Uważam, że wprowadzenie cezusów wyborczych nie szkodzi idei demokracji.
W chwili obecnej większość, jeśli nie wszystkie, państwa demokratyczne utrzymują tylko jeden cezus. Wymóg pełnoletności. Wprowadzanie bowiem jakichkolwiek innych ograniczeń uważa się, jak rozumiem, za wypaczanie idei demokracji. Otóż, moim zdaniem, niekoniecznie jest to prawdą. Bez naruszania reguł demokratycznych, możliwe i pożądane jest, uważam,
wprowadzenie dwóch cezusów wyborczych, których efektem byłoby podniesienie prestiżu czynnego prawa wyborczego, eliminacja najbardziej aspołecznych jednostek z procesu elekcji, ale jednocześnie zapewnienie możliwości uzyskania statusu wyborcy każdemu pragnącemu tego członkowi społeczeństwa.
Cezus wykształcenia. Należało by się zastanowić jakie wykształcenie można uznać za dostępne dla wszystkich, niezależnie od poziomu inteligencji (oczywiście chodzi tu o normalną inteligencję w sensie medycznym – czyli powyżej granicy kretynizmu), a jednocześnie wymuszające u obywateli pewne minimum wiedzy oraz zaangażowania w zdobycie tejże. Czynne prawo wyborcze powinno bowiem być dostępne dla wszystkich – nie oznacza to jednak, że ma być nadawane z automatu. Spotkałem się z opiniami – sam zresztą tak kiedyś uważałem - że cezusem tym powinno być wykształcenie średnie. Ponieważ jednak ograniczenia w prawie wyborczym nie mogą eliminować z życia publicznego na skutek czynników obiektywnych, co byłoby zaprzeczeniem zasad demokracji, wydaje mi się, że złotą miarą jeśli chodzi o ten cezus, będzie wykształcenie pogimnazjalne zawodowe lub średnie.
Cezus dochodów. Istotą wprowadzenia tego ograniczenia byłoby nie zamknięcie możliwości wyboru władz państwa dla wszystkich poza jakąś elitą, a zmotywowanie obywateli do podjęcia legalnej pracy oraz niejako „nagrodzenie” ich możliwością głosowania, w zamian za ciężary finansowe ponoszone przez nich na funkcjonowanie państwa. Dlatego, moim zdaniem, progiem umożliwiającym głosowanie powinien być średni roczny dochód na poziomie płacy minimalnej określany na podstawie deklaracji podatkowej PIT. Wyłączenia obejmowałyby: zasiłki społeczne wypłacane przez więcej niż sześć miesięcy (za wyjątkiem osób na urlopach wychowawczych i macieżyńskich), renty wypłacane osobom, co do których orzeczono najniższy stopień niezdolności do pracy (renciści III grupy), wszystkie świadczenia emerytalne wypłacane bez osiągnięcia pełnego okresu pracy wymaganego przepisami – głównie wcześniejsze emerytury, osoby prowadzące działalność gospodarczą a wykazujące straty w ciągłym okresie powyżej dwóch lat (okresie łącznym powyżej 4 lat), osoby które uzyskały jednorazowe dochody, o ile nie uczyniły z nich źródła stałych zysków na poziomie płacy minimalnej w stosunku rocznym.
Ewentualnie wyłączenie ww. cezusów byłoby orzekane indywidualnie przez okręgowe komisje wyborcze, na podstawie dokumentów uzasadniających takie działanie.
Na koniec uwaga: wszystkie ograniczenia o których wspomniałem, dotyczyły by tylko wyborów parlamentarnych i prezydenckich. W wyborach samorządowych żadne cezusy nie mogą mieć, moim zdaniem, zastosowania.
W chwili obecnej większość, jeśli nie wszystkie, państwa demokratyczne utrzymują tylko jeden cezus. Wymóg pełnoletności. Wprowadzanie bowiem jakichkolwiek innych ograniczeń uważa się, jak rozumiem, za wypaczanie idei demokracji. Otóż, moim zdaniem, niekoniecznie jest to prawdą. Bez naruszania reguł demokratycznych, możliwe i pożądane jest, uważam,
wprowadzenie dwóch cezusów wyborczych, których efektem byłoby podniesienie prestiżu czynnego prawa wyborczego, eliminacja najbardziej aspołecznych jednostek z procesu elekcji, ale jednocześnie zapewnienie możliwości uzyskania statusu wyborcy każdemu pragnącemu tego członkowi społeczeństwa.
Cezus wykształcenia. Należało by się zastanowić jakie wykształcenie można uznać za dostępne dla wszystkich, niezależnie od poziomu inteligencji (oczywiście chodzi tu o normalną inteligencję w sensie medycznym – czyli powyżej granicy kretynizmu), a jednocześnie wymuszające u obywateli pewne minimum wiedzy oraz zaangażowania w zdobycie tejże. Czynne prawo wyborcze powinno bowiem być dostępne dla wszystkich – nie oznacza to jednak, że ma być nadawane z automatu. Spotkałem się z opiniami – sam zresztą tak kiedyś uważałem - że cezusem tym powinno być wykształcenie średnie. Ponieważ jednak ograniczenia w prawie wyborczym nie mogą eliminować z życia publicznego na skutek czynników obiektywnych, co byłoby zaprzeczeniem zasad demokracji, wydaje mi się, że złotą miarą jeśli chodzi o ten cezus, będzie wykształcenie pogimnazjalne zawodowe lub średnie.
Cezus dochodów. Istotą wprowadzenia tego ograniczenia byłoby nie zamknięcie możliwości wyboru władz państwa dla wszystkich poza jakąś elitą, a zmotywowanie obywateli do podjęcia legalnej pracy oraz niejako „nagrodzenie” ich możliwością głosowania, w zamian za ciężary finansowe ponoszone przez nich na funkcjonowanie państwa. Dlatego, moim zdaniem, progiem umożliwiającym głosowanie powinien być średni roczny dochód na poziomie płacy minimalnej określany na podstawie deklaracji podatkowej PIT. Wyłączenia obejmowałyby: zasiłki społeczne wypłacane przez więcej niż sześć miesięcy (za wyjątkiem osób na urlopach wychowawczych i macieżyńskich), renty wypłacane osobom, co do których orzeczono najniższy stopień niezdolności do pracy (renciści III grupy), wszystkie świadczenia emerytalne wypłacane bez osiągnięcia pełnego okresu pracy wymaganego przepisami – głównie wcześniejsze emerytury, osoby prowadzące działalność gospodarczą a wykazujące straty w ciągłym okresie powyżej dwóch lat (okresie łącznym powyżej 4 lat), osoby które uzyskały jednorazowe dochody, o ile nie uczyniły z nich źródła stałych zysków na poziomie płacy minimalnej w stosunku rocznym.
Ewentualnie wyłączenie ww. cezusów byłoby orzekane indywidualnie przez okręgowe komisje wyborcze, na podstawie dokumentów uzasadniających takie działanie.
Na koniec uwaga: wszystkie ograniczenia o których wspomniałem, dotyczyły by tylko wyborów parlamentarnych i prezydenckich. W wyborach samorządowych żadne cezusy nie mogą mieć, moim zdaniem, zastosowania.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)