Gazeta Wyborcza wszczęła wczoraj na szczytach intelektualnych swoich czytelników debatę o prostytucji politycznej. Co nią jest a co nie. Mnie też wciągnęło. A ściślej, wciągnęli mnie w czasie imieninowej lampki w pracy moi koledzy (i koleżanki) Gadający Michnikiem (termin zapożyczony od Timmy'ego: http://amoresperros.salon24.pl/380165.html) , dopytując co ja na to, no to odpowiadam. Pytaniem.
Czy kobieta zabiegająca o względy takiego, któremu nawet Kaczyński odpowiedziałby "spieprzaj dziadu", odrzucając jednocześnie zaloty drugiego w eleganckim garniturze i błyszczącym mercedesie prostytuuje się? Młodym, wykształconym z wielkich miast podpowiem: nie.
Z polityką jest podobnie. O prostytucji politycznej można mówić wtedy, kiedy ktoś przechodzi do ugrupowania silniejszego, tak jak spektakularnie to pokazał Marcinkiewicz, a nie trwa przy przegranym jak Gęsicka.
Aby sprawę zilustrować szerzej posłużę się ogólnie znanymi przykładami.
-
Longin Pastusiak. Z dnia na dzień przepoczwarzył się z PRLowskiego wyrobnika propagandy antyamerykańskiej na wielkiego przyjaciela Ameryki walczącego o "dalsze zacieśnianie wzajemnie korzystnych stosunków".
Longina Pastusiaka można uważać za reprezentanta niezwykle licznej grupy profesorów z dziedzin objętych w PRLu pełną ideologiczną kontrolą.
Przyszli mi na myśl w pierwszej kolejności z powodu odmowy wszczęcia habilitacji dr Migalskiemu przez uniwersytety Wrocławski i Jagielloński (Rzeczpospolita: Migalski – persona non grata na uczelniach , http://www.rp.pl/artykul/2,248547_Migalski___persona_non_grata_na_uczelniach_.html). I nie tylko z tego powodu.
-
Aleksander Kwaśniewski. Bezboleśnie przepoczwarzył się z dobrze zapowiadającego się aparatczyka systemu zniewolenia, którego nawet Breżniew poklepał po ramieniu, w krzewiciela wolności (wszelkich). Potraktujmy to jako pozycją zbiorową, klawiszy PRLu, czyli nomenklatury z PZPR, SLD i SD, która dzisiaj ulokowała się głównie w SLD i ZSL.
Dalsze przypadki prostytucji politycznej są lżejszego kalibru, stąd przeskok numeracji
-
Barbara Labuda. Ideały Solidarności (pierwszej) i Unii Wolności zamieniła na ciepłą posadkę przy Kwaśniewskim.
-
Stefan Niesiołowski (Burczymucha, określenie dzierzby, patrz Gaz nas ani ziębi, ani parzy http://dzierzba.salon24.pl/380342.html). POwska szpica na froncie walki z PiSem, ale dopiero po tym, jak PiS odrzucił jego starania o przyjęcie do PiSu. (***więcej o Niesiołowskim niżej)
-
Nie wspomnę o Marcinkewiczu, bo już wspomniałem. Właściwie powinienem umieścić go pod numerem 10003, bo długo trzymał chłop lojalność, ale z drugiej strony, jak już puścił to na całego.
-
Janusz Palikot. Nie prostytuuje się w ogóle. On czerpie przyjemność z błaznowania. Taki typ. Ale redakcja GW bierze wszystko na serio i to go może zgubić.
Chyba zabrnąłem. Musiałbym nic nie robić przez tydzień, tylko pisać. Dajmy spokój.
***W uzupełnieniu nieco więcej o Niesiołowskim z wpisu jednego z blogerów salonu24 (menda, Nieznośna gętkość bytu, http://menda.salon24.pl/379402.html):
"Kiedy w 2001 r. Stefan Niesiołowski zabiegał u Jarosława Kaczyńskiego o miejsce na liście PiS-u, Kaczor był najbliższy poglądom Niesiołowskiego. Później, gdy odrzucił jego prośby, stał się "przestępcą" i"cynicznym kłamcą", "wykorzystującym idee Solidarności do politycznych celów". Tę samą ideę, która w 2001 roku obu panów jeszcze łączyła. Jako poseł Platformy Obywatelskiej, wcześniej uznawanej przezeń za "bezideowy" "powrót tymińszczyzny", Niesiołowski nazywał Kaczyńskiego "nikim", po tym jak ten zarzucił mu "sypanie" swojej narzeczonej na przesłuchaniu, o co zresztą owa narzeczona, która swojego lubego nie sypała, ma do dziś pretensje. Oburzanie się na Kaczora, że stwierdził, może niezbyt taktownie, ale zgodnie z prawdą o tym, że Niesiołowski dał się złamać, jest w przypadku człowieka określającego innych mianem "przestępców", lub "opasłych lizusów" (to akurat o M. Kamińskim) przykładem dosyć dużej ekwilibrystyki etycznej. Ale to jeszcze nie koniec, bowiem podczas gdy Niesiołowski uznaje za "przestępcę" człowieka, z którym jeszcze niedawno chciał tworzyć partię, spija co niedzielę w TVN z dzióbka posłowi Kaliszowi z partii przez którą "siedział za wolność" za komuny i którego nazwał ongiś, gdy był jeszcze w ZCHN, "pornogrubasem".
Teraz, gdy jest w partii, która na stanowiska bezpieczniackie zatrudnia ubeków i przeprowadza systematyczną recydywę funkcjonariuszy GRU w mundurach WSI, odgrywanie roli naczelnego antykomunisty RP przychodzi mu jeszcze łatwiej niż wtedy, gdy był w ZCHN. A to za sprawą mediów, które ZCHN-u nie lubiły, zaś Platformę lubią. I tutaj upatrywałbym przyczyny zmiany poglądów i doskonałego samopoczucia pana posła Niesiołowskiego w nowym otoczeniu, mimo, że jak słusznie kiedyś uznał, jest ono całkowicie "bezideowe". Bo czy gdyby było ono ideowe, to mógłby w nim pryncypialny Niesiołowski, ten z czasów RUCH-u i ZCHNu, funkcjonować? W nim może dobrze się czuć ktoś równie co Platforma bezideowy, a ściślej rzecz ujmując, dostosowujący idee do aktualnych warunków politycznych. Czego doskonałym dowodem jest także fakt, że uradowany na wiadomość o partyjnych czystkach w TVP Niesiołowski, ten który siedział za wolność, w tym wolność słowa, wprost mówi, że ma ochotę zwolnić z mediów publicznych nieprzychylnych mu dziennikarzy. Jak widać, od heroicznej walki o wolność słowa do kneblowania nieprzychylnych dziennikarzy wiedzie nie tak daleka droga, jak by się to mogło wydawać. Poseł Niesiołowski przebył ją błyskawicznie."


Komentarze
Pokaż komentarze (15)