Luminarze postępu z lat 45-76 nie uczynili przez 17 lat nic, żadnego gestu, żadnego rozliczenia ze swoją niechlubną przeszłością. A przecież udział ‘postępowej inteligencji’, zarówno tej przedwojennej, jak i tej wyprodukowanej po wojnie, w instalowaniu i utrzymaniu w obozie socjalistycznym baraku o nazwie PRL był niewspółmiernie wysoki w porównaniu z 'zasługami' innych grup społecznych, jeśli nie kluczowy.
Radzieckie tajne i jawne służby instalujące PRL w latach 45-56, których reprezentantami, na pełnych etatach chciałoby się rzec, byli ‘patrioci’ podpisani pod skleconym w Moskwie manifestem PKWN i ich zaplecze - piąta kolumna budowana od początku II RP i cała armia ‘nowych Polaków’, takich jak Rokossowski, wszyscy ci zdrajcy i ludzie radzieccy nic by nie wskórali gdyby nie rzesze kolaborantów metodycznie na dużą skalę rekrutowanych spośród ludności podporządkowywanego państwa. Procesowi temu poddano wszystkie grupy społeczne. Najliczniejszą stanowiła młodzież chłopska z najbiedniejszych rodzin, którą najłatwiej było omamić perspektywą awansu społecznego i ‘naukowo-postępową’ wizją świata, zgodnie z którą za niski status społeczny ich rodzin odpowiada wadliwie urządzony Świat, a nie one same. Czy można dziwić się osiemnastolatkom z 1945 roku dorastającym w skrajnie demoralizujących warunkach wojny, że ulegli wszechobecnej propagandzie stalinowskiej, doskonalonej od 1917 roku w kolejnych podbojach nienasyconego czerwonego imperializmu?
Jeśli rozgrzeszyliśmy już czerń za tropienie Powstańców Styczniowych za wódę od Cara, to rozgrzeszmy i tych którzy dali się oszukać bardziej wyrafinowanymi metodami stosowanymi po 1945 roku. Czy jednak z podobną wyrozumiałością powinniśmy traktować tzw ‘postępową inteligencję’. Raczej nie! Jej wybory w znacznie większym stopniu były świadome, a rola niewspółmiernie duża.
To na kroczące przed trybunami władz zastępy twórców i intelektualistów postępowych zwrócone były oczy tumanionych mas, to ‘postępowa inteligencja’ dostarczała ‘waadzy’ pseudonaukowego alibi usprawiedliwiającego państwowy terroryzm na niespotykaną skalę. Wielu z ówczesnych bojowników o 'postęp' dzisiaj aktywnie uczestniczy w rozpętywaniu histerii w kraju i poza jego granicami o rzekomym zagrożeniu demokracji.
Gdzieś w przełomach 56 czy 68 część ‘postępowej inteligencji’ zgubiła krok nadawany ‘postępowej ludzkości’ przez Moskwę i zapragnęła budować prawdziwy socjalizm, a nie wypaczony. Na groteskowość tych peerelowskich wojen postępowych inteligentów mało kto, jak dotąd, zwrócił uwagę. Jednym z niewielu był Janusz Szpotański, który swoim obserwacjom nadał kształt opery i zatytułował ‘Cisi i Gęgacze’. W połowie lat 60-tych opozycyjność tak wymieszała się z nieopozycyjnością, konformizmem, zaprzaństwem i nijakością, że do odruchu wymiotnego doprowadziła nawet Andrzejewskiego, czemu dał wyraz w swojej najlepszej powieści o PRL przedstawiającej to splątanie, ‘Miazdze’.
Ciekawe, że 'Miazga' tylko na chwilę i dość słabo zabłysła w drugim obiegu jeszcze pod koniec lat 70-tych i dzisiaj jest całkowicie zapomniana. A jest to prawdziwy, jeden z najbardziej ponurych obrazów degeneracji elit w PRLu. Po lekturze ‘Miazgi’ picie wódy Michnika z Urbanem nikogo nie zgorszyłoby już. Nasuwa się ostatnia scena Folwarku Zwierzęcego Orwella jeśli dałoby się ją czytać z kluczem lat 90-tych w Polsce. Zjednoczenie UW z SLD jest tylko kolejnym przejawem tej samej groteskowej degrengolady.
Czy przeciwstawienie się władzom PRL walką o ‘prawdziwy socjalizm’ lub ‘socjalizm z ludzką twarzą’ może stanowić przepustkę do panteonu chwały? Czy nie ma żadnych powodów do wstydu? W wolnej Polsce, zamiast spodziewanej ekspiacji ‘postępowej inteligencji’ mamy autokreowanie się na autorytety moralne, mentorów narodowych, obrońców światłości przed ‘ciemnogrodem’ i ‘demokracji’ przed ‘kaczofaszyzmem’, ‘kaczogomułkowszczyzną’ i ‘kaczostalinizmem’. Pełne zadufanie w sobie, bez cienia zażenowania swoimi rolami z przeszłości.
No i ta obrona przed lustracją. Ustawa lustracyjna jeśli jest zła to dlatego, że nie poprzedziła jej ustawa dekomunizacyjna. Jeśli PZPR nie została uznana za zbrodniczą organizację służącą podporządkowaniu Polski czerwonemu imperium, to powołane przez PZPR atrapy demokracji (Sejm, sądownictwo), aparat państwowy i jego służby nie mogą zostać w pełni rozliczone. Rząd Olszewskiego w 1992 roku miał wprawdzie szansę ustawy dekomunizacyjne przeforsować dysponując takim a nie innym układem sił w Sejmie i Senacie, ale Macierewicz wolał prowadzić swoją małą doraźną wojenkę wymierzoną w konkurencję polityczną, a sam Olszewski nie potrafił przeciwstawić się temu.
Bez ustawy dekomunizacyjnej Trybunał Konstytucyjny (bez wątpienia) ‘postępowej inteligencji’ nie miał żadnych trudności z zakwestionowaniem większości zapisów ustawy lustracyjnej. Najbardziej zasłużeni dla PRL ‘postępowi inteligenci’ nadal będą kształtować umysły młodych ludzi na uniwersytetach z pełnym wsparciem ‘obrońców demokracji’ z Szymborską, Mazowieckim i Geremkiem na czele nie wspominając o Siwcu, Olejniczaku Kwaśniewskim, Michniku i Urbanie, Kiszczaku i Jaruzelskim.
Nikomu nie przyszłoby do głowy przywoływanie ciemnych stalinowskich kart bohaterom lat 80-tych z kręgów lewicy laickiej. Kto jednak spodziewałby się wówczas, w latach 80-tych, że ujrzy kiedyś Gęgaczy z Cichymi w jednym szeregu blokujących każdą próbę zerwania z peerelem, stających w obronie zdrajców i wszelkiego zaprzaństwa, w dodatku czyniąc z tego godną naśladowania cnotę.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)