Blog
Magia obłoków (Magellana)
unukalhai
unukalhai unuk.al.hayah@gmail.com
48 obserwujących 132 notki 194157 odsłon
unukalhai, 31 stycznia 2014 r.

Z domowej biblioteki

                W tej notce zaprezentuję próbkę twórczości mało znanego w Polsce rosyjskiego pisarza Siergieja Dowłatowa*. Autor jest  godnym następcą  Arkadija Awerczenko  i  Michaiła Zoszczenko .  I z pewnością nie mniej utalentowanym od wymienionych.

Są to fragmenty  opowiadania pt.:  „Czyjaś śmierć” ze zbiorku wydanego w 1993 roku przez warszawski PIW o tytule  „Jak pragnę wolności”, w przekładzie  Ewy Rojewskiej-Olejarczuk.

Fabuła opowiadania dotyczy okresu pierwszej połowie lat 80-tych ub. wieku (lata 1972-75),
gdy S. Dowłatow był zatrudniony w redakcji pisma „Radziecka Estonia” wydawanego w Tallinie.

…………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

„- Towarzyszu Dowłatow, macie czarny garnitur?... .
Naczelny z niezadowoleniem marszczy brwi. Nieprzyjemnie mu zadawać tak niedyskretne pytanie pracownikowi republikańskiej gazety partyjnej. Naczelny ma beżową niemowlęcą, twarz i dziecinne nazwisko Turonek….

- Nie  –  powiedziałem  –  mam sweter.
- Nie na sobie,  tylko w domu.
- W ogóle nie mam garnituru  -  powiedziałem.

Właściwie mogłem dodać, że domu też nie mam, żadnej przystani, przytuliska. Że wynajmuję pokój Bóg wie gdzie…
                - To w czym chodzicie do teatru?

Mógłbym powiedzieć, że nie chodzę do teatru. Ale w gazecie ukazała się właśnie moja recenzja ze spektaklu  Panna bez posagu. Napisałem ją na podstawie ustnej relacji Dimy Szera.  Recenzję chwalono za polemiczny charakter…
                - A zresztą, do rzeczy – zniecierpliwił się naczelny. 
              - Jest taka sprawa. Wczoraj zmarł Hubert Ilves.
Z paskudnego nawyku przybrałem smutny wyraz twarzy.
                - Znaliście go?  - zapytał naczelny.
                - Nie – powiedziałem.
                - Ilves był dyrektorem telewizji. Jego pogrzeb to uroczystość ważna i doniosła.
                  Mam nadzieję, że wszystko jasne?
                - Mniej więcej.
                - Musi być obecny ktoś z naszej redakcji.  Zamierzaliśmy wydelegować Szablińskiego.
                - Słusznie  –  powiedziałem.
                - Ale Michał Borisowicz jest zajęty. Jedzie w delegację na wyspę Saaremaa.  Kleński       odpada, potrzebny jest ktoś o nobliwej prezencji. Busz ma ciąg pijacki, i tak dalej. Zatrzymaliśmy się na waszej kandydaturze. Błagam, nie zróbcie zawodu. Trzeba będzie wygłosić krótkie serdeczne przemówienie…

- Ale czy ja mam nobliwy wygląd?
- W każdym razie jesteście wysocy  -  odrzekł Turonek.
- Henryku Francewiczu  -  powiedziałem. To mi nie leży. Zalatuje mistyfikacją.  Ilvesa nie znałem. Nie chcę udawać smutku. Niech pan wyśle Szablińskiego. A ja, trudno, co tam, pojadę na Saaremaa.
- Wykluczone. Wy nie robicie materiałów problemowych.
- Bo mi  się ich nie powierza.
- Zlecono wam korespondencję o Niemcach, toście odmówili.
- Uważam, że trzeba ich wypuścić.
- Jesteście naiwni, delikatnie mówiąc.
- Dlaczego? W Związku Radzieckim Niemców jest więcej niż Ormian. A nie mają nawet autonomii.
- Ależ  co z nich za Niemcy?!  To trzecie pokolenie kolonizatorów. Dawno stali się Estończykami. Język, kultura, mentalność… Typowi Estończycy…  Ich dziadowie mieszkali w Estonii…
- Dziadek Borii Rojblata też mieszkał w Estonii. I ojciec. Ale Boria został Żydem. I na dodatek jest bez pracy.
- Wiecie co, Dowłatow, z wami nie sposób rozmawiać. Stosujecie jakieś demagogiczne chwyty. Daliśmy wam pracę, poszliśmy na rękę. Myśleliśmy, że wydoroślejecie. Że zaczniecie się zachowywać trochę poważniej…
- Przecież pracuję, cos tam piszę.
- I nawet nieźle piszecie. Sam Jürna niedawno cytował waszą myśl: „Konstruktywna idea zagubiła się w chaosie nieodpowiedzialnych eksperymentów…”  Chodzi o co innego. O waszą apolityczność, o wasz infantylizm… Stale człowiek się boi, że z czymś się wyrwiecie… Zarabiacie dwieście pięćdziesiąt rubli. Dobrze się do was odnoszą, cenią wasze poczucie humoru, wasz styl. A czy wy za to odpłacacie, pytam? Dlaczego muszę tracić czas na te bezpłodne rozmowy? Stanowczo nalegam, byście zastąpili Szablińskiego. On wam pożyczy swoją marynarkę. Przymierzycie. Wisi tam, na wieszaku…

Przymierzyłem.

- Ale klapy  -  powiedziałem.  – Akurat na Order  Czerwonego Sztandaru..
- Dosyć  -  przerwał naczelny. – Ruszajcie.

(…)

W komisji pogrzebowej trwała krzątanina, przypominająca znajomą atmosferę redakcyjną z jej fałszywym zaabsorbowaniem i hałaśliwą  gorączkową  bezproduktywnością. Paliłem na korytarzu pod tablicą przeciwpożarową. Tu właśnie zagadnął mnie Bykower. W każdej redakcji jest taka nietypowa postać.  – Żyd, szaleniec, mądrala. Jak w każdej ludzkiej osadzie  -  miejscowy wariat.
                Życiorys Bykowera jest dość interesujący. Był najmłodszym synem rewelskiego fabrykanta. Ukończył Cambridge. Potem burżuazyjna Estonia padła. Jako postępowy Żyd,  Bykower opowiedział się po stronie rewolucji. Zaczął pracować w dziale zagranicznym gazety republikańskiej (przydała mu się znajomość języków obcych).  I oto powierzono mu odpowiedzialne zadanie, aby zadzwonić do Bułgarii do Dymitrowa. Zamówić gratulacje z okazji  jubileuszu  estońskiej republiki radzieckiej. Bykower zadzwonił do Sofii. Słuchawkę podniósł sekretarz Dymitrowa.                               

Opublikowano: 31.01.2014 16:30.
Autor: unukalhai
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Na ogół bawię się z losem w chowanego

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • wittek 17, ty nieszczęśliwa ofiaro reform edukacyjnych, napisz skąd wiesz , że to są...
  • Ulryk Niemcy za każdego obywatela Polski, który zginął w II wojnie, podeślą nam jednego...
  • londoncity (18.08., 12:17) no i od Ukraińców (za Chmielnickiego), nie wspominając o...

Tematy w dziale