To miała być gigantyczna afera za PiS. Prokuratura z hukiem umarza śledztwo

Redakcja Redakcja Śledztwa Obserwuj temat Obserwuj notkę 26
W Centrum Badawczym Łukasiewicz w latach 2023-2024 miało dojść do nieprawidłowości finansowych w sprawie zawierania umów i aneksów z dyrektorami instytutów oraz naruszenia przepisów tzw. ustawy kominowej.- alarmowali politycy KO i Lewicy. Prokuratura wszczęła śledztwo w październiku 2024 roku. Finalnie okazało się, że nie stwierdziła przestępstwa.

Śledztwo zostało zakończone 29 maja 2026 r. Prokurator uznał, że analizowane działania nie zawierały znamion czynu zabronionego, a były prezes instytucji działał z należytą starannością i w interesie kierowanej przez siebie organizacji.

Medialna afera wokół Centrum Łukasiewicz. Stawiano poważne zarzuty

Postępowanie obejmowało okres od marca 2023 r. do stycznia 2024 r. Śledczy analizowali pięć umów oraz trzydzieści aneksów do umów o zarządzanie instytutami Sieci Badawczej Łukasiewicz.

Według zawiadomienia złożonego przez obecne kierownictwo Centrum Łukasiewicz zapisy zawarte w dokumentach miały zapewniać dyrektorom instytutów i ich zastępcom zbyt wysokie korzyści finansowe. Wątpliwości budziły między innymi wydłużone okresy wypowiedzenia oraz dodatkowe świadczenia związane z rozwiązaniem stosunku pracy.

Śledztwo zostało wszczęte 9 października 2024 r. po zawiadomieniu złożonym przez nowego prezesa Centrum Łukasiewicz.

Prokuratura: nie było niegospodarności ani działania na szkodę instytucji

Jak wynika z komunikatu, analiza zgromadzonego materiału dowodowego doprowadziła do wniosku, że były prezes Centrum Łukasiewicz działał w dobrej wierze i starał się wypracować rozwiązania korzystne zarówno dla instytutów, jak i ich kadry zarządzającej.

Prokurator uznał, że celem zmian nie było zapewnienie kierownictwu instytutów nadmiernych korzyści finansowych, lecz zagwarantowanie stabilności zatrudnienia oraz ograniczenie ryzyka arbitralnych zwolnień.

W ocenie śledczych nie doszło również do niegospodarności. W uzasadnieniu wskazano, że działania miały służyć zwiększeniu konkurencyjności Sieci Badawczej Łukasiewicz na rynku oraz zatrzymaniu wysoko wykwalifikowanych specjalistów w instytucji. Nieprawidłowości nie wykazała także późniejsza kontrola ministerialna. Postanowienie nie jest prawomocne. Centrum Łukasiewicz może złożyć zażalenie do sądu.

KO i Lewica mówiły o aferze w Sieci Badawczej Łukasiewicz

Sprawa stała się głośna po publikacji wyników audytu przedstawionych w 2024 r. przez posłów Koalicji Obywatelskiej i Lewicy. Posłanka Dorota Olko oraz poseł Adrian Witczak przekonywali, że w funkcjonowaniu Sieci Badawczej Łukasiewicz występowały liczne nieprawidłowości wymagające wyjaśnienia przez organy ścigania.

Według prezentowanych wówczas ustaleń audytu liczba stanowisk administracyjnych miała rosnąć kosztem etatów badawczych. Wskazywano również na wysokie wynagrodzenia kadry kierowniczej, które według polityków sięgały nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Dodatkowo audyt miał wykazać problemy związane z dokumentacją i ewidencją umów, a także rozbieżności dotyczące przychodów z działalności komercjalizacyjnej. Według przedstawicieli KO i Lewicy część danych mogła być zawyżana, co ich zdaniem wymagało szczegółowej kontroli. 


Sieć Badawcza Łukasiewicz - dzieło rządu Morawieckiego

Sieć Badawcza Łukasiewicz została utworzona w 2019 roku jako jeden z elementów Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, określanej również jako "plan Morawieckiego". Obecnie tworzą ją 22 instytuty badawcze działające w 12 polskich miastach.

Instytucja stała się pomostem między światem nauki a biznesem, wspierając wdrażanie nowych technologii i rozwój innowacyjnych projektów. Nadzór nad Centrum Łukasiewicz sprawuje minister nauki i szkolnictwa wyższego, natomiast za funkcjonowanie instytutów odpowiada prezes Centrum.  


Fot. Centrum Nauki Łukasiewicz w Jasionce/East News

Red.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj26 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo