W poprzedniej notce przytoczyłem fragmenty kontrowersyjnej ustawy O postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób,wprowadzającej w Polsce psychiatrię represyjną i kategorię osób, wobec których „zachodzi co najmniej wysokie prawdopodobieństwo popełnienia [w przyszłości – d.k.] czynu zabronionego”. Używanie psychiatrii do celów penitencjarnych jest jedną z cech dystynktywnych totalitaryzmu, jednak nawet w nawet komunistycznej Polsce, prawdopodobnie ze względu na humanistyczny etos polskiej psychiatrii i morale jej kadr, nie poważono się na to. Nie bezpodstawnie nazwałem ustawę kontrowersyjną. Helsińska Fundacja Praw Człowieka napisała w opinii o niej m.in.: „…nawet pobieżna analiza […] wykazuje, ze ustawa […] nie spełnia konstytucyjnego standardu w zakresie zakazu działania prawa wstecz” W konkluzji autorzy opinii zwracają uwagę na niezgodność Ustawy z Konstytucją RP oraz Europejska Konwencją Praw Człowieka. Negatywne stanowisko wobec Ustawy wyrazili ponadto: Prokurator Generalny, Krajowa Rada Sądownictwa, Krajowa Rada Prokuratury Rada Legislacyjna oraz Polskie Towarzystwo Psychiatryczne. Uchwała ZG PTP stanowi załącznik do opinii Helsińskiej Fundacji (link powyżej). Nie będę teraz przytaczał fragmentów Ustawy ani z nią dyskutował, zrobiłem to poprzednio, i do tamtego tekstu odsyłam zainteresowanych. Dziś niech posłuży nam ona do refleksji na temat jakości polityki i prawodawstwa, a zwłaszcza skuteczności instrumentarium politycznego w eliminowaniu zachowań wśród ludzi cywilizowanych rozumianych jako przyzwoite.
Znając krytyczne opinie środowisk prawniczych i lekarskich, świadomi, że mowa o zasadniczej kwestii dotyczącej ludzkiej wolności, panie posłanki i panowie posłowie to złe prawo przegłosowali. I nawet nie to jest istotne, nie odbierajmy im prawa do własnego zdania, ważne jest to że zrobili to STADNIE. Identycznie (za) głosowali WSZYSCY posłowie z PO, WSZYSCY z PIS, WSZYSCY z PSL, WSZYSCY z SP. Kilku SLDowców oraz przedstawicieli Ruchu o Zmiennej Afiliacji wstrzymało się od głosu, ale i wśród nich NIKT nie był przeciw. Przeciw zagłosowało zaledwie troje posłów i tak się składa, że troje niezrzeszonych. Ze zrzeszonych nie wyłamał się NIKT. NIKT nie złamał dyscypliny, nie uruchomił sumienia, NIKT nie zdecydował się podpaść swemu partyjnemu wodzowi. Jeśli wśród niezrzeszonych proporcja za : przeciw wyniosła 5:3, to zrzeszeni uzyskali imponujący wynik 403:0. Gdyby, przykładowo, wyniósł on 303:100 to pewnie było by mi przykro, ale nie podważyłoby to mojej wiary w człowieka. Nie jest jednak statystycznie możliwe, aby w kwestii jawnego bubla prawnego, w czterech partiach nie znalazł się NIKT, kto by choć wstrzymał się od głosu. Ani jednego idealisty, ani jednego społecznika, żadnego doktora Judyma, Don Kichota, Ikara, zero Witoldów Korczyńskich i Julianów Ochockich, o Konradach Wallenrodach z przezorności nie wspominając.
