Od 1945 roku w Polsce są tak naprawdę dwie partie. Różnie nazywały się w różnych okresach. Na początku były to "poAKowskie bandy i wspierający je" oraz "opowiadający się za postępem". Po latach, w stanie wojennym mieliśmy WRON, PRON, PZPR, SB, WSW i ZOMO, a po przeciwnej wszystkich pozostałych.
W 1989 roku Michnik postawił sobie ambitny cel, zamazać różnice pomiędzy tymi dwoma partiami. Lata pracy i prawie udało się. Już niemal każdy znalazł swojego Urbana, z którym mógł pić wódkę. Największy sukces osiągnął wśród utytułowanych pracowników akademickich, na uniwersytetach, politechnikach, akademiach.
Dwudziestopięcioletnia Basia Kudrycka zapisała się do PZPR w 1979 roku. Traube odnotował (http://traube.salon24.pl/398043.html):
"Pamiętam doskonale kto zapisywał się do PZPR w tym czasie. Wtedy nikt już nie miał wątpliwości co do systemu.
To był czas schyłkowego Gierka, kartek na cukier, dogorywającego Breżniewa, ale też czas Jana Pawła II i opozycji demokratycznej.
Z mojej klasy w LO do PZPR - tuż przed maturą - wstąpiła jedna koleżanka. Dowiedzieliśmy się o fakcie z dużym opóźnieniem, tak się wstydziła. Tym, którzy chcieli jeszcze z nią rozmawiać tłumaczyła, że był to warunek przyjęcia na studia w Kijowie. To też działo się w r. 1979.
Pamiętam pojedynczych partyjniaków wśród studentów.
Byli to - bez wyjątku - cyniczni, ograniczeni, karierowicze."
Ja również pamiętam doskonale kto zapisywał się do PZPR w tym czasie, mam podobne wspomnienia. Opinie przywołane prze Traube były dość powszechne. Do tego stopnia, że pod koniec lat siedemdziesiątych skręcający w stronę PZPR bardzo nieliczni studenci unikali kolegów, bo nie mogli wytrzymać spojrzenia w oczy.
To była zupełnie nowa sytuacja dla PZPR. Nikt z nimi nawet nie próbował dyskutować, cokolwiek naprawiać. Pokolenia 56 i 68 były uważane przez nową generację 78 za naiwnych idealistów, którzy dali się zwieść fałszywej ideologii. Ideologi fałszywej nie dlatego, że coś tam w niej nie dopracowano. Fałszywej z gruntu, wewnętrznie sprzecznej. Komunizm dla pokolenia 78 był już tylko groteską, na której szmaciaki mogły nieźle się urządzić.
Dzisiaj zapisujące się do PZPR w drugiej połowie lat siedemdziesiątych osoby, dzięki zdumiewającemu sukcesowi Michnika w jego "walce o pojednanie", wciąż odcinają kolejne kupony od pogardzanego (słusznie) przez przytłaczającą większość rówieśników (proszę wybaczyć, ale nie ma innego równie precyzyjnego określenia) skurw..nia.
W tym samym co Kudrycka rzucie do PZPR załapał się m.in. Kwaśniewski, Martyniuk, Siwiec, Jaskiernia... Nikt nie miał wątpliwości wówczas, że parcie w górę to ich jedyny cel.
Już już, jak w Miazdze Andrzejewskiego, wszystko zostało wymieszane. Ci którzy kradli z tymi którym ukradziono. Z części tych drugich, która z wymieszaniem nie mogła się pogodzić udało się nawet zrobić oszołomów, nawiedzonych i frustratów. Dopiero afera Rywina zwróciła uwagę na istnienie dwóch partii. O istnieniu dwóch partii przypomniał Jarosław Kaczyński, mówiąc "my jesteśmy tu gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO". Aktywność Kudryckiej, Olejnika, Farfała, Komorowskiego, Kwaśniewskiego, Mazowieckiego, Michnika, Frasyniuka, Palikota, Winieckiego i wielu wielu innych nie pozostawia wątpliwości kto stoi po której stronie.
Najbardziej precyzyjną granicę wyznacza dzisiaj stosunek do IPNu, podobnie jak w latach 80-tych stosunek do stanu wojennego.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)