Udało mi się wytrwać i wysłuchać do końca dzisiejszej "debaty" kandydatek na premiera przyszłego polskiego rządu.
Obie panie były przewidywalne do bólu, co w przypadku Beaty Szydło oznaczało spokój, niezłe merytoryczne przygotowanie i dobre maniery, natomiast w przypadku Ewy Kopacz oznaczało nadmierne pobudzenie, częste kłamstwa oraz łamanie uzgodnionych reguł debaty.
Wniosek z "debaty" jest w tytule.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)