Niektórzy z piszących na s24 bronią jako rzetelnego wyniku wyborów samorządowych 2014 roku podanego przez PKW twierdząc, że niemożliwe jest sfałszowanie 2-3 milionów głosów w skali kraju.
Niektórzy twierdzą, że akt fałszowania w komisjach np. przez dostawianie krzyżyków był niemożliwy, bowiem np. przy liczeniu głosów nikt z członków komisji nie mógł mieć w ręku długopisu.
Inni obliczają, jaka armia fałszujących członków komisji wyborczych potrzebna by była do tego fałszowania, jakie armie członków komisji i mężów zaufania musiały by udawać, że fałszowania nie widzą.
Cóż...
Niektórym zapewne autentycznie brak wyobraźni, by sobie pewne rzeczy wyobrazić.
Niektórzy mają zapewne zakaz wyobrażania sobie jakiegokolwiek fałszowania wyborów, a już z pewnością nie wolno im o tym tutaj pisać.
Niektórym wolno wyłącznie bronić wyborów jako rzetelnych, no, może trochę bałaganiarskich.
Ja fałszowanie wyborów w komisjach łatwo mogę sobie wyobrazić.
Na przykład tak:
Niedziela, 16 listopada 2014 roku, godzina 21:00
Lokal wyborczy opuściły wszystkie osoby postronne.
Komisja (np. 7. osobowa) ma zacząć procedurę liczenia głosów. W komisji jest 1 (jedna) osoba, która zamierza fałszować wybory, np te do sejmiku wojewódzkiego.
I
Komisja otwiera urnę, wysypuje karty/książeczki z głosami na jeden duży stół. Jest ich ok. 1500, (to mniej więcej średnia na komisję w skali kraju przy frekwencji ok 50% , choć w Warszawie było więcej, bo były 4 karty/książeczki), ok. 500 z nich to karty-książeczki „sejmikowe”.
Wokół stołu stoją lub siedzą wszyscy członkowie komisji.
Fałszerz ustawia się tak, by być przy krótszym boku stołu (może w ten sposób nie mieć tuż obok siebie, ramię w ramię, innego członka komisji, ułatwi mu to obserwację innych członków komisji) a przede wszystkim tak, by jeśli to możliwe nie mieć za plecami męża zaufania (jeśli w ogóle był/byli w komisji).
Karty dzielą wszyscy, w pierwszym kroku procedury liczenia głosów karty dzielone są np. wg kolorów i odkładane na 3 jednokolorowe sterty (pomijam tu przypadek Warszawy).
Fałszerz ma w dłoni..., nie, nie ten osławiony, normalny, z daleka widoczny długopis, lecz np. przyciętą na odpowiednią długość końcówkę wkładu do długopisu, końcówkę łatwo dającą się ukryć nawet w małej dłoni, może nawet zmyślnie przymocowaną , przyklejoną między palcami tak, by nie wypadła, a pisała pewnie.
Ale przecież można też sobie wyobrazić inne mini narzędzie do stawiania krzyżyków przygotowane specjalnie by fałszować. Pomysłowość fałszerzy nie zna granic.
Wszyscy koncentrują się na swojej pracy, śpieszą się, chociaż oczywiście kątem oka mogą widzieć, co robią pozostali członkowie komisji. Wszyscy są już na nogach co najmniej od 6 rano, wszyscy zmęczeni, trochę rozkojarzeni.
Wszyscy poza fałszerzem podnoszą karty wyborcze ze stołu „jak leci”.
Fałszerz już na tym etapie wybiera ze sterty najczęściej karty-książeczki z głosami „sejmikowymi”. Dla niepoznaki wybiera też inne kolory, ale znacznie rzadziej.
Tylko ktoś bardzo spostrzegawczy, kto by fałszerza bacznie, cały czas obserwował mógłby zauważyć ten proceder. A pamiętajmy, że wszyscy obecni przy liczeniu głosów są już ponad 15 godzin w pracy w komisji.
