Madame Kopacz wciąż niczego nie rozumie, niczego się w tej polityce nie nauczyła. Chciała sobie bidulka zdymisjonować szefa CBA. Ten zaś grzecznie jej wyjaśnił, że jego dintojra nie jest w Pałacu Rady Ministrów, ale zupełnie gdzie indziej. Spróbujmy, usuwając co grubsze słowa i zwroty knajackie, zrekonstruować ich wczorajszą rozmowę:
– Niechże Pani sobie wreszcie wbije w głowę, że Pani zdymisjonować mnie nie może. Tracimy tylko czas, który teraz jest dla Pani bezcenny.
– Ale, ja utraciłam już coś cenniejszego – zaufanie do Pana.
– Cnotę też Pani utraciła i jakoś da się żyć, prawda?
– Pan jest bezczelny!
– Przepraszam, chciałem tylko dać do zrozumienia, że Pani zaufanie nie ma tu nic do rzeczy. My – droga koleżanko – nie pytamy Pani ani o jej zaufanie ani o ulubiony kolor szminki.
– Panie Wojtunik, ponawiam prośbę o złożenie dymisji, w przeciwnym razie….
– W przeciwnym razie dadzą gówno w wazie. Zdymisjonować, to moi mocodawcy mogą Panią i pewnie to zrobią, gdy tylko pojawi się lepsza opcja. Radziłbym już ich więcej nie wkurzać… No…, tośmy sobie pogawędzili a teraz lecę, bo zaraz transmisja meczu. Są na tym świecie rzeczy ważne i ważniejsze, no nie? Koniecznie proszę przekazać pozdrowienia tej ślicznotce, jak jej tam, … Bieńkosi. Acha – zupełnie bym zapomniał – czy zechciała by Pani, zejść ze mną na dół i zerknąć na migdałki mojego kierowcy? Biedak skarży się, że go strasznie gardło boli. …Nie, jaka szkoda. No, to Siemka.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)