Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
1658
BLOG

Państwo w przebraniu szeryfa z Nottingham

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Polityka Obserwuj notkę 19

 Moja córka jest aktywistką chrześcijańską. Cóż, taka przypadłość, pewnie źle ją wychowałem. Latem, jak co roku, wraz z grupą innych podejrzanych osobników płci różnej organizowała festiwal Stowarzyszenia Lokalnych Ośrodków Twórczych. W tym roku okazało się to trudniejsze niż w latach poprzednich, ponieważ stoiska gdzie prowadzona miała być najdrobniejsza choćby sprzedaż, obarczone zostały wymogiem posiadania kas fiskalnych. Taką kasę trzeba kupić, a zysk z imprezy, naturalnie, nie był planowany. Mówimy tu przykładowo o punkach sprzedających naklejanki, wełniane ludki albo za parę groszy oferujących herbatę.

W takiej właśnie herbaciarni pracowała koleżanka córki. Podszedł do niej jakiś dżentelmen, uśmiechnął się sympatycznie i poprosił … nie zgadniecie pewnie … o herbatę. Dziewczę uwarzyło dlań napój, postawiło kubeczek i wcisnęło na swej kasie odpowiednie guziczki. Uczyło się tego w pocie czoła więc się udało. Pan jednak, nie odebrawszy wręczanego mu paragonu, zanurkował pod ladę gdzie zajął się skrupulatną analizą stanu swych sznurowadeł. Ponieważ w między czasie zebrała się grupka, uwiedzionych aromatem, innych miłośników herbacianego naparu, dziewczyna nie mogła stać jak antyczna amfora z kwitkiem w dłoni, w końcu więc położyła go ma ladzie i zajęła się swoją pracą. Na to, jak się okazało, tylko czyhał podstępny pedant obuwniczy, wychynął nagle spod lady i poinformował dziewczę, że jej obowiązkiem było wręczenie mu paragonu „do ręki”, położenie go w jej zasięgu nie liczy się. Następnie wpisał mandat karny w wysokości 300 zł.

…Zaczęło się w lutym i było miło:

Pracownicy Urzędu Kontroli Skarbowej w Białymstoku odwiedzili miejsca zimowego odpoczynku w regionie. Ubrani w białe koszulki z logo kampanii[pt. „Nie bądź jeleń, weź paragon” ] byli na lodowisku […], na stoku narciarskim […]. Tam rozdawali gadżetyz rysunkiem znanego polskiego artysty Pana Andrzeja Mleczki promujące akcję i przekonywali odpoczywających, aby domagali się paragonów od sprzedawców i zabierali je ze sobą [podkreślenie moje]…

A oto inny cytat ze strony internetowej skarbówki. Pozwólmywypowiedziećsię jej obszerniej:

Od 1 lipca br. prowadzona jest kampania edukacyjno-promocyjna „Nie bądź jeleń, weź paragon".

W dniu 16 lipca przed Pałacem w Wilanowiepracownicy UKS w Warszawie i US Warszawa Ursynów informowali o celu akcji, zasadach uczciwej konkurencji i obowiązku ewidencjonowania obrotów na kasach fiskalnych.

Turyści, w wakacyjnym nastroju, ale z dużym zainteresowaniem dopytywali się kto i na jakiej podstawie ma obowiązek sprzedaży przy użyciu kasy fiskalnej oraz co zrobić, gdy sprzedawca nie wydaje paragonu.

Zwiedzającym rozdawano torby na zakupy z satyrycznym rysunkiem Andrzeja Mleczki, specjalnie namalowanym na tę akcję, aby przy każdym zakupie przypominały o odbieraniu paragonu. Najmłodsi otrzymywali promocyjne balony, zakładki do książek i naklejki.

Urocze nieprawdaż? Zderzmy te sielankowe obrazki z opisami historii podobnych do zaobserwowanej przez moją córkę: 24kurier.pl” piórem p. Anny Gniazdowskiej opisuje przykłady ze Szczecina:

- Klientka nie chciała stać w kolejce, wzięła rzodkiewkę i podała drobnemówi jedna ze sprzedawczyń.Nie mogłam od razu nabić tego na kasę, bo wprowadzałam inny zakup. Nagle podchodzi urzędnik, wyciąga legitymację, każe dzwonić po szefa. Właśnie się rozliczał w Urzędzie Skarbowym. Dostałam 300 zł mandatu za niewydanie paragonu, szef tyle samo za niedopilnowanie pracownika.

- 1000-złotowym mandatem ukarano przedsiębiorcę, który sprzedał klientowi napój Kubuś. Wydał paragon, a po chwili, na prośbę dziecka, wymienił napój na inny smak. Drugi sok był 20 groszy droższy. Należało wycofać zakup i wprowadzić kolejny.

