Internet huczy od domysłów w sprawie podpalacza warszawskiego mostu. Mieli być to rolnicy, którzy zostawili w okolicy swe chyże, lecz łatwopalne, traktory, albo górnicy ścigający w kanałach technicznych warszawskiej infrastruktury swego przebiegłego prezesa. Nie sposób wykluczyć wybuchowych „frankowiczów”, mimo że umowy z bankami nie płoną bardziej jeszcze niż rękopisy, oraz – co oczywiste – wroga publicznego numer jeden, podstępnego Antoniego (sami wiecie którego), co to dla ratowania resztek kraju przed ruskim naporem, gotów byłby poświęcić azjatycką część Polski i odciąć ją komunikacyjnie od Europy na linii Wisły. Wszystkie te domysły możemy sardonicznie wyśmiać, my bowiem znamy prawdę.
Jej Stołeczna Mość Hanna Gronkiewicz-Waltz zechciała oto bowiem zmienić zdanie na temat „pomnika czterech śpiących”, pilnujących do niedawna praskiej cerkwi z bardzo szeroko pojętymi okolicami. Wbrew jej poprzedniemu stanowisku, pomnik ten, po uruchomieniu metra, nie wróci na uprzednio zajmowane miejsce. Jakie będą losy, świętego dla całej prawowiernej Rusi, monumentu, detalicznie nie wiadomo, ale z pewnością dramatyczne. Ów „Pomnik Braterstwa Broni” – przypomnijmy – wystawili sami Warszawiacy (w osobach majora politgramoty Grigorija Nenko i jego podwładnych). Warszawiacy też, najlepiej wiedzieli komu monument jest poświęcony i to ujawnia się w mniej formalnej nazwie – „pomnik czterech śpiących”. Pani prezydent obiecała „czterem śpiącym” możliwość pełnienia po wsze czasy warty w miejscu, gdzie niegdyś Aleksander Suworow przemówił Polakom do rozumu, a „towarzysze broni” miesiącami przypatrywali się ognikom dopalającego się miasta, a teraz zaś podstępnie i bluźnierczo zmienia zdanie. To doprawdy karygodne! Śpiący czują się oszukani i urażeni. Śpiący zaś mają to do siebie, że jak już się czasem zbudzą, to ręce same palą im się do raboty.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)