Bardzo dobrze. Było ich za dużo, obijali się o siebie, a młodzi nie mogli dopchać się do posadek. Dlaczego tak niskie zarobki nie powodowały braków kadrowych? To proste, dlatego, że pracownicy państwowych placówek, wszystko jedno czy jest to służba zdrowiu, gazownia, wydział architektury w starostwie, traktują swoje państwowe posady jako sposób pozyskania klientów do praktyk prywatnych.
Jest to dobry moment żeby zastanowić się nad dalszymi reformami w służbie zdrowiu przerwanymi, a nawet cofniętymi tam gdzie się dało przez Łapińskiego. Strajki pokazują jakim anachronizmem jest utrzymywanie państwowych placówek i dowodzą potrzeby przeprowadzenia pełnej prywatyzacji. Okazuje się (są liczne przykłady), że te same pieniądze z kasy zasilanej składkami ZUS, prywatnym na wszystko wystarczają, włącznie z 'godziwymi' zarobkami.
Należy jeszcze dodatkowo wprowadzić odpłatność procentową za świadczenia z jednoczesną obniżką składek ZUS. Jest to element niezbędny (!!) dla uruchomienia mechanizmów uszczelniających system, nie mówiąc o ubocznym działaniu prozdrowotnym. Nic tak nie uczy dbania o zdrowie jak własny portfel. Bez tego kluczowego elementu żadne pieniądze nie wystarczą.
Trzecim elementem musi być decentralizacja finansowania, czyli, w zakresie minimum, powrót do regionalnych kas chorych, a docelowo urynkowienie kas z dopuszczeniem prywatnych instytucji finansowych, tak jak już jest w przypadku firm ubezpieczających. Bez rynkowej konkurencji instytucji pośredniczących między pacjentem płacącym składkę a lekarzem koszty systemu z całą pewnością będą zawyżone. Każda kontrola poza tą wynikającą z konkurencji jest fikcją.
Oczywiście merytoryczne kwestie takie jak te poruszone wyżej tak naprawdę nikogo nie obchodzą. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że strajk lekarzy, podobnie jak strajk nauczycieli i szereg kolejnych, które zapewne wkrótce pojawią się, to elementy wielkiej ofensywy szmaciaków, sitwy i resztek "awangardy intelektualnej" - (czyli tych, którzy w przeciwieństwie do szmaciaków, kiedyś komunizm wzięli na serio) zepchniętej w niebyt polityczny jej własną głupotą całkiem już świeżej daty (o tym może szerzej warto będzie oddzielnym postem wszcząć dyskusję) rozpoczętej spektakularnym (w zamierzeniu) wejściem Kwaśniewskiego i wspólną z Siwcem, Jaskiernią, Olejniczakiem i Gieremkiem, obroną demokracji przed Kaczyńskimi.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)