- Podchodzą trzy osoby, w tym klientka, która wybiera jedno jabłko. Chciałem zapakować w folię, ona mówi nie, bo na autobus się spieszy. Wydałem paragon, położyłem na warzywach. A ona ciach legitymację pokazuje, że jest z urzędu i paragonu nie dostała. Chciała mi dać 300 zł mandatu. Nie przyjąłem, wezwali mnie do skarbówki. Dostałem 200, że paragon wydany za późno.

Od podobnych anegdot Internet się aż skrzy. Niemal identyczne opisy pułapek na sprzedawców pokazywane są przez dziennikarzy i blogerów z różnych części Polski. Nie ma sensu ich mnożyć. Metody „na soczek” „na autobus” i „na bucik” zostały skutecznie rozpowszechnione wśród pań i panów kontrolerów skarbowych.

Red. Zbigniew Bartuś w internetowym wydaniu „Dziennika Polskiego” przytacza historię nie wiążącą się wprawdzie bezpośrednio z „akcją” z jeleniem i paragonem w tytule. Jego opowieść dopełnia obrazu ukazując iż kreatywna analiza treści całkiem poprawnie wydanego paragonu może także przynieść kontrolerowi niespodziewaną korzyść.

[…] do małej prowincjonalnej kwiaciarni wpada kontroler skarbówki i dokonuje incognito zakupu kwiatka. Dostaje paragon "róża czer. cięt." […] Kontroler rzecze z szelmowskim uśmiechem, że przy takim paragonie klient nie może mieć pewności, czy chodzi o różę czerwoną, czy czerwcową. Czyli opis jest niejednoznaczny! Wlepia karę i fundamentalna kwestia czerwoności bądź czerwcowości trafia do kolejnych instancji, z NSA włącznie, czylijak to w Polsceciągnie się pięć lat.Minimum.

Wygląda na to, że konstruowanie zasadzek i sideł na sprzedawców jest wypracowanym sposobem działania jakiejś części kontrolerów. Skargi na podstępnych urzędników nie są ani rzadkie ani tajne, przełożeni nie reagując nie wskazują jasno akceptację tej formy i cel akcji. Są nim tylko i wyłącznie wyniki finansowe, zaś koszty społeczne, utrata zaufania do państwa, upadek firm to się zupełnie się nie liczy. Państwo przebrało się za szeryfa z Nottingham i łupi swych obywateli (a może już poddanych?) na wszelkie sposoby, jakie drobnym cwaniaczkom podpowiada fantazja.

Ciekawe, że prowokacje stosowane wobec wyższych urzędników i działaczy partyjnych przez kontrolerów antykorupcyjnych okazały się nielegalne (vide sprawa p. Sawickiej). W przypadkach swych prominentnych przedstawicieli państwo podobno nie może działać podstępnie. Natomiast prowokacje i pułapki stosowane wobec sprzedawców pietruszki i rabarbaru są nie tylko dozwolone ale zapewne dobrze widziane przez "naczalstwo".

Ministerstwo Finansów chwali się: Podczas  kontroli [przedstawiciele skarbówki] sprawdzali sprzedawców i osoby ich nadzorujące. […] W czasie trwania akcji [czyli, od 1 lipca do 31 sierpnia – wyjaśnienie moje]na terenie całego kraju nałożono dokładnie 27 267 mandatów na łączną kwotę 7 221 858 zł. Ile z tych tysięcy mandatów było efektem stosowania chytrych pułapek?

Wróćmy do wydarzenia, którego obserwatorem była córka. Moja pierwsza refleksja jest taka. Gdyby moja ulubiona latorośl skłoniła mnie do pomocy przy festiwalu i to ja bym tę herbatkę sprzedawał, albo choćby tylko obserwował zdarzenie, zapewne nie uniknąłbym więzienia. Jako człek temperamentny z pewnością próbowałbym obezwładnić naciągacza i, nie słuchając bełkotliwych zapewnień o przynależności służbowej i prawie do kontrolowania czego-się-tylko-da, oddać go w ręce wymiaru sprawiedliwości jako przestępcę. Gdyby zaś to obezwładnianie trochę mi nie poszło, w końcu nie jestem szkolony, skończyło by się zapewne uszkodzeniami ciała. To nie przechwałka, tak by po prostu było. I nie mam cienia wątpliwości, że to nie kontroler-wyłudzacz, lecz ja usłyszałbym w efekcie wyrok sądu. …To tylko przypuszczenia, a co się zdarzyło naprawdę?

