Blog
Magia obłoków (Magellana)
unukalhai
unukalhai unuk.al.hayah@gmail.com
48 obserwujących 132 notki 194157 odsłon
unukalhai, 12 stycznia 2014 r.

Czekiści na s24

 albo masz babo placek!

(W ramach uprawiania płodozmianu tematycznego na blogu zamieszczam wyimek  
z domowej biblioteki*).

motto:
Podejrzani są wszyscy

netto:
Najbardziej podejrzanym jest ten, kto na niczym podejrzanym przyłapany nie został

brutto:
Władza radziecka jest obiektywnie tak dobra, że każdy, komu się ona nie podoba w całości lub części, jest wariatem.


Rozdział 31, część pierwsza

 „ A więc, towarzysze – rzekł Riewkin – zostały nam jeszcze dwie sprawy personalne - towarzysza Szewczuka i towarzysza Gołubiewa.
Jest tutaj towarzysz Szewczuk?
- Jest! – zerwał się wywołany.
- Raportującym w tej sprawie jest … towarzysz Babcowa.
- Tak jest – powiedziała Babcowa, pulchna kobieta w granatowym żakiecie. Była sekretarzem organizacji partyjnej w szkole, w której pracował Szewczuk.
Podeszła do przodu, do stołu Riewkina, i stojąc przed nim, odczytała historię przestępstwa Szewczuka.
Otóż 22 czerwca, bawiąc na weselu córki, na wieść o ataku hitlerowskich Niemiec na nasza ojczyznę Szewczuk dopuścił się wypowiedzi niedojrzałej politycznie. Towarzysze z partyjnej organizacji szkoły, biorąc pod uwagę dotychczasowa sumienna pracę towarzysza Szewczuka, zaproponowali mu, żeby napisał notatkę wyjaśniającą i na piśmie osądził swoje wystąpienie.
W ten sposób towarzysze przejawiali wrażliwość i tolerancję wobec członka swojej organizacji. Jednakże Szewczuk odtrącił wyciągniętą dłoń i odmówił pisania wyjaśnienia. Chcąc nie chcąc, w towarzyszach zrodziło się podejrzenie, że wypowiedź Szewczuka jest nie tyle owocem niedojrzałości politycznej, lecz przemyślaną linia postępowania. Jednakże nadal przejawiając humanitaryzm i działając w duchu wspólnoty, koledzy na zebraniu partyjnym jeszcze raz poprosili Szewczuka, by uznał swój błąd i przyznał, ze choć jego wypowiedź, być może, nie miała w zamierzeniu charakteru prowokacji, obiektywnie lała wodę na młyn naszych wrogów. Trzeba przyznać, że pod naciskiem towarzyszy Szewczuk nieco złagodził swoje poprzednie stanowisko, ale nadal trwał w błędzie, twierdząc, że przecież właściwie nic takiego nie powiedział. Partyjna organizacja szkoły doszła do wniosku, ze towarzysz Szewczuk nie złożył broni przed partią i dlatego nie może dłużej nosić wzniosłego miana komunisty. Zebranie podjęło decyzję o wykluczeniu towarzysza Szewczuka z szeregów WKP(b) i teraz prosi rejkom o potwierdzenie tej decyzji.
- To wszystko? – spytał Riewkin.
- Wszystko – odparła Babcowa, składając okulary.
Zapadła cisza. Było słychać skrzypienie pióra sekretarki piszącej protokół. Riewkin poczekał, aż ta skończy pisać, i zwrócił się do oskarżonego.
- Szewczuk, chcielibyście coś wyjaśnić, uzupełnić?
- Tak – powiedział Szewczuk,  z trudem poruszając zdrewniałymi wargami. – ja, że tak powiem, w całej rozciągłości przyznaję się do popełnionego błędu, tym niemniej chciałbym zwrócić uwagę towarzyszy, że moja wypowiedź nie niosła w sobie żadnego wrogiego zamysłu.
- Jakże to nie niosła? – żachnął się Borysow. – Cóż to, może kolektyw waszej organizacji nie miał racji?
- A co on powiedział? – spytał ktoś.
- Co on powiedział? – przyłączył się drugi głos.
- Właśnie, co powiedział? – domagał się odpowiedzi trzeci.
- Niech powtórzy!
- Ja szczerze powiedziawszy, nic takiego …
- Co to znaczy „nic takiego”? Dalej, powtórz no, coś powiedział!
- Ja , towarzysze, na wieść o ataku Niemiec …
- Faszystowskich Niemiec – poprawiono go.
- Tak, oczywiście, jak najbardziej faszystowskich. Gdy o tym usłyszałem, powiedziałem „No i masz, babko, Juriew dzień!” – i to wszystko.
- Ładne rzeczy – pokręcił głowa lektor Nieużelew.
- No, nie ma co – zgodził się z nim siedzący obok wojenkom Kurdiumow.
- I co, uważasz, że jeszcze za mało powiedziałeś? – znęcał się Borysow.
- Że trzeba było więcej, tak? – mrugnął chytrze do Szewczuka.
- Ależ co wy! – Szewczuk przycisnął ręce do piersi. -  Ja nie w tym sensie!

- Aa, nie w tym, nie w tym – nie uwierzył Borysow. – Myślisz, że my co, dzieci w piaskownicy? Nie, bracie, my jesteśmy za stare wróble na takie plewy! I każdy z nas świetnie wie, co chciałeś wyrazić tymi słowami. Chciałeś powiedzieć, że nasz kraj przystąpił do wojny nieprzygotowany, rzucić cień na mądrą politykę naszej partii i umniejszyć osobiste zasługi towarzysza Stalina! A teraz będziesz nam tu bajki opowiadał, że nie w tym sensie!

- Przy okazji – wtrącił się wojenkom. – Jeśli się nie mylę, przysłowie odnoszące się do Juriewa dnia powstało w czasie wprowadzenia pełnego prawa pańszczyźnianego.
- Dokładnie tak – potwierdził lektor Nieużelew.
- Czyli do tego wszystkiego jeszcze sugerowałeś, że my tu mamy pańszczyznę!
_ Ależ nie, ja tylko …
- Towarzyszu Borysow – wtrącił się Riewkin. – Czy to, co powiedzieliście, można uznać za wasze oficjalne wystąpienie?
– Jak najbardziej – przytaknął Borysow.
- Towarzysze, proszę po kolei. Są jakieś inne opinie?

Opublikowano: 12.01.2014 11:37.
Autor: unukalhai
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Na ogół bawię się z losem w chowanego

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • wittek 17, ty nieszczęśliwa ofiaro reform edukacyjnych, napisz skąd wiesz , że to są...
  • Ulryk Niemcy za każdego obywatela Polski, który zginął w II wojnie, podeślą nam jednego...
  • londoncity (18.08., 12:17) no i od Ukraińców (za Chmielnickiego), nie wspominając o...

Tematy w dziale