Bardzo się cieszę, że poruszony przeze mnie temat wywołał pewne zainteresowanie. Ta notka przedstawia odpowiedzi na argumenty przeciw jednomandatówkom:
Argument pierwszy - Poseł ma być reprezentantem całego narodu:
To Sejm, Senat i Prezydent jako całość są Zgromadzeniem Narodowym. Wiem - to nazwa odrębnej instytucji, jednak dobrze oddaje zasadę na jakiej funkcjonują te organy: pojedyńczy poseł czy senator jest w takiej samej mierze przedstawicielem narodu, jak i społeczności lokalnej. Dokładniej - reprezentuje cząstkę narodu zamieszkującą dany okręg. Jak zresztą może być inaczej? Poseł z Warszawy nie zna problemów Szczecina. Zainteresowanie posłów sprawami ogólnopaństwowymi zostanie wymuszone przez prosty fakt, że zarówno oni, jak i ich wyborcy żyją w tym państwie. Ponadto interesy lokalne będą
w dużej mierze znosić się ze sobą. Gdyby politycy mieli reprezentować wyłącznie naród jako całość, to po co w ogóle podział na okręgi? Niech 38 milionów Polaków odda głos na partię, partie dostaną proporcjonalną liczbę miejsc w Sejmie i rozdzielą mandaty. Podoba się? Mnie nie bardzo.
Argument drugi - Parlament byłby niereprezentatywny:
Jeśli przy ordynacji jednomandatowej Sejm byłby niereprezentatywny, to teraz jest nadreprezentatywny. Partie bez 5% poparcia w nim nie zasiadają, zaś te, które osiągną więcej niż kilkanaście procent - mają więcej mandatów niż procentowo wyborców.
Argument trzeci - Będziemy mieli samych Stokłosów:
To nie jest wina okręgów jednomandatowych, że ludzie nie potrafili zorganizować opozycji i wybrać innego kandydata. Nikt im tego nie bronił. Głosowanie jest w końcu tajne, więc i o zastraszaniu trudno mówić, raczej maraźmie i braku wiary w system.
Argument pierwszy - Poseł ma być reprezentantem całego narodu:
To Sejm, Senat i Prezydent jako całość są Zgromadzeniem Narodowym. Wiem - to nazwa odrębnej instytucji, jednak dobrze oddaje zasadę na jakiej funkcjonują te organy: pojedyńczy poseł czy senator jest w takiej samej mierze przedstawicielem narodu, jak i społeczności lokalnej. Dokładniej - reprezentuje cząstkę narodu zamieszkującą dany okręg. Jak zresztą może być inaczej? Poseł z Warszawy nie zna problemów Szczecina. Zainteresowanie posłów sprawami ogólnopaństwowymi zostanie wymuszone przez prosty fakt, że zarówno oni, jak i ich wyborcy żyją w tym państwie. Ponadto interesy lokalne będą
w dużej mierze znosić się ze sobą. Gdyby politycy mieli reprezentować wyłącznie naród jako całość, to po co w ogóle podział na okręgi? Niech 38 milionów Polaków odda głos na partię, partie dostaną proporcjonalną liczbę miejsc w Sejmie i rozdzielą mandaty. Podoba się? Mnie nie bardzo.
Argument drugi - Parlament byłby niereprezentatywny:
Jeśli przy ordynacji jednomandatowej Sejm byłby niereprezentatywny, to teraz jest nadreprezentatywny. Partie bez 5% poparcia w nim nie zasiadają, zaś te, które osiągną więcej niż kilkanaście procent - mają więcej mandatów niż procentowo wyborców.
Argument trzeci - Będziemy mieli samych Stokłosów:
To nie jest wina okręgów jednomandatowych, że ludzie nie potrafili zorganizować opozycji i wybrać innego kandydata. Nikt im tego nie bronił. Głosowanie jest w końcu tajne, więc i o zastraszaniu trudno mówić, raczej maraźmie i braku wiary w system.
Argument czwarty - Nastąpi inflacja obietnic wyborczych:
Argument piąty - Nie należy demonizować roli partii - są one narzędziami dodatkowej weryfikacji:
Jeśli obecna sytuacja polityczna jest wynikiem dodatkowej weryfikacji partyjnej, to ja dziękuję. Uważam, że owszem, partie weryfikują swoich członków - pod kątem lojalności. Jednak, o czym już pisałem - lojalność wobec partii staje się nadrzędna w stosunku do lojalności wobec wyborców. Członków partii ma łączyć wspólna wizja polityczna, nie system układów i zasada: mierny, ale wierny.
Argument szósty, chyba najmocniejszy - ludzie chcą się identyfikować z programem partii:
Podzielam ten pogląd, tylko... okręgi jednomandatowe również to umożliwiają. Z kilku - kilkunastu kandydatów na danej liście partyjnej praktycznie zawsze da się wybrać jednego sensownego, zwłaszcza, gdy partie będą zmuszone właśnie takich sensownych ludzi wystawiać. Różnica będzie polegała na tym, że na plecach ulubieńców elektoratu nie wjadą sobiepanowie z elit partyjnych, których jedyną zasługą jest łaska kierownictwa.