Kartę-książeczkę z głosem w wyborach do sejmiku fałszerz trzyma tak, że nikt poza nim nie może widzieć jej pierwszej strony.
Nim fałszerz odłoży kartę na odpowiednią z trzech jednokolorowych stert, niepostrzeżenie stawia krzyżyk na pierwszej stronie niektórych z kart, powiedzmy co dziesiątej, bo na więcej nie ma czasu, musi wykorzystywać chwile, kiedy jest pewien, że nikt go nie obserwuje.
Fałszerz robi krzyżyk niewielkim ruchem palców między którymi ma ukrytą np. tę końcówkę wkładu do długopisu, tylko ktoś bardzo spostrzegawczy może to dostrzec.
Tymczasem każdy z pozostałych 6 członków komisji koncentruje się głównie na swej pracy, nie na obserwacji 6 innych członków komisji jak to robi fałszerz.
Znużeni całym dniem w komisji mężowie zaufania (jeśli w ogóle byli w komisji) muszą swą uwagą obdzielić 7 osób liczących głosy.
Na tym etapie przez ręce fałszerza przechodzi ok. 150 kart „sejmikowych”, powiedzmy, że sfałszowanych zostaje np. 15.
Jednak jeśli fałszerz dostrzega nadmierną uwagę innych członków komisji i/lub mężów zaufania, może w ogóle nie fałszować kart na tym etapie.
II
Kolejnym etapem pracy komisji jest rozdzielenie głosów ważnych od nieważnych, w każdej z 3 jednokolorowych stert kart znajdujących się na stole.
Załóżmy optymistycznie, że wszyscy członkowie komisji sprawdzają wspólnie karty z każdej sterty oddzielnie.
Karty/książeczki oddzielnie z każdej z 3 stert ułożonych wg kolorów po sprawdzeniu odkładane są na dwie sterty: głosy ważne i głosy nieważne.
Sprawdzenie kart-książeczek z głosami „sejmikowymi” na okoliczność ważności głosu jest już znacznie bardziej pracochłonną operacją, niż podzielenie kart wg kolorów. Trzeba każdą kartę nie tylko wziąć do ręki, ale dokładnie obejrzeć każdą jej stronę, czasem kilkakrotnie.
Tutaj fałszowanie jest już bardzo proste i praktycznie nie do zauważenia:
Fałszerz bierze do ręki książeczkę.
Układa na niej drugą dłoń tak, by rysik był w miejscu gdzie zamierza postawić krzyżyk.
Obraca książeczkę do góry nogami udając, że zamierza ją przeglądać.
Palcem/palcami dłoni POD książeczką, do których przymocowana jest końcówka wkładu do długopisu fałszerz robi krzyżyk.
NIKT, NAWET UWAŻNY OBSERWATOR NIE MA SZANS TEGO ZAUWAŻYĆ!
Operacja postawienia krzyżyka na pierwszej stronie karty-książeczki zawsze działa na korzyść kandydatów psl!
Jeśli na karcie nie było żadnego krzyżyka to fałszerz dodaje głos psl-owi, jeśli na karcie był krzyżyk na innej liście, to fałszerz poprzez postawienie krzyżyka na liście psl unieważniał głos oddany na inną listę, jeśli na karcie-książeczce „sejmikowej” był krzyżyk na pierwszej stronie, fałszerz nie robi nic. No, może czasem z rozpędu dostawić drugi krzyżyk na pierwszej stronie, ale to przecież nie unieważnia głosu na psl.
Ponieważ fałszerz nie traci czasu na staranne sprawdzanie wszystkich stron karty-książeczki jak muszą to robić inni członkowie komisji, przez jego ręce przechodzi najwięcej z ok. 500 kart-książeczek, powiedzmy 100.
Sfałszował wszystkie lub prawie wszystkie te karty, ale dla niepoznaki odkładał głosy nieważne również na stertę głosów ważnych zważając jedynie, by nie powiększać nadmiernie sterty z głosami nieważnymi. To by mogło wzbudzić niepotrzebne zainteresowanie w komisji.
