Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
2079
BLOG

Jeśli mamy wojnę, to co robić?

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Polityka Obserwuj notkę 29

Jest niezrozumiałe, dlaczego nasi politycy głoszą, że III wojna praktycznie już trwa, a nie uczą społeczeństwa prawidłowych zachowań i nie czynią widocznych wysiłków w celu zminimalizowania ewentualnych strat.

Politycy, zwłaszcza skupieni  wokół prezydenta i BBN, otwartym tekstem informują nas, że wojna światowa to już rzeczywistość, tylko jej charakter, z przyczyn technologicznych, jest nietypowy. Opinie takie wygłaszali m. in. gen. Stanisław Koziej i prof. Roman Kuźniar, a i min. Siemoniak wypowiadał się w sposób nieodległy od tej szokującej konstatacji. Nie mam pewności czy opinie takie nie są wyłącznie prostym powtórzeniem wypowiedzi Andrieja Fursowa i Władimira Wolfowicza Żyrinowskiego, bo rodzime ośrodki analityczne nie są w tym kontekście cytowane. Skoro jednak sytuacja międzynarodowa definiowana jest przez wpływowych działaczy politycznych aż tak dramatycznie, to trudno byłoby przypuścić by nie wywoło to choćby śladowej reakcji władz administracyjnych. Można by się wręcz spodziewać jakichś wzmożonych działań (szkoleniowych, informacyjnych, technicznych), które przygotowały by nas na ekstremalne warunki. Tymczasem, wygląda, że rząd pani Kopacz potraktował doradców prezydenta jak leśnych dziadków, którzy coś tam niezrozumiale bełkoczą, albo jako nieco mniej rozgarniętych lobbystów przemysłu zbrojeniowego. Może i słusznie, kto wie, ale pewności nie ma. Nie od dziś przecież wiadomo, że logistyka nie jest silną stroną naszej administracji, może więc warto trochę się do tych możliwych kataklizmów przygotować? Pomóżmy zatem rządowi i przypatrzmy się naszym możliwościom, na wypadek, gdyby sprawy potoczyły się w domniemanym, złowrogim kierunku. Tak, nie jesteśmy specjalistami, ale czy widać by specjaliści wzięli się do pracy? A zatem:

Okres pierwszy.

Wojna na Ukrainie już trwa i raczej nie skończy się na obecnych zdobyczach Rosji.  Być może zajęcie całej Ukrainy było by dla Rosji i trudne i w gruncie rzeczy kontrproduktywne, jednak i taki scenariusz trzeba mieć na uwadze. 