Argument siódmy - Rozliczanie posłów będzie wyglądać jak rozliczanie prezydentów:
Prezydent RP nie ma zbyt dużo realnej władzy wykonawczej, pełni głównie funkcję reprezentanta kraju. Posłowie mają tej władzy więcej, zwłaszcza ci z koalicji rządzącej. Prezydent wybierany jest przez cały naród i w związku z tym szafuje obietnicami ogólnymi. Posłowie będą obiecywać konkretne rzeczy elektoratowi ze swojego okręgu. Prezydent moze urzędować dwie dłuższe kadencje, posłowie dowolną ilość, ale czteroletnich - zatem mają większą motywację by realizować swoje obietnice. Prezydent staje się apartyjny na czas pełnienia funkcji, co teoretycznie rozluźnia jego związki z popierającą go partią, posłowie wciąż będą członkami partii, i wciąż (choć nie w takim stopniu jak teraz) będą zobowiązani do działania na jej korzyść - czyli dbania o zadowolenie elektoratu.
Argument ósmy, ostatni, jest wbrew intencjom jednego z moich interlokutorów, argumentem ZA okręgami jednomandatowymi - Dziś wielu posłów zasiada w Sejmie po raz kolejny, mimo, że nic nie zdziałali:
W dużym stopniu dzieje się tak właśnie ze względu na brak okręgów jednomandatowych - jeśli ludzie, o których mowa, cieszą się łaskawością kierownictwa partii, w wypadku jej sukcesu dostaną się do Sejmu niezależnie od sympatii wyborców dla tej konkretnej osoby.
Na koniec uwaga: skorzystanie przez nas, jako wyborców, z dobrodziejstw okręgów jednomandatowych wymaga tylko jednej ważnej rzeczy - aktywności obywatelskiej (patrz notka "Do jasnej cholery"). W przeciwnym wypadku może naprawdę zafundujemy sobie jakiegoś własnego Henryczka...
W ramach bonusu :-) wkleiłem fragment wywiadu z prof. Normanem Daviesem na temat lustracji w Polsce - głównie dlatego, że go szanuję za wyważony, bezstronny i jednak dość fachowy głos na temat spraw polskich:
"Rafał Kalukin: Czy dostał Pan już oświadczenie lustracyjne z Polski?
Norman Davies: Żadna koperta dotąd do mnie nie doszła. Jeszcze nie mam więc dylematu, czy wypełnić to oświadczenie.
Co Pan zrobi, gdy w końcu przyjdzie?
- Niech się pan domyśli.
Domyślam się. W rozmowie z "Daily Telegraph" powiedział Pan, że lustracja w Polsce to albo farsa, albo krok ku autorytaryzmowi.
- Niestety, dziennikarz, z którym rozmawiałem, nie zacytował precyzyjnie moich słów. Postaram się więc przedstawić moje zdanie raz jeszcze.
Nieraz pisałem, że rozrachunek z dawnym systemem jest w Polsce potrzebny. Niestety, obowiązujący obecnie model lustracji te rozrachunki dyskredytuje. Ta ustawa jest niewykonalna i potencjalnie represyjna. Każdy podlegający lustracji, kto nie wypełni oświadczenia lustracyjnego, może na dziesięć lat stracić prawo wykonywania swego zawodu. W wielu przypadkach może to oznaczać utratę środków do życia. Nie wiem, jakie przestępstwa są tak surowo karane.
Inna sprawa, że te rygorystyczne przepisy mogą się okazać niewykonalne. Jeśli tak się stanie, lustracja w Polsce zostanie ostatecznie zdyskredytowana.
Czy naprawdę, jak pisał "DT", uważa Pan, że ta ustawa godzi w polską demokrację i prowadzi do autorytaryzmu?
- Jeśli jakiś rząd - obojętne: Polska, Wenezuela czy Albania - próbuje wprowadzić w życie niewykonalną ustawę, poniesie fiasko. Jeśli zaś spróbuje wymusić jej realizację siłą, będzie to środek autorytarny."
Istnieje takie niebezpieczeństwo, ale... już mamy z nią do czynienia, tyle, że na poziomie partii - patrz moja wypowiedź o ogólności obietnic partyjnych. Do tego obecnie ta inflacja jest bardziej bezkarna - ludzie szybciej zmieniają
sympatie do poszczególnych polityków, niż do całych partii. Jeśli ktoś zechce zasiadać w sejmie dłużej niż jedną kadencję, będzie musiał siłą rzeczy swoje obietnice realizować. Będzie to egzamin ze skuteczności.Argument piąty - Nie należy demonizować roli partii - są one narzędziami dodatkowej weryfikacji:
Jeśli obecna sytuacja polityczna jest wynikiem dodatkowej weryfikacji partyjnej, to ja dziękuję. Uważam, że owszem, partie weryfikują swoich członków - pod kątem lojalności. Jednak, o czym już pisałem - lojalność wobec partii staje się nadrzędna w stosunku do lojalności wobec wyborców. Członków partii ma łączyć wspólna wizja polityczna, nie system układów i zasada: mierny, ale wierny.