Gdy głosy zostały podzielone na ważne i nieważne, komisja może rozpocząć proces przypisywania głosów ważnych do partii/komitetów wyborczych.
Jeśli w pracy komisji wystąpiła przerwa (np. na skorzystanie z toalety) fałszerz korzysta z możliwości i zmienia końcówkę wkładu, którego używał, np. z czarnego na niebieski.
III
Ponownie załóżmy optymistycznie, że wszyscy członkowie komisji sprawdzają wspólnie karty uznane dotąd za ważne i przypisują głosy partiom/komitetom oznaczonym krzyżykiem. Karty-książeczki po sprawdzeniu odkładane są na 6 stert (załóżmy, że właśnie tyle było list partii/komitetów).
I tutaj fałszerz ma ułatwioną pracę w porównaniu z innymi członkami komisji.
Fałszerz naprawdę dba jedynie o to, by na właściwą z 6 stert odłożyć karty-książeczki z krzyżykiem na pierwszej stronie. Nie interesuje go w ogóle, czy są krzyżyki na innych listach, jeśli nawet są to fałszerz zalicza głos dla psl. Może przecież nie zostanie to później odkryte przez innego członka komisji, w innej fazie kontroli głosów.
Karty-książeczki z głosami na inne niż psl listy fałszerz może odkładać wręcz jak popadnie, zwiększy to problem z właściwym policzeniem głosów, spowoduje konieczność ponownego liczenia, wydłuży proces liczenia głosów przez komisję.
A to wszystko działa na korzyść fałszerza! Bowiem czym więcej rund sprawdzania kart, tym więcej kart przechodzi przez ręce fałszerza i tym więcej kart może on sfałszować. Czym dłużej trwa liczenie, tym bardziej wszyscy są zmęczeni i tym trudniej zauważyć nieprawidłowości.
Dodatkowo członkowie komisji co i rusz odkrywają wśród głosów ważnych głosy nieważne (większość to te podrzucone przez fałszerza, ale część to wynik błędów innych członków komisji), wzmaga to bałagan, co jest znowu na rękę fałszerzowi.
Część głosów nieważnych fałszerz sam „odkrywa”, ale rzadko, nie chce się wyróżnić spośród innych członków komisji ilością takich „znalezisk”.
Również na tym etapie pracy komisji fałszerz stawia krzyżyk głównie na pierwszej stronie karty-książeczki. Ale może też stawiać krzyżyk na innej liście, każdym krzyżykiem na innej liście unieważnia głos oddany na konkurencję.
Ponieważ fałszerz może pracować szybciej niż inni członkowie komisji, przez jego ręce przechodzi ok. 100 kart-książeczek z ok. 450 leżących na stercie „sejmikowych” głosów ważnych.
Fałszerz stawia np. 50 krzyżyków, unieważniając kolejnych 50 głosów oddanych na konkurencję psl-u, ale może na tym etapie łatwo sfałszować wszystkie niesfałszowane jeszcze karty-książeczki, które bierze do ręki.
Po zakończeniu pracy z rozdziałem głosów ważnych na poszczególne listy partii/komitetów komisja może przystąpić do zliczania głosów oddanych na poszczególnych kandydatów z tych 6 list.
Jeśli jednak w pracy komisji wystąpiła kolejna przerwa (np. na kawę i toaletę) fałszerz zmienia końcówkę wkładu, którego używał (np. z niebieskiego na granatowy).
IV
Znowu fałszerz zajmuje możliwie dogodną dla siebie pozycję przy stole, znowu fałszuje karty konkurencji przez dostawienie gdzieś krzyżyka, już nie na pierwszej stronie, chyba że przypadkiem trafi do niego czysta karta przeoczona przez kogoś na wcześniejszych etapach prac.
Na tym etapie przez ręce fałszerza przechodzi ok 80 kart-książeczek sejmikowych, unieważnia on np. kolejnych 20 głosów oddanych na konkurencję.
W następnym kroku komisja musi sprawdzić prawidłowość zliczonych głosów, komisja znajdowała przecież mylnie zaliczone głosy.
Komisja musi też kiedyś policzyć ilość kart/książeczek, które znalazła w urnie, porównać to z ilością kart/książeczek wydanych, policzyć głosy ważne i nieważne, zliczyć głosy na poszczególne listy, zliczyć głosy na poszczególnych kandydatów z każdej listy...
A w przypadku znalezienia niezgodności, co ciągle może się zdarzyć ze względu na dalsze unieważnianie głosów na konkurencję przez fałszerza, komisja ponownie musi wszystko sprawdzić.
Jeśli w pracy komisji występuje kolejna przerwa (np. na kanapkę i toaletę) fałszerz ponownie zmienia końcówkę wkładu na inny kolor.
V
Na etapie sprawdzania prawidłowości liczenia przez ręce fałszerza przechodzi ok. 50 ze sprawdzanych kart-książeczek sejmikowych. Wszyscy są już bardzo zmęczeni. Mężowie zaufania (jeśli są) popadają w drzemki. Fałszerzowi bez trudu udaje się niepostrzeżenie unieważnić kolejnych np. 5 głosów oddanych na konkurencję psl (więcej fałszerstw na tym etapie mogłoby już wzbudzić podejrzenia).
Sprawdzanie pokazuje kolejne błędy liczenia (głównie te, będące rezultatem pracy fałszerza).
Komisja musi ponownie przeliczać głosy.
Znów znajduje błędy i ponownie liczy.
W końcu chyba się zgadza. Zweryfikuje to zresztą program obliczeniowy PKW.
Przewodniczący komisji przygotowuje protokół z wynikami.
Zgodnie z instrukcją pracy w komisji przewodniczącemu udaje się przy pomocy informatyka po wielu próbach przepchnąć protokół przez wariujący system obliczeniowy PKW.
Jest grubo po północy.
Członkowie komisji i mężowie zaufania (jeśli są) są od 20 lub więcej godzin na nogach.
Marzą tylko o łóżku.
Podpisują w większości przypadków wydrukowane protokoły.
Tylko najbardziej spostrzegawczy i asertywni członkowie komisji próbują mówić, że coś jest nie w porządku z wynikami, coś się im nie zgadza, widzą może jakieś anomalie, dostrzegali może wcześniej coś dziwnego w zachowaniu tego czy innego członka komisji..., ale i oni po kwadransie utarczek słownych, czasem po godzinie, czasem dwóch zmęczeni, osaczeni przez innych członków komisji nie mają sił walczyć samotnie z resztą komisji, poddają się, podpisują protokół z wynikiem wyborów.
Myślą sobie: cóż ten jeden protokół może znaczyć w skali Polski...
Kopię podpisanego protokołu z wynikami wyborów w okw komisja wiesza na drzwiach lokalu wyborczego.
Przewodniczący wiezie dokumentację gdzie trzeba, reszta wraca do domów, pada do łóżek, śpi dłużej, niż zazwyczaj.
Po przebudzeniu wszyscy włączają tv.
Słyszą, że badanie exit-poll wskazuje na zwycięstwo pis, ok. 5% mniej głosów ma po, psl nieźle, ale daleko w tyle, niewiele więcej niż sld.
W miarę upływu czasu wszyscy słyszą jednak, jak procentowe zwycięstwo pis wg zliczanych protokołów komisji się zmniejsza, rośnie ilość nieważnych głosów i jednocześnie rośnie wynik psl.
Nad całością ogłaszanych wyników cząstkowych ciąży medialna mgła awarii programu obliczeniowego PKW.
W większości jeszcze nie rozumieją...
Tylko tym bardziej spostrzegawczym i asertywnym zaczyna przychodzić do głów, że mogli popełnić gdzieś, jakiś błąd.
Zaczynają to podejrzenie wypierać ze swej świadomości...
Czy tak mogło być w wielu komisjach?
Czy tak mogło być w prawie każdej komisji?
Czy tak to mogło być w Twojej komisji wyborczej, @GOBISZ?


Komentarze
Pokaż komentarze (56)