Na stronie głównej „Salonu” pyszni się dziś tekst pewnego Gagatka, którego nazwiska reklamować tu nie zamierzam, ubolewający nad decyzją o nadaniu pewnej szkole imienia Danuty Siedzikówny. Gagatek sobie tego nie życzy, bo nie „otake Polske” mu chodzi na jakiej, jego zdaniem, zależało zamordowanej, siedemnastoletniej sanitariuszce. Polska „Inki”, jak mniema, miała być skrajnie nacjonalistyczna, tępiąca Białorusinów i resztki Żydów. Na czy opiera swe domniemanie? Otóż ubrdał sobie, że oddział, w którym służyła „Inka” walczył nie z komunistami tylko z Białorusinami. Cóż, ignorancja nie jest przewiną, tylko nieszczęściem.
„Czego uczy Siedzikówna?” - zastanawia się Gagatek i konstatuje uprzejmie, że „nie są mu znane osobiste przewiny tej 17-latki”. Pojęcia męstwa, honoru, patriotyzmu, lojalności widać też nie są mu znane, i to jest właśnie ta lekcja, której dramatycznie chce on uniknąć oraz oszczędzić swemu potencjalnemu czy też realnemu już potomstwu. I tu się z gagatkiem zgadzam, proszę wręcz usilnie by faktycznie uwolnił swe dziatki od trujących miazmatów, które rozsiewać będą szkoły im. Danuty Siedzikówny i innych naszych bohaterów. Więcej nawet, jestem zdania, by w każdym mieście wojewódzkim pozostawiono, przywrócono lub utworzono jedną szkołę imienia jakiegoś komunistycznego bandyty. Niech właśnie tak będzie! Tu Liceum im. Heleny Wolińskiej, tam szkoła zawodowa im Julii Brystygierowej. Niech gagatki wysyłają do tych rezerwatów swoje upiorne potomstwo, to znaczy, chciałem rzec - słodkie maleństwa, przynajmniej łatwiej nam będzie je później upilnować.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)