Polacy czy ludzie zastanawia się w swoim ostatnim felietonie Bronisław Wildstein. Normy etyczne ("bezsilni obserwatorzy ludobójstwa powinni być szczególnie uwrażliwieni na cierpienia jego ofiar") przeciwstawia naturze człowieka ("wyobrażenie, że ludzie walczący o byt w czasach odczłowieczonych odczuwają empatię wobec grupy naznaczonej i szczególnie prześladowanej, jest naiwne i fałszywe")
Zgadzam się z opinią, że sprzeczność uniwersalnego kodeksu etycznego z naturą zachowań ludzkich powinna stanowić jeden z głównych wątków dyskusji o życiu w totalitarnych systemach. Dyskusja taka, zapoczątkowana ponad 60 lat temu przez Herlinga Grudzińskiego, nie mogła się toczyć w PRLu z oczywistych względów. Nie została jednak podjęta także po 1989 roku. Może ktoś potrafi wyjaśnić, dlaczego?
To co nasuwa się w pierwszej kolejności to niedostatek danych faktograficznych, które mogłyby stanowić podstawę dyskusji. Jedyna instytucja, którą powołano dopiero po 10-tu latach wolności, aby 'z urzędu' zajęła się białymi plamami, stała się, od samego początku, obiektem bezwzględnego ataku zarówno z zewnątrz (redukcja funduszy, anty-IPNowskie kampanie medialne) jak i od wewnątrz (obsadzanie stanowisk kierowniczych takimi niemotami jak Kieres).
Podobnie jak Bronisław Wildstein urodziłem się ileś tam lat po wojnie. Interesuję się przeszłością i chciałbym wiedzieć, jak to na prawdę było. Wzory uczciwego podejścia do informacji o przeszłości bądź relacji bieżących istnieją. Nie muszą to być wyłącznie opracowania historyczne IPNu i literatura faktu taka jak np. "1859 dni Warszawy" Bartoszewskiego. Powieści np. Józefa Mackiewicza przywołują zdarzenia, postawy, zachowania Polaków, Żydów, Ukraińców, Niemców równie dobrze. Znacznie mniej interesują mnie gotowe opinie i oceny.
Niestety książki Grossa, nafaszerowane skrajnymi opiniami autora, również w warstwie faktograficznej nie przedstawiają żadnej wartości. Sporo na ten temat już powiedziano. Szczególnie żałośnie wyglądają w konfrontacji z upublicznionymi już relacjami świadków i poważnymi opracowaniami naukowymi na ten temat, które w ostatnich latach pojawiły się. Podniesienie do rangi 'prawdy objawionej' relacji UB-ka, który po latach szuka jakiegoś usprawiedliwienia dla swojego udziału w zbrodniach w czasach stalinowskich jest niedopuszczalnym nadużyciem zaufania czytelników tych 'dzieł'. Dlatego polemika z kontrowersyjnymi opiniami Grossa wywiedzionymi z fałszywych przesłanek nie ma najmniejszego sensu nawet jeśli zastąpi się Polaków ludźmi.
Ma sens natomiast dyskusja o kondycji człowieka w starciu z totalitaryzmem z jednej strony i o mechanizmach funkcjonowania systemu totalitarnego z drugiej. Mam wrażenie jednak, że temat ten był blokowany dotąd przez środowiska opiniotwórcze, a zwłaszcza to jedno, najbardziej wpływowe, i że świadomość historyczna Polaków nie poprawiła się ani o milimetr w stosunku do czasów PRL. O kondycji człowieka coś tam jeszcze wiemy. W końcu żyliśmy w PRL. O mechanizmach funkcjonowania systemu totalitarnego mniej. Przypomnę tylko kuriozalny zakaz publikowania Mein Kampf Hitlera. W czasach PRL-u było to zrozumiałe. Jeśli zamienić w Mein Kampf 'Żydów' na 'kapitalistów i obszarników”, a „Niemców” na 'klasę robotniczą' to otrzymamy manifest komunistyczny... Czyżby współcześni szermierze postępu również obawiali się niepożądanych skojarzeń.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)