1 obserwujący
46 notek
22k odsłony
  1020   0

„Ty chromski Pepiki” – czyli dziękujmy, a nie warczmy


 Miniony weekend był dla piszącego te słowa pierwszą od dawna okazją wysłuchiwania narzekań na „chromskich Pepików” przez których jak wiadomo ceny wszystkie (zwłaszcza jedzenia) są znów. skokowo wręcz, wyższe. Przyznam, że nigdy nie rozumiałem sensu tego narzekania, a nawet budziło ono, i budzi nadal, moją irytację.

 Ludzie narzekają na oczywistą sytuację: są klienci z zewnątrz i gotówka o dużo większej sile nabywczej niż miejscowa waluta – logiczne, że ceny będą wyższe. Zwykła ekonomia – życiowa, nie marketingowa. Mieć do tego pretensje, to jak mieć pretensje do tygrysa, że nie chce jeść trawy.

 Zamiast jałowych pretensji chętnie powitałbym chwilę zastanowienia nad pytaniem: „Dlaczego w ogóle ceny są u nas wyższe?”, a odpierwiastkowanie się od Bogu ducha winnych sąsiadów zza Olzy.

 Główna przyczyna zjawiska jest banalnie prosta. To przede wszystkim radosna polityka władzy. I tej centralnej, dzięki której drobni przedsiębiorcy coraz częściej muszą zaprzątać sobie głowy jak przełożyć podwyżki cen energii, paliw i wszelkiego rodzaju obciążeń podatkowych na przystępne dla klientów ceny oraz jak utrzymać się w obliczu konkurencji ewidentnie faworyzowanych wielkopowierzchniowych marketów i sieciówek.  I tej lokalnej, dzięki której Cieszyn od lat stanowi curisum ekonomiczne, ze stawkami czynszy, podatków i opłat lokalnych i cen nieruchomości na poziomie dużego miasta.

 Istniało kiedyś powiedzenie „granica żywi, granica ubiera”. W Cieszynie już od dawna miałoby ono wydźwięk ponurego żartu, bo w obie stroni nijak nie działa od dawna. Tym niemniej zamiast warczeć na „chromskich Pepików” - dziękujmy, że jeszcze w ogóle chcą kupować w Cieszynie. Bo gdyby nie oni – ilu lokalnych przedsiębiorców musiałoby zwinąć swoje interesy, a zatrudniani przez nich pracownicy straciliby pracę, zasilając grono bezrobotnych?

 A przed lokalnymi przedsiębiorcami, którzy pomimo radosnej polityki władzy – i tej centralnej, i tej lokalnej miejskiej, czy powiatowej – zdejmuję kapelusz i kłaniam się w pas z wyrazami szacunku i podziwu. Że robią co mogą, aby utrzymać swe przedsiębiorstwa. W swoim i naszym interesie.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka