Chciałoby się dobrze o ludziach myśleć, nawet jeśli popełniają błędy. Przyglądając się jednak roli jaką prymas Glemp odgrywał przez dziesięciolecia na styku państwo-Kościół, nie można oprzeć się wrażeniu, że były to wyłącznie błędy. Trudno przypuszczać, by owe błędy wynikały z uzgadniania działań Prymasa ze swoim bratem, sekretarzem powiatowym PZPR. (taki pierwowzór Rancza)
Prawa ręka, sekretarz, kapciowy można powiedzieć, prymasa Wyszyńskiego. Człowiek bez właściwości, posługujący się nowomową, z ograniczonym słownictwem, z awansu i w takim miejscu. Idealny cel "socjalistycznych" służb.
On zostaje prymasem, a nie na przykład kardynał Macharski, któremu Glemp, jak wielu innym członkom ówczesngo Episkopatu , do pięt nie dorastał. Ilu hierarchom w spadku po nocy stalinowskiej zostały UBeckie smycze? Ilu z takimi smyczami kręciło się po Watykanie? Czy o wyborze Glempa zadecydowały jakieś szczególne przymioty tego człowieka? Mnóstwo pytań. Jest co badać.
Agenturę wpływu trudno złapać za rękę, z wielu powodów. Jednym z nich jest szczególny charakter ich pracy. Działają najczęściej pośrednio, poprzez uzależnionych figurantów i "pożytecznych idiotów". Umieszczona na szczytach nie ma żadnej kartoteki. Przynajmniej lokalnie, w Polsce. Jedynym śladem może być tylko kolekcjonowanie odpowiedzi na pytania qui bono w każdej ważniejszej sprawie publicznej. Słabym śladem.
Tyle kościołów pobudowano wszak w latach osiemdziesiątych, ale to także jest słabym śladem. Czegokolwiek.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)