Jego Ekscelencja Prezydent Rosji jest zaniepokojony. Martwi się rozlewem krwi na bratniej Ukrainie, zasmuca go kolejna odsłona wojny. „Wzywa – on zatem – wszystkie strony konfliktu do przerwania walk i wszelkich form przemocy” – taki cytat zaczerpnięty z agencji „RIA Novosti” przewija się przez światowe media. Niechże już wreszcie oni skończą – pomrukuje zapewne pod nosem rozsierdzony mieszkaniec Kremla – doprawdy pogłupieli z kretesem…. Jakże ukochany Ludu Prawosławny odwieść cię od wszystkich tych bezeceństw? Gdybym tylko mógł przemówić Ci do rozsądku, wytłumaczyć, jak nieładnie postępujesz!
Widać jednak nie może. Prezydent Putin w tym rzewnym apelu ogłosił właśnie, że nie panuje nad swoim terytorium, że każdy może po nim się szwendać w te i nazad kolumnami czołgów i zestawami rakietowymi, jeśli tylko załapie się na ich świeżą dostawę w najbliższym sklepie myśliwskim, że każdy może też sobie tam, wedle upodobań, rekrutować żołnierzy i przekraczać z nimi dowolne granice, w tym państwowe. W Rosji, widać, panuje – jego zdaniem – nieokiełznana wolność przybierająca anarchiczne wręcz formy oraz indywidualizm nie uginający się pod jarzmem przepisów i rozkazów.
Władimir Władimirowicz twierdzi zatem publicznie, że nie posiada wpływu nad Rosję i swoich ludzi. Ludzie ci, natomiast, a konkretniej specjaliści od sztuki filmowej (a kino, jak wiemy od Lenina, jest najważniejszą ze sztuk), ogłosili kilka dni temu, że kultura Rosyjska opiera się na korupcji i przemocy. Nie wierzycie? To prosta implikacja. Otóż, Ministerstwo tamtejszej Kultury ogłosiło, że prowadzi prace nad zakazem wyświetlania na terenie Rosji filmów które zawierają „treści bezczeszczące narodową kulturę, stanowiące zagrożenie dla narodowej jedności i podkopujące podstawy porządku konstytucyjnego”. Jest to reakcja na film Andrieja Zwiagincewa „Lewiatan”, ten sam, który właśnie konkuruje o „Oskara” z osławioną „Idą”. Podobnie jak nasz „Układ zamknięty”, ten świetny rosyjski obraz jest krzykiem sprzeciwu wobec korupcji i urzędniczej przemocy. Wypada nam wierzyć, że obrona obywateli przed tego typu produkcjami jest, faktycznie, zarazem obroną „porządku konstytucyjnego” i tożsamości kulturowej putinowskiej Rosji.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)