Wpisy i komentarze na nowym salonie są mniej anonimowe. Nie można schować się. KAŻDY wywala na SG.
I dobrze. Zmusza to do równania w górę.
Dziwi mnie tylko, że stary salon wciąż jest oblegany, a nie nowy, stąd ta uwaga.
Ale nie o tym chciałem, tylko o ostatnim wpisie Freemana (polecam: http://zezem.nowy.salon24.pl/101988.html), który dopadł i rozszarpał na kawałki jakąś kolejną miernotę zadaniowaną przez GW. To coś napisało tak (swoją drogą współczuję Freemanowi brnięcia przez Metro):
Tymczasem ze sceny wiało nudą, zwątpieniem i smutkiem. Szczytem był występ Maryli Rodowicz. Niczego jej nie ujmując, gdyby ułani, o których śpiewała, podjeżdżali pod okienko czy gdziekolwiek w zaproponowanym przez nią tempie i nastroju, to nie tylko nie zrobiliby wrażenia na dziewczynie, do której podjeżdżali, ale również nie mieliby szansy na najmniejszy militarny sukces.
Freeman oczywiście prostuje:
Dowcip polega na tym, że Maryla Rodowicz zaśpiewała "Przybyli ułani" na płycie "Nasza Niepodległa", zaś na koncercie - na prośbę Pani Marii Kaczyńskiej, wyrażoną podczas spotkania z artystami parę tygodni temu - wyłącznie przepiękny utwór ze słowami i muzyką G. Tomczaka - "Tango na głos, orkiestrę i jeszcze jeden głos". Nie muszę dodawać, że zaśpiewała doskonale, cudownie, z emocjami, siłą i tą magią, która sprawia, że Maryla jest jedyna i niepowtarzalna.
widząc w ośmieszaniu, wyszydzaniu, bezpodstawnej krytyce uroczystego koncertu z okazji 90-tej rocznicy odzyskania niepodległości kolejny przykład "dobrego tonu" "Gazety Wyborczej" w stosunku do Prezydenta Kaczyńskiego.
Ja chciałbym zwrócić uwagę na inny element. Praca wspomnianego pióropałkarza jest kolejnym wrzutem w ścieg(k) dwudziestoletniej już obróbki ideologicznej, mającej stworzyć nowego Nowego Człowieka (takiego przypudrowanego marksistowskiego). Jego tożsamością ma być brak tożsamości. Zohydzanie pieśni patriotycznych, uroczystości, wszystkiego co mogłoby przyczynić się do odbudowania choćby w najmniejszej części świadomości historycznej Polaków po 50-u latach komunistycznego prasowania mózgów jest jednym z priorytetów samozwańczych władców dusz po 1989 roku (mam nadzieję, że już nie długo, czas najwyższy, żeby przez bojkot odesłać ich tam gdzie ich miejsce, na śmietnik). Muszę przyznać, rozglądając się wokół, obróbki skutecznej.
Co do samego koncertu. Pieśni patriotyczne na ogół nie są arcydziełami, choć zdarzają się i takie. Ważniejsze jednak od formy są nasze myśli, kiedy je słuchamy lub śpiewamy, nasze łączenie się z marzeniami, tęsknotami, radościami, smutkami i nadziejami Rodaków. Ten koncert był jednak wyjątkowy. Nie tylko dlatego, że polskie uczucia pieśń uniosła dalej niż zwykle, sięgając nawet egzotyczne dla nas kraje. Piękna scenografia, a przede wszystkim, wspaniała, niepowtarzalna aranżacja, fortepianowe łączniki, dramaturgia i perfekcyjne wykonanie sprawiły, że koncert stał się także dużym wydarzeniem artystycznym, do którego będziemy powracać nie raz. Do rangi symbolu urasta obecność dawnych gwiazd, którym nie dane było dotąd uczestniczyć w takim koncercie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)