Temat rzekomej „grubej kreski” podejmuję niechętnie – jest trudny, bo związany z ludzką niewdzięcznością i…– tak, powiedzmy to wprost – małością. Ale cóż, obywatelska powinność…
Przy okazji wspomnień i podsumowań związanych ze śmiercią św. p. pana Premiera dowiedzieliśmy się, że wciąż są wśród nas tacy, którzy, z ignorancji lub złej woli, powielają mit „grubej kreski”. Rozumieją oni, tę „kreskę” jako ogólną nazwę rzekomych różnorakich gwarancji i przywilejów, które komunistyczne służby specjalne oraz wyżsi działacze partyjni, mieli otrzymać od tej części ówczesnej opozycji demokratycznej, która w 1989 roku przejęła władzę. Doprawdy media tyle razy wyjaśniały tę kwestię, że nie powinno być już najmniejszych wątpliwości. Pan premier Mazowiecki nie mówił żadnej o „grubej kresce” lecz o „grubej linii” – można to sprawdzić – i chodziło wyłącznie o to, że; „Krew, pot i łzy dotychczas przelane dla wyzwolenia Ojczyzny to już przeszłość, prawdziwa praca dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej rozpoczyna się dziś”. Czyż nie to samo powiedzieli sobie nasi przodkowie, rozpoczynając budowę II Rzeczypospolitej?
Jak można mówić o „grubej kresce”, skoro zaraz po pozbyciu się z Polski wojsk sowieckich doprowadzono do procesów stalinowskich oprawców? Wszyscy ci wszyscy zbrodniarze komunistyczni, których można było osądzić, zostali osądzeni i ukarani, także mordercy z Trójmiasta, i z „Wójka”. Pan Jaruzelski od tylu już przecież lat przebywa w areszcie domowym. To był gest humanitarny, ale ci, co kolportują fałszywe mity, widać tego nie pojmują. Schorowany Czesław Kiszczak dopiero niedawno wyszedł z więzienia. Zdaniem „grubokreskowców” mamy wciąż utrzymywać starca? Ma przecież rodzinę, niech ta się nim zajmuje. Przeprowadziliśmy lustrację, w efekcie której nasze służby skutecznie pracują dla odrodzonego państwa a nasz kontrwywiad uznawany jest za jeden z lepszych w świecie. Przemysł po chwilowej stagnacji wywołanej zmianami technologicznymi odrodził się. Banki, firmy ubezpieczeniowe i środki komunikacji pozostały w znacznej części w polskich rękach. Korupcja jest śladowa, a mafia to obce pojęcie. Owszem, kilka osób wyjechało z Polski, ale z własnej woli. Stanisław Ciosek i Józef Oleksy, o których zniknięcie lewica obwiniała władze obecnej Polski, zostali niedawno zlokalizowani w Moskwie. Podobno czują się tam świetnie. W mediach nikt nie rozgłasza, że Rosja to normalny demokratyczny kraj, z którym mamy obowiązek się jednać. Nikt na szklanym ekranie nie ględzi, że Mieczysław F. Rakowski był największym polskim mężem stanu…
Tyle zrobiliśmy dla naszego kraju, a są tacy, którym wciąż mało. To dobrze stawiać ambitne cele, ale jaką mentalność trzeba mieć, by wciąż jątrzyć i powielać te same kłamliwe opowieści. Powtórzmy zatem raz jeszcze; była „gruba Kaśka” i „gruba Berta” ale „grubej kreski” po prostu nie było. Nie było i już! No, bo gdyby była…


Komentarze
Pokaż komentarze (4)