  • W tym okresie musimy się liczyć z masową emigracją Ukraińców, a być może i Białorusinów. Musimy przygotować kwatery i środki do życia, choćby tylko na początek.  Liczmy, że będzie to kilka milionów osób, częściowo zresztą polskiego pochodzenia. Gminy powinny wypowiedzieć się na okoliczność swych możliwości kwaterunkowych oraz otrzymać środki do budowy obiektów mieszkalnych i dopłaty dla tych, którzy zdecydują się na przyjęcie lokatorów. Jeśli wojna do nas nie dotrze, to, biorąc pod uwagę łatwość polonizacji tych ludzi, w dłuższej perspektywie ta migracja mogłaby być dla nas korzystna ze względów demograficznych. Ruch tej ludności powinien być jednak ściśle nadzorowany. Władze muszą dokładnie znać miejsca ich pobytu (patrz punkt następny). Być może w tym pierwszym okresie możliwość ich przemieszczania się powinna zostać ograniczona np. do granic powiatu, oraz nałożony zostać na nich obowiązek posiadanie dokumentu z czipem. Brzmi to strasznie, zwłaszcza w ustach wolnościowca, ale jest wojna, przypominam.
  • Trzeba przygotować się na akty terroru i sabotażu. Strategie subwersji od lat znajdują się w głównym katalogu działań rosyjskich. Nie wchodząc w dyskusję na temat przyczyn katastrof lotniczych (przed Smoleńskiem była CASA), zabójstwa Petelickiego i spalenia mostu, trzeba przyjąć, że działania przeciwnika w tym okresie będą miały podobny charakter, tylko, być może, większy wymiar. Niestety  bezmyślne unikanie kłopotów przez nasze organy śledcze, zwłaszcza zalęknione prokuratury, ośmielają terrorystów . Jeśli nawet przyjmiemy, że tragiczny los, nie otrzymał od nich wsparcia w tamtych przypadkach, to teraz już wiedzą, że są bezkarni. Obiekty strategiczne  w tym linie komunikacyjne muszą otrzymać ochronę i to nie organizowaną przez cywilne agencję, lecz dobrze przeszkolonych żołnierzy. Na to też trzeba trochę pieniędzy, ale z pewnością warto je wydać. Zacznijmy od skatalogowania tych obiektów, czym można zająć się od razu.
  • Systemy elektroniczne państwa muszą otrzymać silne wsparcie budżetowe. Nie wiem w ilu kopiach przechowywane są dane ze strategicznych  serwerów  i jaki jest poziom ich bezpieczeństwa, informacje, które do mnie docierają nie są optymistyczne. Akurat jednak kilku naszych rodaków (i rodaczek) należy do ścisłej światowej czołówki specjalistów zakresie zabezpieczeń komputerowych. Trzeba ich wykorzystać, choć Google płacą lepiej.
  • Obrona cywilna potrzebna jest od zaraz. Trzeba nauczyć młodzież strzelać, obsługiwać środki łączności, unikać zagrożeń, opatrywać rany itp. Każdy podlegający mobilizacji obywatel powinien wiedzieć skąd może pobrać wyposażenie. Wszyscy pracownicy agencji ochrony i straży miejskiej powinni zostać uznani za rezerwistów i otrzymać zadania na czas ewentualnej wojny.
  • Plany mobilizacyjne trzeba przygotować tak, żeby nie powielać błędów z 1939 r. Obecnie można  stworzyć dość precyzyjne modele ruchu. Nie powierzajmy znów tej kwestii starym dziwakom pokroju sędziów z PKW.
  • Osoby, które poważyły by się „robić przekręty” na uzbrojeniu i przygotowaniach obronnych, trzeba karać z całą surowością - walczymy o przetrwanie. Piszę o tym, bo jeśli nie dostrzegam śladów refleksji naszych władz nad przyszłością, to czuć zapach pieniędzy i dziwne podniecenie kilku panów krążących wokół tych władz.

Okres drugi.

Rozwój sytuacji powinien podpowiedzieć, czy grozi nam atak konwencjonalny, czy nuklearny. Kryje się tu odpowiedź na pytanie czy biorąc pod uwagę współczesną technikę wojskową mamy bronić miast i czy ludność powinna w nich zostać, czy też jak najszybciej opuścić je w momencie zagrożenia.

  • Już teraz powinniśmy wiedzieć  gdzie ewentualnie mamy szukać schronienia. Rozpowszechnianie wiedzy , co robić w sytuacji kryzysowej nie spowoduje paniki, raczej przeciwnie, wzbudzi zaufanie do władz. Na razie jedyną podpowiedź, która uzyskaliśmy od polityka – że mamy się schronić w Australii odrzucamy, nie stać nas. Przykre, że to był głos b. ministra spraw zagranicznych i współtwórcy rządzącej od ponad siedmiu lat partii politycznej, a więc osoby, która za nasz kraj odpowiada głową.
  • Jeśli mamy opuszczać duże miasta, to ludność z Rzeszowa Krakowa i Wrocławia, powinna się chyba kierować na południe, gdyż w terenie pofałdowanym i górskim ataki są mniej efektywne. Gdzie mieliby się udać Warszawiacy, Poznaniacy itp.? Po to m. in. potrzebna jest nam nowoczesna OC, żeby ktoś tym exodusem umiał pokierować.
  • Ci sami politycy, którzy mówią o realnie trwającej wojnie, informują nas, chyba nieco bezrefleksyjnie, że Rosjanie mogą opanować Warszawę w ciągu kilku dni. To jest defetyzm, na wojnę o charakterze konwencjonalnym mamy jeszcze czas się przygotować. Wzmiankowani działacze przegrywają bowiem właśnie poprzednią wojnę, a my musimy zrobić przynajmniej tyle, co w 1939 – przetrwać minimum 3 tygodnie. Reszta jest domeną polityki i układów z Panem Bogiem.

Jeszcze raz podkreślam, żaden ze mnie specjalista, ale ponieważ coś mi się zdaje, że nasz rząd przyjmuje właśnie klasyczną, polską strategię wobec zagrożeń, czyli „ jakoś tam będzie” i jeśli do „sami wiecie czego” dojdzie, to znów będziemy mieli „burdel i serdel”, indywidualną dzielność i kreatywność w połączeniu z brakiem realistycznej koncepcji obrony i koordynacji działań. I te właśnie obawy ośmieliły mnie do wkraczania na teren mi nieznany i obcy.

