nakazywałaby poinformować czytelników, że Tymochowicz znalazł się na liście osób przekazanych przez policję bodajże niemiecką, podejrzanych o rozpowszechnianie pornografii dziecięcej, ściganej w Europie z całą bezwzględnością. U wszystkich tych osób przeprowadzono rewizję i poddano ich przesłuchaniu. Tymochowicza szybko zwolniono, okazał się bowiem tylko oglądaczem, być może przypadkowym.
Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że przytoczone fakty to zupełnie co innego niż to co napisał Radosław Gruca w Dzienniku (http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=60936):
"Jego kłopoty zaczęły się 3 września, gdy miał przygotować Andrzeja Leppera do ujawnienia prawdy o braciach Kaczyńskich w programie "Teraz My". Wczesnym rankiem został zatrzymany przez policję. Podejrzewano, że na jego komputer ściągano filmy pedofilskie.
Po kilkugodzinnym przesłuchaniu i sprawdzeniu komputerów policja nic jednak nie znalazła. Dostał też wezwanie, by jako świadek złożył zeznania w sprawie mafii paliwowej w prokuraturze krakowskiej. Tymochowicz konsekwentnie powtarza, że z żadną ze spraw nie ma związku."
Kłamstwo na kłamstwie, kłamstwem pogania. Wynikałoby z inkryminowanego tekstu, że:
Kaczyńscy boją się Tymochowicza
Kaczyńscy boją się nawet jednego występu Tymochowicza w TV
Kaczyńscy muszą mieć coś na sumieniu
Kaczyńscy mają skłonność do nadużywania władzy (nasyłają prokuratorów)
Kaczyńscy stosują atak totalny ("dostał też wezwanie" - żeby nie psuć efektu Radosław Gruca nie podał kiedy to wezwanie Tymochowicz dostał, czytelnik oczywiście przyjmuje, że są to działania jednoczesne: przyjechali po niego i pokazali dwa dokumenty nakaz rewizji i wezwanie w sprawie mafii paliwowej)
Tymochowicz za to zachowuje powściągliwość i odznacza się dużą cierpliwością ("konsekwentnie powtarza")
Czy są jakieś granice zaangażowania politycznego dziennikarzy (nawet w atakowaniu Kaczyńskich) jeśli już o zwykłej przyzwoitości, czy szacunku dla swoich czytelników nie może być mowy?


Komentarze
Pokaż komentarze (8)