Wydaje się, że w każdej odpowiednio liczebnej grupie społecznej; obojętne, kobiet po siedemdziesiątce, handlarzy pierzem, posiadaczy „trabanta”, miłośników knedli ze śliwkami itp., itd. Po prostu musi znaleźć się zbiór osób, które skłonne będą podzielić dostarczone im wcześniej opinie specjalistów, a następnie przedłożyć rozumiane przez siebie dobro ogólne ponad ewentualność dyskomfortu; pogorszenia relacji z szefem, utratę czyjegoś zaufania, otrzymania nagany, w skrajnym przypadku wykluczenia z jakiegoś klubu. W każdej takiej, dowolnie wybranej, grupie, z pewnością znajdują się wyznawcy wartości wyższych niż dobrostan własnego pępka. Patrząc wokół wciąż przecież dostrzegamy takie „nieco staroświeckie” postacie; tu aktor odmówił gry w reklamie, uznając ją z nieuczciwą, tam ktoś inny zrezygnował z awansu z obawy przed utratą kontaktu z dziećmi. Ktoś wybrał wolontariat zamiast szybkiej ścieżki kariery, ktoś inny zarabia grosze w schronisku dla zwierząt, choć mógłby namawiać ludzi na kredyty. Jednym słowem osoby tego typu znajdują się wszędzie. Wszędzie, tylko nie w polityce, choć ta, definicyjnie, jest sztuką rządzenia państwem, dla – podkreślmy – dobra wspólnego. Doprecyzujmy może jeszcze; brakuje ich w polityce polskiej obecnej doby.
Z podanego przykładu wysnuć można tezę, że nasz system partyjno- parlamentarny służy pozyskiwaniu do polityki karierowiczów, potakiewiczów, ludzi bez charakteru i właściwości, więcej, że eliminuje w nich altruizm, bezinteresowność, społecznikostwo, odwagę, rycerskość i dbałość o dobre imię. A zatem usuwa człowieczeństwo i jest zgubny dla duszy. Można zapytać, po co mam taki system i takie partie? Po co mam ci kieszonkowi wodzowie, fürrerzy skali micro, przed którymi drżą, rzekomi reprezentanci woli narodu i po co rzesze klakierów bez godności i sumienia? Po co wyhodowaliśmy sobie to środowisko, kojarzące się bardziej ze zbiorowiskiem istot niekompletnych, głodnych duchów z jakiejś egzotycznej mitologii, niż ludzi?
Odpowiedź na kolejne pytanie; jakie mechanizmy prowadzą do takiego stanu rzeczy, jest stosunkowo prosta. Z pewnością są wśród nich system ustalania list wyborczych oraz dyscyplina partyjna. Intuicyjnie, partię polityczną wyobrażamy sobie jako grupę ludzi o podobnym światopoglądzie lub interesach, która tworzy się i pączkuje gdzieś w terenie. Z czasem wybierani są jej przedstawiciele do coraz wyższych poziomów piramidy politycznej, przywództwo rodzi się organicznie. U nas jest odwrotnie, to szefowie organizują partie, na zasadzie struktury sprzedaży sieciowej. Od Amwaya czy Avonu różnią się one jedynie rodzajem produktu i typem zysku.
Proponuję, zanim – co potrwa jeszcze parę lat– zorganizujemy się jako społeczeństwo oddolnie, zanim– jeśli tak zdecydujemy– wprowadzimy jednomandatowe okręgi wyborcze, doprowadźmy przynajmniej do formalnego zakazu stosowania w Parlamencie dyscypliny partyjnej. Można próbować zrobić to na drodze referendum. Przypominam, że posłów, nawet u nas, wciąż jeszcze wybierają wyborcy z ich okręgów, i to im, a nie szefowi klubu, winni są oni lojalność. Dyscyplina partyjna jest kpiną z ludzkiego rozumu, i na dobrą sprawę likwiduje ona sens utrzymywania Parlamentu. Po co bowiem fatygować 460 posłów i 100 senatorów, skoro i tak głosują oni, jak feudalny pan każe. To już lepiej, zamiast tworzyć fikcję, niech ci feudałowie ustalają sprawy we własnym gronie, a sługi swe odeślą do pożyteczniejszych zajęć.


Komentarze
Pokaż komentarze