* * *

Wojenne intuicje

W kontekście propagandy wojennej i realnych zagrożeń, zastanówmy się jak może wyglądać obraz przyszłej wojny i jakie siły w związku z tym budować. Rozumiem, że tymi problemami zajmują się akademie wojskowe i sztaby o miliardowych budżetach, nie stanowię dla nich konkurencji. Jestem zwykłym intuicjonistą i nie muszę mieć racji. W dodatku, jako zadeklarowanemu cywilowi, stan nauki wojskowej nie jest mi znany.

Przyjmijmy, że Rosjanie nie poważą się jednak atak jądrowy. Wiedzą, że takiej wojny nie wygrają. Wobec wojny nuklearnej nasze rozważania nie mają zresztą sensu. Wydaje mi się, że skoncentrowane ataki, jakie mieliśmy w czasie II wojny teraz nie będą skuteczne. Uderzenia rakietowe są w stanie zniszczyć nawet duże formacje. W obecnej dobie wielkie bitwy pancerne byłyby anachroniczne, a może nawet całkiem niemożliwe. Wydaje się, że maszyny wojenne będą teraz szybko ewoluować w kierunku minimalizacji rozmiarów przy maksymalnej odporności na fale elektromagnetyczne. Powłoki metalowe, będą zastępowane tworzywami kompozytowymi. Pociski rakietowe zaś będą stawać się coraz mniejsze i lżejsze, łatwiejsze do przenoszenia, przy co najmniej niezmniejszonej sile rażenia. Używając przykładu marynarki wojennej;  nie inwestujmy zatem w duże okręty, lecz raczej w maleńkie łodzie podwodne i szybkie kutry rakietowe. Łodzie podwodne powinny mieć przygotowane uzupełnienia w magazynach pod powierzchnią i to wcale nie w strefie przybrzeżnej. Inwestujmy w drony, które mogłyby realizować program ataku nawet po utracie kontaktu z ośrodkiem sterującym i lekkie odrzutowce. Twórzmy skorelowane, systemy obronne o charakterze rozproszonym. Część regularnego wojska powinna zachowywać się jak dawna partyzantka, zadawać nawet drobne uderzenia, ale z dużą częstotliwością i z tysięcy miejsc. Jest takie chińskie przysłowie "niedźwiedź jest silny, ale mrówki go gryzą". I wreszcie musimy przemyśleć możliwość tego być może jednego, jedynego uderzenia odwetowego na jakie nas stać. To musi być uderzenie dywersyjne, maksymalnie  bolesne dla przeciwnika. Co więcej przeciwnik musi mieć świadomość, że coś takiego jest przygotowywane i z pewnością zostanie użyte. Determinacji i wyobraźni powinno nam wystarczyć.

Czy do tego wszystkiego dojdzie? Napisawszy, co powyżej dopowiem, że niekoniecznie. Scenariusz wojny w Polsce wciąż jest do uniknięcia. Po pierwsze Rosjanie chcą odbudować imperium, a nas definiują jako zagranicę, bliską ale jednak. Jeśli jesteśmy już w ich zabójczej agendzie, to raczej jako afterparty. Po wtóre Rosja jest gospodarczym średniakiem, ot takie trzy Polski, a wojnę wygrywa się, prócz determinacji i woli, gospodarką. Oznacza to, że nawet przy realizacji bardzo podłego scenariusza mamy jeszcze czas. Ile, to zależy od tego jak się przeciwnik zagrzebie na Ukrainie i ile go to będzie kosztowało. Uniknięcie ewentualnego kataklizmu zależy rzecz jasna bardziej od USA niż od nas, ale jeśli się do konfrontacji nie przygotujemy, to nikt nam nie pomoże. My musimy wytrwać te swoje 3-4 tygodnie. Może tym razem sojusznicy się ruszą, a przynajmniej nie zajmą zbrojnie Wrocławia i Koszalina, niszcząc tam nasze siły. Czy Rosjanie faktyczne, chcieliby do nas wejść? Pamiętając, że zastój dla struktury imperialnej to klęska, sądzę że tak. Zwłaszcza przy jakimś większym kryzysie świata zachodniego, koszt takiej operacji mógłby być dla nich do przyjęcia. Wojna ze światem islamu, ostra faza kryzysu zachodnich gospodarek i dolara mogły by stanowić dogodny moment.

 

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Polityka