nie stoi za tym Rosja, jednak potężna eksplozja w płockiej Petrochemii oraz fakt, że rzekomi ekologowie po schwytaniu okazują się zwykłymi kryminalistami, każe podchodzić do tych oświadczeń ostrożnie. W tajemniczych okolicznościach znika tez kilku polskich generałów, uznawanych za fachowców w swoich dziedzinach. Jednak walki zbrojne na naszym terenie nie wybuchają, udaje się nawet ochronić centra miast przed atakami terrorystycznymi.  

Pozytywnym zjawiskiem w skali światowej jest ujawnienie alternatywnych technologii energetycznych. Okazuje się, że od dawna czekały w tajnych sejfach korporacji. Europejskie koncerny naftowe, które dziwnym trafem są posiadaczami patentów wdrażają je teraz w nadzwyczajnym tempie. Nie muszą przejmować się pozwoleniami, planami i protestami. W końcu po coś mamy wojny.

W trzecim roku od interwencji bliskowschodni teatr wojenny przyjmuje formę pozycyjną. Strony dążą już praktycznie do obrony swoich pozycji. Nikt już nie ma sił na działania ofensywne. Jedynie Turcja zachowała pełnię zdolności bojowych i szachuje strony swoim lotnictwem. Fronty są jednak tak pogmatwane, że stale wybuchają potyczki w celu otwarcia linii transportowych. Po ramadanie, w trakcie którego tradycyjnie ogłaszany jest rozejm, żołnierze nie chcą wracać do okopów. Okresowo wojna rozpalać się będzie przez cały następny rok.

Po czterech latach wojny Bliski Wschód (poza państwami Zatoki Perskiej) oraz Iran są zrujnowane. Młodzi mężczyźni w większości zginęli. W gruncie rzeczy nikt nie odniósł zwycięstwa i nikt nie ma już sił by walczyć. Regionalnym imperium, jak niegdyś, staje się Turcja. W efekcie wymuszonej przez Chiny i Turcję konferencji pokojowej pojawiają się za to nowe państwa: Kurdystan (z części Syrii Iranu i Iraku, ale bez części tureckiej), Republika Palestyńska i Damascenia, czyli federacja druzyjsko-alawicka w dawnej Syrii. Sytuacje na tym terenie komplikuje fakt, że świat potrzebuje coraz mniej ropy. Jeśli szejkowie znad Zatoki już od dziesięcioleci inwestowali w światowe banki i branżę IT, a więc nadal pozostali bogaci, to pozostała część Bliskiego Wschodu cierpi głód. Izrael wyludniony, zniszczony i częściowo skażony, zostaje podzielony na odseparowane państwa żydowskie i palestyńskie. Chiński przewodniczący konferencji nie przejmuje się komplikacjami. „Jeśli w ciągu tygodnia nie wyznaczycie sprawiedliwych sędziów, którzy was rozdzielą – powiada do delegacji żydowskiej i palestyńskiej – to my sami narysujemy granicę między Wami i poprzenosimy Was siłą. Ostrzegamy jednak, że nie możecie oczekiwać wówczas szczególnej precyzji i dbałości o pozostawienie waszych pamiątek historycznych po właściwych stronach granicy”.

W tym czasie Europa osłabiona gospodarczo, lecz ożywiona nowym duchem zabiera się do odbudowy. Rosja powiększona terytorialnie i wzmocniona dzięki horrendalnym cenom ropy tradycyjnie trwoni znaczną część energii na Kaukazie i w Azji Centralnej oraz na przyjemności swej arystokracji. Koszt wydobycia surowców z nowych, źródeł arktycznych jest bardzo wysoki, a awarie rurociągów i linii przesyłowych dodatkowo go podnoszą. W efekcie jej pozycja poprawia się jedynie iluzorycznie.  

Na świecie pozostają dwa mocarstwa. USA (mimo, że w ciężkim kryzysie) i Chiny. Amerykańskie PKB wciąż jeszcze jest nieco wyższe, ale realną siłę stanowią Chiny, które nie brały udziału w wojnie, za to włączają się do rozmów pokojowych. Skupiając w swoim ręku większość światowych skryptów dłużnych (niestety w czasie wojny nie udało się im spłonąć) w dużej mierze wpływają na obraz powojennego świata. Walutą rozliczeniową, prócz słabego dolara, staje się Juan oparty na parytecie koszyka surowców.

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Polityka