Eksperci uważają, że problemem polskiego systemu ochrony zdrowia jest nie tylko brak pieniędzy, ale również jedyny płatnik finansujący nasze leczenie. Szpitale i przychodnie nie mają wyboru i muszą podpisywać umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia. Brakuje konkurencyjnego źródła pieniędzy, które spowodowałoby, że NFZ, podlegający formalnie Ministerstwu Zdrowia, nie byłby "państwem w państwie”.
Lekarze składają wnioski do UOKiK
By to zmienić, Naczelna Izba Lekarska skierowała do Prezesa Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów dwa wnioski o wszczęcie postępowania antymonopolowego wobec Narodowego Funduszu Zdrowia. Skoro nie udało się nic wskórać na drodze rozmów i mediacji, a rola NFZ tak naprawdę sprowadza się do wydzielania środków niewystarczających na zaspokojenie wszystkich potrzeb pacjentów, NIL zdecydowała się na bezprecedensowe działania.
Przypomina to sposób, jaki amerykańscy prawnicy znaleźli na słynnego gangstera Al Capone. Przez lata z przyczyn formalnych wymiar sprawiedliwości był wobec niego bezradny. Aż wreszcie został aresztowany i skazany w 1931 roku głównie za uchylanie się od płacenia podatków dochodowych. Mimo kierowania potężnym syndykatem przestępczym w Chicago (przemyt alkoholu, hazard, prostytucja), służbom nie udawało się udowodnić mu poważniejszych zbrodni, więc oskarżono go o oszustwa podatkowe.
Być może pokazanie monopolistycznej pozycji NFZ odniesie podobny skutek. Samorząd lekarski wyjaśnia, że jego działania wynikają z troski o zapewnienie pacjentom właściwego, zgodnego z kryteriami medycznymi dostępu do świadczeń ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS) oraz o zachowanie stabilnych warunków funkcjonowania podmiotów leczniczych.
Co zawierają wnioski do UOKiK?
W pierwszym wniosku NIL wskazuje na wprowadzenie przez NFZ współczynnika 0,75 w rozliczaniu świadczeń AOS, uzależnionego od struktury udzielanych świadczeń. Zdaniem samorządu lekarskiego mechanizm ten może prowadzić do ograniczania konkurencji oraz negatywnie wpływać na dostępność świadczeń dla pacjentów.
Drugi wniosek dotyczy wprowadzenia kolejnych współczynników obniżających wycenę świadczeń po przekroczeniu limitów określonych w umowach z NFZ – m.in. do poziomu 0,5 dla badań tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego oraz 0,6 dla badań endoskopowych. W ocenie NIL rozwiązania te mogą prowadzić do pogorszenia sytuacji finansowej placówek oraz ograniczenia dostępności kluczowej diagnostyki dla pacjentów.
Naczelna Izba Lekarska podkreśla, że opisane działania NFZ mogą stanowić przejaw nadużywania pozycji dominującej na rynku organizowania świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. W związku z tym samorząd lekarski zwrócił się do UOKiK o podjęcie odpowiednich działań w celu ochrony konkurencji oraz interesów pacjentów.
Szpitale ograniczają przyjęcia
Przypomnijmy, że od 1 kwietnia NFZ płaci 60 proc. za gastroskopię i kolonoskopię oraz 50 proc. za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową wykonywane ponad limit określony w kontraktach. Resztę pieniędzy musi znaleźć szpital.
O tym, jak coraz bardziej dramatyczna staje się sytuacja w placówkach ochrony zdrowia, jeszcze w marcu ostrzegała Naczelna Izba Lekarska. Rzecznik podawał wtedy, że już kilkanaście placówek wykonujących badania endoskopowe czy diagnostykę obrazową zgłosiło wyczerpanie kontraktów z NFZ na ten rok i ograniczyło przyjmowanie pacjentów.
Fot. NFZ/PAP arch.
Tomasz Wypych





Komentarze
Pokaż komentarze (5)