- Grupa młodych ludzi uzyskała lekcję życia, kilka gorących serc zostało przepłukanych płynem chłodniczym. Będą już wiedzieli, że Polska jest biurokratyczną dżunglą, w której jadowite kreatury mogą człekowi spaść na głowę z każdego drzewa, że kara jest pod tymi szerokościami geograficznymi oderwana od winy a nagroda od zasługi. Po kilku podobnych wypadkach, zastanowią się czy warto robić cokolwiek, czy nie lepiej, jeśli znajomości pozwolą, zasnąć sobie spokojnie na niewymagającej posadce, jeśli zaś ofiarowywać innym swoją energię i zapał, to może niekoniecznie między Bugiem a Odrą. Nie oni pierwsi.

- Państwo Polskie zarobiło 300 zł. minus koszt pracy kontrolera, który, gdy ten jest w rozwiązanych butach liczy się chyba podwójnie (trudne warunki przecież). Premierowi Rostowskiemu, życzę udanej konsumpcji tych pieniędzy, mając nadzieję, że się nie udławi i nie straci nic z charakteryzującej go dumy z samego siebie.

---------------

Uwagi i pytania poboczne:

1. Na początku niniejszej notki wytłuściłem informację, że celem akcji jest także zaznajomienie ludzi z postulatem zabierania paragonów ze sobą. Wyjaśnię czemu; otóż jestem pewien, że niebawem okaże się to naszym obowiązkiem. Jest to preludium nadania nam współodpowiedzialności za wszelkie uchybienia jakie mogłyby powstać podczas całego procesu dystrybucji zakupionego przez nas towaru. Zgodnie z tą – urągającą rozsądkowi oraz prawu rzymskiemu – zasadą zbiorowej odpowiedzialności, urzędy skarbowe już teraz ubrdały sobie, że ja –  jako przedsiębiorca – powinienem pilnie śledzić czy i kiedy odprowadzony został przez sprzedawcę podatek za towary (w tym paliwo i energię), które zakupiłem za krwawo zarobione pieniądze w legalnych i przeznaczonych do tego celu instytucjach. Jeśli pójdziemy dalej we wskazanym przez M.F. kierunku, to za parę lat nikt i nigdzie nie będzie bezpieczny.

2. Ciekawe czy  uzyskana kwota 7 221 858 zł. to więcej czy mniej niż wydano na promocję „akcji”,na te wszystkie baloniki, rysunki Mleczki i inne takie, o firmie PR, obsługującej imprezy, nie wspominając (bo ona, w przeciwieństwie do mojej córki i jej znajomych za darmo raczej nie pracuje). Biorąc pod uwagę, że na to abym „polubił fotoradary” przeznacza się właśnie 4.000.000 zł., to pytanie nie jest chyba całkiem bezzasadne.

3. Tytuł akcji: „Nie bądź jeleń, weź paragon" wydaje mi się obraźliwy i niegramatyczny. Obraźliwy, gdyż implikuje, głupawą skądinąd, tezę, że ktoś kto nie zachował paragonu za szczypiorek czy soczek „Ciaptuś” jest jeleniem, czyli, jak podaje portal definicja.net, frajerem,  ciemięgą, naiwniakiem, nieudacznikiem, ofiarą,… itp.  

Niegramatyczny, z powodu wadliwej odmiany rzeczownika „jeleń”. Narzędnik, czyli przypadek odpowiadający na pytania kim? czym? brzmi bowiem inaczej niż mianownik, co powinien wiedzieć każdy uczeń gimnazjum. Rozumiem, że zamiarem copywritera było wprowadzenie kolokwializmu (vide „nie bądź pan rura i nie pękaj”) celem „ocieplania produktu”, niemniej, skoro miała być to nazwa „akcji” agendy rządu polskiego, wypadało raczej użyć języka literackiego a nie knajackiego.

4. Może ktoś wie, czy „owsiakowcy” też muszą mieć kasy fiskalne?

5. Pan Andrzej Mleczko, którego poczucie humoru cenię sobie, jak mało które na tym łez padole, uwikłał się w pracę na rzecz establishmentu. Od lat występuje on w skrajnie zideologizowanej telewizji, stanowiącej ważny element procesu polityczno-wychowaczego, któremu jesteśmy poddani. Mogę mu to darować. Ma prawo mieć inny pogląd i ocenę sytuacji. Jednak chałturzenie na rzecz rozszerzania wpływów biurokracji, w świecie, w którym zabiła już ona niemal wszelkie przejawy nieskrępowanego życia, nie różni się doprawdy niczym od tworzenia dzieł na kolejną rocznicę sojuszu z Armią Czerwoną albo innych prac afirmujących utrwalaczy władzy ludowej. Gdyby ktoś miał wątpliwości co do tej tezy, jestem gotów stanąć do jej obrony. Mam silne argumenty.

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka