Zazwyczaj kiedy mówię poważnie, audytorium robi sobie śmichy chichy, że niby ja taki jestem żartobliwy. A kiedy sobie żartuję, traktowany jestem z całą powagą i zwykle z gestami współczucia.
Sądzę, że wynika to stąd, że wychowywałem się w kilku środowiskach, od góralskiego na typowym dla niego poziomie, przez pobyty pod opieką ciotek dewotek (bardzo porządnych kobiet), u przedwojennych konsulów Łazarskich, u księży, i z Matką bez studiów, a oczytaną bardziej niż znani mi wspaniali poloniści...
...No... i jescze ponad dwadzieścia szkół, na końcu których odbyłem studia szczególnie samodzielne, i działalność w kilku organizacjach społecznych, socjalistycznych itd...
Każde z tych środowisk - i jeszcze wiele innych - musiałem zrozumieć i dostosowć się doń. A prawdy jakie mi wpajały te środowiska, były ze sobą sprzeczne. Tak więc ostatecznie niemal żadna z tych prawd nie ostała się w wersji czystej - musiałem zacząć myśleć samodzielnie, choćby tylko po to, aby nie zwariować.
Piszę to dla tych Salonowców, którym wydam się tu dziwolągiem, pochyłym drzewem, cynicykiem (czyli rzymskim cynikiem, gdyby kto pytał) pustym ironistą, sensatem, skandalistą, obrazoburcą, napastliwym wrogiem wiary polskich ojców i ...dziadów... (Mimo, że do Światowida nic nie mam...)
Piszę to, aby Wszystkich zapewnić, że jestem dobrym misiem, który jedynie stara się dążyć do prawdy i jeśli widzi jaką głupotę, to nazywa ją głupotą, a jeśli widzi zjawisko piękne, to nazywa je zjawiskiem pięknym.
Nie bardzo umiem i całkiem nie cenię pisać, że coś jest - jak jajka Passenta - "częściowo nieświeże".
Jeśli jakaś idea jest zużyta moralnie w czasie i przestrzeni, to piszę, że jest zużyta i należy ją zastąpić nowszą i lepszą. Jeśli nie ma tej lepszej, to informuję, że stara jest niedobra, albo szkodliwa - jeśli jest szkodliwa - i nawołuję, by ostro zabrać się do poszukiwania tej lepszej.
Zwolennicy chwalonych chwalą mnie. Zwolennicy krytykowanych krytykują - ale jeśli rzecz dotyczy wiary dominującej w Polsce, to starają się mnie potraktować według wzorów bożych i podobieństwa...
Ich Bóg dokonywał aborcji w wodach potopu, w ogniu Sodomy i Gomory, i Oświęcimia... To oni mnie też chcą abortować - przynajmniej jako byt wirtualny, blogerski ekstrakt mego "ducha".
Zwisa już im moje ciało na obraz i podobieństwo - samego ducha mi chcą abortować (choć zazwyczaj walczą przeciwko aborcji twierdząc, że aborcji dlatego nie wolno robić, bo w zygocie siedzi duch).
Tak więc zapytuję Wszystkich: czy takie coś, z tak prostym umysłem jak mój, może się uchować tu na Salonie?
Czy zgodzicie się na pisanie na S24 kogoś, kto twierdzi, że dziś wiara w bogów jest szkodliwa, że ogłupia, demoralizuje i degeneruje katechetyzowanego, okaleczając go psychicznie i aż do poziomu umysłowego?
Czy już czas rozpocząć o tym jawną, uczciwą dyskusją, aby nasze dzieci mogły osiągać poziom pełnego człowieczeństwa współczesnego..?
Pozdrawiam Paweł Tomczak


Komentarze
Pokaż komentarze (41)