Wyobraźmy sobie, że wójt tuż przed żniwami sprzedał gminny młyn, po czym ¾ pieniędzy wziął sobie jako prowizję. Jakim słowem określilibyście go Państwo? Nie, nie proszę nie odpowiadać, chyba się domyślam. Przed rozpoczęciem budowy autostrad sprzedano polskie cementownie, wiemy o tym od dawna. Widocznie było warto, bo okazuje się że akurat przed rozpoczęciem programu modernizacji polskich trakcji kolejowych, sprzedano jedyną w Polsce fabrykę wykonującą elementy stalowej nawierzchni kolejowej takie jak: rozjazdy i skrzyżowania torów. Wartość sprzedaży wyniosła 20 mln zł. a szczęśliwym nabywcą została spółka „Avivo" jej właścicielami – wg. posła Rozenka z „Twojego Ruchu” – były osoby ściśle związane ze śląską Platformą Obywatelską, dobrzy znajomi wiceministra gospodarki Tomasza Tomczykiewicza”. Owe „Avivio” natychmiast odsprzedało fabrykę francuskim kontrahentom za 96 milionów. No co, swoje sprzedali!
Poseł Rozenek złożył doniesienie do prokuratury. Sprawa woła o pomstę do nieba a zareagowały siły piekielne?
System viatoll słynny jest z tego, że kierowcy muszą płacić horrendalne kary gdy zepsuje się ViaBox, urządzonko, które jest emiterem kodu logowania auta, a za przejazd autostradą gdy zawiedzie elektroniczny system, płaci się tyle mandatów ile jest na niej bramownic. Wikipedii ponoć nie wypada cytować, ale złammy tę zasadę:
„Zdaniem wypowiadających się dla „Rzeczpospolitej” transportowców wysokość polskich kar za brak wniesienia opłaty do systemu opłat drogowych jest najwyższa w Europie, może być również najwyższa na świecie. W Niemczech i Austrii typowe kary za nieopłacony przejazd kilkuset kilometrów to kwoty rzędu 180 euro, 400 euro, natomiast w Polsce nielegalne pokonanie choćby 70 kilometrów może się wiązać z koniecznością zapłaty kilkunastu tysięcy złotych kary. Opisywano przypadki, gdy nieświadomi wadliwie działających urządzeń viaBOX kierowcy, po otrzymaniu wyliczeń kary rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych i wyższych, ciężko podupadali na zdrowiu psychicznym. W środowisku transportowców głośnym echem odbiła się informacja o samobójczej śmierci kierowcy, któremu tytułem kary wyliczono do zapłaty około 120 tys. zł.
Zdaniem rzeczniczki prasowej viaTOLL system działa dobrze, wykryto wady fabryczne jedynie w 1124 urządzeniach (na ponad 1,1 miliona rozdysponowanych), natomiast zdaniem reprezentanta jednej z kancelarii prawnych, broniących ofiary wad systemu, dotychczas poszkodowanych mogło zostać już kilkanaście tysięcy kierowców…”
Tyle się dowiedziałem, a chciałem tylko napisać, że aby wypożyczyć urządzenie viaBOX, którego stan bateryjki, może nas tyle kosztować trzeba mieć: dowód osobisty lub paszport, dowód rejestracyjny pojazdu, unijny certyfikat emisji spalin i wyciąg z KRS-u o ewidencji działalności gospodarczej. Kaucja wynosi 120 zł. Koszt zakupu podobnego urządzenia w Chinach wynosi około piętnastu zł.
***
Okazuje się, że brak skrzynki pocztowej przy prywatnej posesji karany jest w naszym przyjaznym kraju grzywną do 10.000 zł. Uprzejmie informuję p.t. Czytelników, iż przyjęta definicja skrzynki pocztowej bardzo precyzyjnie, w milimetrach, określa jej rozmiar. Wszystko co jest mniejsze lub większe, zdaniem naszych władz wyżej wymienionym przedmiotem nie jest. Jak widać, rozmiar ma jednak znaczenie.
***
Władysław Kosiniak-Kamysz i jego sześciu zastępców zatrudnia w sumie 19 kierowców – twierdzi „Onet.pl” z 16 grudnia. „W Szwecji żaden z szefów rządowych resortów nie ma służbowej limuzyny. A w Wielkiej Brytanii państwo zapewnia samochód tylko ministrowi spraw zagranicznych” - pisze dalej oburzony dziennikarz „Onetu”. Tym Polakom doprawdy nie można dogodzić! Jeśli minister pracy skutecznie walczy z bezrobociem to też niedobrze?
***
Pan Roman Kluska, przedsiębiorca słynny z tego że państwo zniszczyło mu firmę „Optimus”, bo ktoś bliższy urzędniczym sercom miał sobie zarobić, musi zapłacić 200 tys. złotych za wycięcie kilku drzewek ze swojej posesji. Drzewek – dodajmy –, które sam posadził. Jeśli ktoś by sądził, że pan Kluska jest szczególnie represjonowany, na przykład w ramach kary za sądowe zwycięstwo nad Rzeczypospolitą Polską, mocno się myli.ZbórKościołaChrześcija nBaptystów w Świnoujściu od lat spłaca podobną karę za wycięcie siedmiu brzózek i dwóch sosenek. Pogląd, że zakupiona przez nas działka jest naszą własnością, który Chrześcijanie Baptyści wraz ze swą doktryną zaimportowali ze Stanów Zjednoczonych pod naszym niebem jest błędny, a pomysł że w zamian za wycięte drzewa można by dosadzić choćby dwa razy tyle w miejscu gdzie nie przewidujemy budynku, budzi obrzydzenie, zwłaszcza osób odpowiedzialnych za gminne budżety. Bezkarny jest już tylko wyrąb drzew w parkach narodowych i rezerwatach.
Jak powiedział minister Drzewiecki (dlaczego jego nazwisko przychodzi mi na myśl w tym kontekście?) „żyjemy w dzikim kraju”. No, nie da się ukryć. A już najdziksi są ci blogerzy, czepiajo się i czepiajo uczciwych ludzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)