Do przytoczenia poniższego listu skłonił mnie Michael swoim postem o "anachronizmie wiedzy i kwalifikacji zawodowych" podwyższających stopy autorytetów z Rady Polityki Pieniężnej (http://michael.salon24.pl/46938,index.html), z którego zapożyczyłem tytuł.
Jest on, powiem nieskromnie, dobrym uzupełnieniem. Pisałem go w 2001 roku, ale nic nie stracił na aktulności (niestety).
Wysłano:24 maja 2001 16:26
Do:'tomasz.wolek@zycie.media.pl';
Temat:Wysokie stopy
Szanowna Redakcjo!
Od dawna pragnąłem podzielić się z Czytelnikami Życia swoimi uwagami na temat stóp procentowych. Dotyczą pewnych oczywistości, które dla decydentów najwyraźniej nie są oczywistościami. Może skłonią któregoś z nich do wyjaśnień. Będę wdzięczny za wydrukowanie.
Pełnienie kierowniczych funkcji w gospodarce, począwszy od dyrektora wzwyż, wiąże się z pewną kategorią wiekową. Dzisiejsi, co ważniejsi menadżerowie i urzędnicy państwowi zajmujący się gospodarką studiowali jeszcze w czasach PRL-u. Oczywiście! Były uczelnie, które kształciły bardzo dobrze, np. uczelnie techniczne. Jednak znaczna część kadry menedżerskiej ma wykształcenie ekonomiczne. Warto zatem przypomnieć, że np. we Wrocławiu na Akademię Ekonomiczną trafiały te osoby, które próbowały lecz nie dostały się, kolejno, na Politechnikę, Uniwersytet , Akademię Rolniczą oraz AWF. Dopiero AE okazywała się dla nich ratunkiem. I zapewne Wrocław nie był wyjątkiem. Choć trudno to sobie wyobrazić, może i zdarzali się pasjonaci motywowani pięknem ekonomii socjalistycznej, cokolwiek by to nie znaczyło. Znacznie łatwiej wyobrazić sobie jednak bardziej przyziemne motywy, takie jak ucieczka przed wojskiem czy kariera w aparacie nomenklaturowym (stopień upartyjnienia studentów AE w czasach Gierka jest tutaj wymownym wskaźnikiem). Było także mnóstwo dziewczątek z prowincji, którym marzyła się praca biurowa. Nic na to nie poradzę - nie mam zaufania do absolwentów szkół kształcących w kierunku ekonomicznym w czasach PRL-u. Autentyczne zdolności, umiejętność logicznego myślenia mogły być nawet przeszkodą w ukończeniu tych uczelni.
Do takich to refleksji skłoniła mnie dyskusja tocząca się od dłuższego czasu na temat podstawowych dla gospodarki stóp procentowych. O ile wszyscy zgadzają się, że ich wysokość powinna odzwierciedlać wiele przeciwstawnych czynników, to różna przypisywana jest im waga i różnie widziane są wzajemne powiązania. A wydawałoby się oczywiste, że zasadnicze i pierwotne znaczenie mają wskaźniki koniunktury określające wzrost gospodarczy i jego dynamikę. Tak przynajmniej sądzą w Stanach Zjednoczonych, gdzie od lat regulacja za pomocą stóp procentowych służy z jednej strony utrzymaniu wzrostu gospodarczego, a z drugiej zabezpiecza przed "przegrzaniem" koniunktury. U nas przedstawiciele Rady Polityki Pieniężnej (RPP) za podstawowy wskaźnik uważają, jak słyszymy, deficyt oraz poziom inflacji. Otóż, mamy tu do czynienia z rażącym pomieszaniem przyczyn ze skutkami! Konsekwencje tego pomieszania mogą być dla Polski jak najgorsze. Głosy bijące na alarm pojawiają się w mediach od dawna, ale są całkowicie ignorowane przez RPP.
Prosty przykład: rentowność inwestycji np. w polskie obligacje przewyższa rentowność jakiejkolwiek innej działalności gospodarczej dostępnej dla inwestora z Zachodu i to praktycznie bez ryzyka, bo państwo nie może zbankrutować. Pozostaje pytanie kto pracuje na rewelacyjny zysk takiego inwestora? Ano polski kredytobiorca. A ponieważ dzisiaj praktycznie nie ma działalności gospodarczej bez takiej czy innej formy kredytowania, to skutek jest taki, że gospodarka zaczyna się dusić. Najlepsze polskie spółki giełdowe zeszły już do poziomu rentowności bliskiej zeru!
Negatywnych konsekwencji wysokich stóp procentowych jest dużo i były omawiane także w prasie fachowej. Przegrzana koniunktura, przed którą mają ratować, nigdy, jak dotąd, Polsce nie zagrażała. Czy specjaliści z RPP zadali sobie pytanie, w jakim stopniu za ogólny wzrost cen w Polsce w 1999 roku odpowiedzialny był wzrost ceny ropy naftowej na rynkach światowych i to do poziomu trzykrotnie wyższego w ciągu zaledwie jednego roku. Czy wzięli pod uwagę dramatyczny kryzys gospodarczy w Rosji w 1998 roku, kryzysy gospodarcze w innych rejonach świata. Czy zatem, postawmy pytanie podstawowe, podwyższanie stóp procentowych w latach 1999-2000 było rzeczywiście uzasadnione? I co tak naprawdę jest powodem ich utrzymywania na obecnym poziomie?


Komentarze
Pokaż komentarze (12)