Argument szósty, chyba najmocniejszy - ludzie chcą się identyfikować z programem partii:
Podzielam ten pogląd, tylko... okręgi jednomandatowe również to umożliwiają. Z kilku - kilkunastu kandydatów na danej liście partyjnej praktycznie zawsze da się wybrać jednego sensownego, zwłaszcza, gdy partie będą zmuszone właśnie takich sensownych ludzi wystawiać. Różnica będzie polegała na tym, że na plecach ulubieńców elektoratu nie wjadą sobiepanowie z elit partyjnych, których jedyną zasługą jest łaska kierownictwa.
Argument siódmy - Rozliczanie posłów będzie wyglądać jak rozliczanie prezydentów:
Prezydent RP nie ma zbyt dużo realnej władzy wykonawczej, pełni głównie funkcję reprezentanta kraju. Posłowie mają tej władzy więcej, zwłaszcza ci z koalicji rządzącej. Prezydent wybierany jest przez cały naród i w związku z tym szafuje obietnicami ogólnymi. Posłowie będą obiecywać konkretne rzeczy elektoratowi ze swojego okręgu. Prezydent moze urzędować dwie dłuższe kadencje, posłowie dowolną ilość, ale czteroletnich - zatem mają większą motywację by realizować swoje obietnice. Prezydent staje się apartyjny na czas pełnienia funkcji, co teoretycznie rozluźnia jego związki z popierającą go partią, posłowie wciąż będą członkami partii, i wciąż (choć nie w takim stopniu jak teraz) będą zobowiązani do działania na jej korzyść - czyli dbania o zadowolenie elektoratu.
Argument ósmy, ostatni, jest wbrew intencjom jednego z moich interlokutorów, argumentem ZA okręgami jednomandatowymi - Dziś wielu posłów zasiada w Sejmie po raz kolejny, mimo, że nic nie zdziałali:
W dużym stopniu dzieje się tak właśnie ze względu na brak okręgów jednomandatowych - jeśli ludzie, o których mowa, cieszą się łaskawością kierownictwa partii, w wypadku jej sukcesu dostaną się do Sejmu niezależnie od sympatii wyborców dla tej konkretnej osoby.
Na koniec uwaga: skorzystanie przez nas, jako wyborców, z dobrodziejstw okręgów jednomandatowych wymaga tylko jednej ważnej rzeczy - aktywności obywatelskiej (patrz notka "Do jasnej cholery"). W przeciwnym wypadku może naprawdę zafundujemy sobie jakiegoś własnego Henryczka...
W ramach bonusu :-) wkleiłem fragment wywiadu z prof. Normanem Daviesem na temat lustracji w Polsce - głównie dlatego, że go szanuję za wyważony, bezstronny i jednak dość fachowy głos na temat spraw polskich:
"Rafał Kalukin: Czy dostał Pan już oświadczenie lustracyjne z Polski?
Norman Davies: Żadna koperta dotąd do mnie nie doszła. Jeszcze nie mam więc dylematu, czy wypełnić to oświadczenie.
Co Pan zrobi, gdy w końcu przyjdzie?
- Niech się pan domyśli.
Domyślam się. W rozmowie z "Daily Telegraph" powiedział Pan, że lustracja w Polsce to albo farsa, albo krok ku autorytaryzmowi.
- Niestety, dziennikarz, z którym rozmawiałem, nie zacytował precyzyjnie moich słów. Postaram się więc przedstawić moje zdanie raz jeszcze.
Nieraz pisałem, że rozrachunek z dawnym systemem jest w Polsce potrzebny. Niestety, obowiązujący obecnie model lustracji te rozrachunki dyskredytuje. Ta ustawa jest niewykonalna i potencjalnie represyjna. Każdy podlegający lustracji, kto nie wypełni oświadczenia lustracyjnego, może na dziesięć lat stracić prawo wykonywania swego zawodu. W wielu przypadkach może to oznaczać utratę środków do życia. Nie wiem, jakie przestępstwa są tak surowo karane.
Inna sprawa, że te rygorystyczne przepisy mogą się okazać niewykonalne. Jeśli tak się stanie, lustracja w Polsce zostanie ostatecznie zdyskredytowana.
Czy naprawdę, jak pisał "DT", uważa Pan, że ta ustawa godzi w polską demokrację i prowadzi do autorytaryzmu?
- Jeśli jakiś rząd - obojętne: Polska, Wenezuela czy Albania - próbuje wprowadzić w życie niewykonalną ustawę, poniesie fiasko. Jeśli zaś spróbuje wymusić jej realizację siłą, będzie to środek autorytarny."


Komentarze
Pokaż komentarze (26)