27 obserwujących
214 notek
373k odsłony
  625   1

Interesy do załatwienia, a nie wychwalanie korzyści lub kosztów UE

O bilansie integracji z UE mówi się u nas zazwyczaj podkreślając albo koszty, albo korzyści. Czasem pojawiają się bardziej akademickie głosy modelujące wpływ przystąpienia do UE na nasz PKB. Wszystkie trzy sposoby patrzenia pomijają co najważniejsze: jak bardziej skorzystać na udziale w UE. Kłótnia chwalących korzyści i ganiących koszty UE przynosi tylko większe uznanie kłócącym się. Nam nic nie załatwia. Mamy ogromne korzyści. Ale mamy też koszty. Warto szacować jedne i drugie. Choć każdy rozsądny człowiek wie, że korzyści są znacznie większe od kosztów. Bardziej pożyteczne będzie spowodować, by korzyści były większe, a koszty mniejsze. Tak rozwijać naszą gospodarkę i tak wpływać na UE by możliwie mocno skorzystać.

Zwłaszcza to drugie: wpływanie na sposób działania UE jest ważne. Państwa jądra UE tak ustawiają reguły integracji by na nich jak najbardziej korzystać. A gdy my pomimo nierównych reguł korzystamy więcej niż się spodziewali to państwa jądra UE łamią reguły na które się umówiliśmy.

Naszym politykom i publicystom łatwiej okładać się retorycznie „polexitem”. Polexitowa dyskusja zaczęła się od tego, że opozycja, która jak nie miała, tak nadal nie ma pomysłu na Polskę zauważyła, że w sondażach zdecydowana większość Polaków popiera naszą obecność w UE. Zaczęli więc okładać PiS zarzutem „polexitu” jak pałką i nasilać to retoryczne pałowanie wedle kalendarza politycznego: image


 Część obozu rządzącego z zarzutu zrobiła powód do dumy. Zyskaliśmy tym sposobem polityczne i dziennikarskie perpetuum mobile: jedni zarzucają polexit, a drudzy są z dumni z krzyczenia o polexit. Uczestnicy tego retorycznego pojedynku są zadowoleni. Łatwiej im przerzucać się polexitem niż skutecznie walczyć o nasze interesy.

Wymagać jednak należy od jednych i drugich odpowiedzi choćby na te pytania:

– kiedy nasi rolnicy będą dostawać dopłaty na równych zasadach z rolnikami zachodnimi?!

– kiedy wolny przepływ usług będzie tak samo dobrze funkcjonował jak wolny przepływ towarów?!

– kiedy do oceny organizacji sądów na zachodzie UE i na wschodzie będą przykładane równe miary?!

– jak odeprzemy niemiecki sabotaż naszych planów budowy elektrowni jądrowych?

To, że korzystamy na przystąpieniu do rynku UE jest oczywiste. Mniej oczywiste i ciekawsze jest: jak i dlaczego błędne myślenie o gospodarczych kosztach i korzyściach tak często i głośno się utrzymuje.

Nie jest to w państwach peryferium nowe zjawisko. W latach 1940-60ych latynoamerykańscy ekonomiści odrzucali podstawowe założenie ekonomii, jako niemające zastosowania do ich specyficznych warunków. Na prawdziwej choć ograniczonej podstawie faktycznej wyciągali fałszywe wnioski. A na tych fałszywych wnioskach następnie zbudowano programy polityczne, które na dekady pogrążyły latynoamerykę w biedzie.

Obserwacje Ragnara Nurksea czy Arthura W. Lewisa o „rezerwowej armii bezrobotnych”, która utrudnia wzrost płac wraz z rozwojem przemysłu w biednych a ludnych regionach miały oparcie w badaniach. Ugruntowane w empirii teoretyzowanie Alexandra Gerschenkrona, o tym że późne uprzemysłowienie różni się od pierwszego uprzemysłowienia ostało się do dziś dzień w nauce ekonomii. Obserwacje Hansa Singera i Raula Prebischa, że relacje cen eksportu do cen importu dla Ameryki Południowej systematycznie się pogarszają choć okazały się ograniczone do okresu poddanemu obserwacji – nie były zupełnie błędne

Te pierwsze teksty o Latynoameryce były hipotezami do sprawdzenia. A w późniejszej praktyce stały się politycznymi młotami. Poprawne lub częściowo poprawne obserwacje wycinka życia gospodarczego zostały przekute w bardziej stanowcze wnioski typu, że handel biednego południa z bogatą północą nie jest źródłem rozwoju południa. Kapitalizm jako taki uznano za źródło zapóźnienia rozwojowego Latynoameryki, a burżuazję kompradorską uzależnioną od USA uznano za przeszkodę rozwoju, którą należy obalić na drodze rewolucji ludowej. Brzmi znajomo?

Dziś wiemy, że gospodarcze interesy amerykańskich biznesmenów i polityczne amerykańskiej władzy bywały sprzeczne z interesami latynoamerykańskimi. Zwłaszcza w mniejszych i słabszych państwach regionu. Dziś mamy w miarę pełny obraz przemocy, przekupstwa i interwencji CIA, amerykańskiej władzy i biznesu wobec państw południa.

Rozumiemy też jak w świetle tych nacisków i interwencji hipotezy ekonomistów o rozwoju zależnym stały się orężem ideologicznym. Użyte zostały do mobilizowanie oporu. Jednak jako diagnoza i plan rozwoju były porażką. Ułatwiły elicie i kontrelicie przywodzenie konfliktowi. Ale nie dały rozwoju społeczeństwom Latynoameryki.

Dla nas wniosek, że skutecznie walczyć o nasze interesy znaczy widzieć pełnię zrealizowanych oraz możliwych kosztów i korzyści. Nie uciekać w retoryczne wzmożenie, gdy są konkretne interesy do załatwienia. Zamiast kibicować pałującym się polexitem – pytać kiedy nasi rolnicy będą dostawać dopłaty na równych zasadach z rolnikami zachodnimi? kiedy wolny przepływ usług będzie tak samo dobrze funkcjonował jak wolny przepływ towarów? itd!

Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka